CZŁOWIEKA STWORZYŁA PRACA
Jeszcze w ubiegłym stuleciu Fryderyk Engels, współ-
órca naukowego socjalizmu, podkreślał, że dla uczłowiecze-
małpy olbrzymią rolę odegrał wyprostowany chód. Porzu-
cając chodzenie na czterech nogach przodkowie człowieka zrobi-
li decydujący krok w swym rozwoju.
Wyprostowany chód pozwolił istotom przedludzkim na co-
raz lepsze ćwiczenia ręki, na coraz lepszą jej specjalizację.
U małp istnieje również pewnego rodzaju podział czynności,
które spełnia ręka i noga. Ręka jest wykorzystywana przy
wspinaniu się do chwytania coraz wyżej gałęzi, do zbierania
i przytrzymywania pokarmu, jak to ma miejsce nawet u nie-
których innych zwierząt (wiewiórka). Za pomocą rąk niektó-
re małpy budują sobie gniazda na drzewach, znoszą gałęzie,
szympans w czasie niepogody układa sobie nawet dach nad
gniazdem.
Przy pomocy rąk małpy w niewoli spełniają cały szereg
prostych czynności podpatrzonych u ludzi. Ale we wszystkich
tych czynnościach widać głęboką różnicę pomiędzy nierozwi-
niętą ręką małpy człekokształtnej — choćby ta zadziwiała nas
swą inteligencją — a ręką człowieka, który znajdowałby się
na najniższym nawet stopniu rozwoju. Ręka człowieka jest bo-
wiem zdolna do wypełniania setek czynności i ruchów, których
ręka małpy w żadnym wypadku nie jest w stanie wykonać.
1 co ważniejsze: ręka ludzka kierowana przez jego wysoko roz-
winięty mózg zdolna jest wytworzyć narzędzia; przy pomocy
których może wykonać pracę, czego żadna małpa ani jakiekol-
wiek inne zwierzę nie jest w stanie uczynić.
Między człowiekiem a zwierzęciem zachodzi więc ta za-
sadnicza różnica, że człowiek zdolny jest do wykonywania pra-
cy przy pomocy wytworzonych przez siecią i stale ulepszanych
narzędzi. Każdy człowiek, zanim przystąpi do jakiejś pracy, po-
siada już w myśli ułożony plan czynności i cel, do którego zdą-
ża. Żadne zwierzę, choćby wykonywało czynności podobne do
pracy człowieka, nie czyni tego świadomie. Bóbr, który budu-
je swoje zadziwiające budowle albo pszczoła, która zbiera
miód i składa go w ulu, mrówka budując mrowisko nie mają
planu działania. Ich czynnościami kieruje nie świadomość, lecz
instynkt, przyzwyczajenie, zdobyte przez dziesiątki tysięcy
przodków. Ani mrówka, ani pszczoła nie potrafią wiele zmienić,
dodać lub ulepszyć w tym, co przejęły od swych przodków. Ich
czynności nie można nazwać pracą.
Tak więc dniem „narodzin człowieka" jest ten dzień, w któ-
rym w jakiejś grupie australopiteków nadano kamieniowi zaos-
trzony kształt, ażeby lepiej nadawał się np. do zdzierania skó-
ry ze zwierzęcia lub posłużono się gałęzią jako przedłuże-
niem ręki. Był to bowiem moment rozpoczęcia pracy, tj. świa,-
domej, celowej czynności, która oderwała człowieka od świata
zwierzęcego, pchnęła go na nową, ludzką drogę rozwoju.
Z chwilą gdy małpolud, przodek człowieka, zaczął świadomie
przygotowywać narzędzia, zaczął pracować, między nim a świa-
tem zwierzęcym powstała przepaść. W miarę rozwoju człowie-
ka przepaść ta stale powiększała się i powiększa.
Zanim przodkowie człowieka zaczęli sporządzać narzędzia,
jak wiemy przeszli długą drogę rozwoju. Wyzwolona od cho-
dzenia ręka australopiteka służyła mu coraz bardziej do wy-
konywania, rozmaitych, skomplikowanych ruchów i czynności.
Wskutek tego z pokolenia na pokolenie ręka małpoluda zmie-
niała się, nabierała coraz większej sprawności. Te zmiany,
.zwiększające sprawność ręki, stały się z biegiem czasu dzie-
dziczne.
W taki to sposób ręka małpoluda, z narządu chodzenia czy
wspinania się po drzewach, częściowo tylko zdolna do jakichś
innych czynności, stała się dobrze już rozwiniętym narządem,
przy pomocy którego można już było wykonać jakąś pracę.
Naturalnie, pierwsze prace, które wykonywał człowiek, były
bardzo proste: rozłupać odpowiednio kamień, przygotować do-
brą pałkę itp. Z biegiem czasu jednak człowiek pierwotny nau-
czył się wykonywać coraz to Tiowe i coraz to bardziej skompli-
kowane czynności.
Ale ręka stanowi tylko jeden organ ciała. Te warunki, któ-
re korzystnie wpływały na rozwój ręki, wpływały równie ko-
rzystnie na rozwój pozostałych narządów ciała, szczególnie
mózgu. Będąc zmuszony szukać sobie pożywienia, przenosić
się z miejsca na miejsce, żyjąc w gromadzie, polując gromad-
nie na większego, silniejszego od siebie zwierza, sporządzając
proste narzędzia—przodek człowieka był zmuszony do coraz bar-
dziej wytężonej pracy „umysłowej". Trzeba było przecież ob-
myśleć sposób upolowania np. mamuta, obronienia się przed
tygrysem itp., trzeba było poszukać odpowiedniego kamienia,
z którego można by zrobić skrobacz do oczyszczania skór.
Wszystko to prowadziło do coraz silniejszego rozwoju mózgu
człowieka. Rozmaite czynności człowiek wykonywał coraz bar-
dziej świadomie, zdając sobie sprawę z tego, co chce zrobić i szu-
kając rozmaitych sposobów wykonania tej czy innej pracy.
Zupełnie inną drogą — jak już widzieliśmy — poszedł roz-
wój drugiej gałęzi driopiteków. Zwierzęta te przystosowywały
się do życia na drzewach. Stąd też i wszystkie części ich ciała
przyspasabiały się do tych warunków życia. Żyjąc w gorących,
podzwrotnikowych lasach zwierzęta te odżywiały się roślinnym
pokarmem. Obfitość owoców, młodych pędów drzew, ptasich
jaj w gniazdach, rozmaitych korzonków itp. nie zmuszała je
do większego wysiłku w poszukiwaniu pokarmu. Stąd też
i mózg ich nie rozwinął się tak, jak u ich stepowych krewnych.
Wreszcie nie przeżyły one tak silnych zmian klimatu i warun-
ków życia, jak driopitekowie stepowi. A była to dla tych ostat-
nich ciężka „szkoła życia", którą przetrzymały najmocniejsze,
najinteligentniejsze jednostki i gromady. Takie silne zmiany
warunków życia zmusiły małpoluda do szukania dodatkowej
ochrony od zimna, do odziewania się w skóry zwierzęce, korzy-
stania z ognia itp.