JAK POWSTAŁA ZIEMIA
Od wielu tysiącleci, od pierwszych chwil, kiedy człowiek
zaczął myśleć i zastanawiać się nad tym, co go otacza, zadawał
sobie pytanie: czym jest Ziemia, na której żyje? Jak ona po-
wstała? Czym są gwiazdy i Księżyc, rozjaśniające mrok nocy
i Słońce, dające światło i ciepło? *
Pierwotni ludzie wyobrażali sobie Ziemię jako płaską tar-
czę lub też górę przykrytą jak kloszem sklepieniem nieba, pod
którym poruszają się Słońce, Księżyc i gwiazdy oraz obłoki
i chmury. To sklepienie nieba miało przede wszystkim oddzie-
lać tzw. wody górne, które niekiedy opadają na Ziemię w po-
staci deszczu — od dolnych, ziemskich (mórz i rzek) tak, by nie
zalały one Ziemi.
Niektóre ludy uważały, że Ziemia jak krążek drzewa pły-
wa po przestworzach oceanu, inne zaś, że opiera się na czterech
słupach, na słoniach lub że wożą ją na swoich grzbietach ol-
brzymie żółwie czy też wieloryby.
W zaraniu wieków przypuszczano zwykle, że świat — to
znaczy Ziemia i wszystko, co otacza człowieka, powstało z tzw.
„pramaterii", to znaczy jakiegoś pierwotnego, pierwszego ciała,
które dało początek wszystkiemu.
Cóż to była za pramateria, z której powstał świat? Prze-
ważnie sądzono, że była nią woda. Człowiek starał się tworzyć
poglądy zgodne z doświadczeniem. Zauważył bowiem, że po
powodziach osadza się warstwa mułu, przeważnie żyznego, stąd
wyciągnął wniosek, że cała Ziemia zwolna osadziła się z wód.
Niektóre z legend o powstaniu Ziemi obleczone są w prze-
cudną szatę poetycką. I nawet obecnie czytamy je z przyjem-
nością, jako piękną poezję. Przytoczymy tutaj wyjątek z pięk-
nego hymnu z świętych ksiąg hinduskich Rig-wedy:
„Nie było bytu ani niebytu, ani powietrza, ani nieba nad
nimi. Co drgnęło wówczas i gdzie? Kto ruch ten sprawił? Czy
woda, wypełniająca bezdenną przepaść?
Nie było życia ani śmierci, ani dzień nie odróżniał się od
nocy, nie istniało nic w chaosie * świata. Ciemność była tylko,
w ciemnościach spowita. Bezkształtne wody były całym świa-
tem, świat był nicością w nicości ukryty, a jednak żar we wnę-
trzu się żarzył".
Ten poetycki obraz świadczy o wysokiej wiedzy autorów.
Uważają oni wprawdzie wodę za ową pramaterię, jednakże
mówią, że w niej już żarzył się żar przyszłego życia.
Legenda jednego z ludów żyjących na Bliskim Wschodzie
opowiada o tym, jak jeden z bogów, Marduk, stworzył ziemię
na kształt góry, otoczonej ze wszystkich stron oceanem jak głę-
bokim rowem. Za oceanem Marduk zbudował wysoki mur, któ-
rego żaden ze śmiertelnych nie mógł przekroczyć. W północnej
części muru zbudował półkolisty korytarz z dwoma otworami:
jednym na wschodzie, di$igim na zachodzie. Z otworu wschod-
niego słońce wczesnym rankiem wychodzi, wznosi się wysoko
w czasie południa na sklepieniu nieba, wieczorem chowa się
w otwór zachodni, by znów następnego ranka ukazać się
u wschodniego wylotu.
Pierwotne wyobrażenia o powstaniu świata z konieczności
miały postać legend, baśni, opowiadań. Człowiek stojący na ni-
skim poziomie rozwoju miał bardzo skromne wiadomości o ota-
czającym go wszechświecie, a przede wszystkim nie znał praw,
które nim rządzą. Trzeba było tysiącleci pilnej obserwacji zja-
wisk przyrody, rzetelnych i wolnych od przesądów prób tłuma-
czenia ich, aby odkryć prawa, którym posłuszne są zjawiska ota-
czającego człowieka świata. W zamierzchłej starożytności takie
zagadnienie, jak powstanie Ziemi, nie mogło być po prostu ina-
czej rozumiane, jak tylko jako wynik jakiegoś cudu.
Z czasem jednak, w miarę jak wiedza człowieka o otacza-
jącym go świecie staje się coraz szersza, okazuje się, że to, co
dotąd było trudno wytłumaczyć, staje się po pewnym czasie
jasne i proste. Tak np. początkowo, gdy człowiek jeszcze nie po-
trafił rozpalać ognia, uważał, że ogień jest przejawem działa-
nia jakiegoś boga — boga ognia. Również pioruny uważano
dawniej za pociski, którymi rozgniewane bóstwo ciska w ludzi.
Obecnie wiemy, co jest przyczyną ognia, umiemy go rozpalać
* Chaos — dosłownie — bezład (ze starogreckiego), nagromadzenie
przedmiotów, (tu materii) bez żadnego porządku, systemu.
i rozmaicie wykorzystywać1, wiemy, że pioruny są to niezwykle
silne wyładowania (prościej — iskry) elektryczne. Potrafimy
je nawet sztucznie wytworzyć w laboratoriach.
W ten sposób człowiek, mając oczy i uszy otwarte na
wszystko co się dzieje wokół niego, poznawał prawa przyrody,
nauczył się wykorzystywać je dla swoich potrzeb, stopniowo
poprzez całe tysiąclecia dochodził do naukowego, przyrodni-
czego poglądu na powstanie i budowę świata.
JAK ZBUDOWANY JEST WSZECHŚWIAT
Starożytni uczeni greccy, obserwujący gwiazdy, zauważyli,
że niektóre z nich nie wschodzą i nie zachodzą, a zataczają peł-
ne koła nad horyzontem, dokoła pewnego stałego punktu na
* Ozyrys — bóstwo słońca u starożytnych Egipcjan.
t •* Chaldea — w starożytności kraj leżący na Bliskim Wschodzie.
sklepieniu nieb? inne zaś wschodzą w pewnym punkcie hory-
zontu, zataczają łuk koła na niebie i chowają się pod horyzont,
żeby następnego dnia wzejść i znów zatoczyć łuk nad hory-
zontem, zataczając również łuk koła niewidoczny dla człowieka.
Stfjd wyciągnęli oni olbrzymiej wagi wniosek, że sklepienie
nieba nie jest półkulą a całą kulą, wewnątrz której znajduje
się Ziemia. Wynikało stąd, że Ziemia na niczym się nie opiera,
jest jak gdyby zawieszona w przestrzeni i gdy Słońce zachodzi,
opisuje na niewidocznej części sklepienia drugą połowę drogi.
Wszelkie bajki o Ziemi, która jak krążek trzyma się na słupach
czy słoniach — zawaliły się.
Był to już wielki postęp w wyobrażeniu o budowie świata.
Starożytni mędrcy stwierdzili też, że Ziemia wchodzi w skład
grupy ciał niebieskich wraz ze Słońcem i planetami: Merkury,
Wenus, Mars, Jowisz, Saturn. Jednakże uważano, że Ziemia
zajmuje w tej grupie, w tym układzie położenie środkowe,
uprzywilejowane, całe zaś sklepienie nieba obraca się wokół
niej w ciągu jednej doby. Sklepienie nieba przedstawiono so-
bie jako twardą, kryształową kulę, niewidoczną — bo przeźro-
czystą.
Poglądy starożytnych mędrców na budowę świata zebrał
Ptolemeusz, żyjący na przełomie I i II wieku naszej ery (ok.
1850 lat temu). Zebrał on obserwacje swoich poprzedników nad
ruchami ciał niebieskich, uporządkował je i dał dokładny, swym
zdaniem, obraz budowy świata.
Według Ptolemeusza budowa wszechświata przedstawiała
się, z grubsza biorąc, następująco:
Ziemia jest środkiem świata i wszystko się wokół niej ob-
raca. Każde z ważniejszych ciał niebieskch, a więc Księżyc,
Słońce i planety naszego układu słonecznego * znajdują się każ-
da na osobnej kryształowej kuli, mieszczących się jedna w
drugiej na podobieństwo dziecinnej zabawki (kilka jajek o co-
raz mniejszych rozmiarach, mieszczących się jedno w drugim).
Na ostatniej kuli przymocowane były gwiazdy. Wszystkie te
kule obracały się dokoła Ziemi raz na dobę.
Układ Ptolemeusza, przyjmujący Ziemię jako środek świa-
ta, nazywamy geocentrycznym, od greckiego wyrazu gea, tzn.
ziemia. Układ ten, jak na owe czasy, był genialny, objaśniał
dobrze ruchy Słońca, Księżyca i planet, zdolny był objaśnić
takie zjawisko, jak np. zaćmienie Słońca i Księżyca.
' * Układ słoneczny — grupa ciał niebieskich, w skład której wcho-
dzi Słońce i dziewięć planet, w tym Ziemia
s
Pogląd na budowę świata w taUej postaci, jak przedsta-
wiał ją Ptolemeusz, przetrwał ponad i 000 lat, był uznany przez
kościół i wydawał się ostateczny i niewzruszony. W miarę
jednak rozwoju nauki i zwiększenia się dokładności obserwacji
ruchów ciał niebieskich, wymagał wprowadzania coraz to no-
wych poprawek. Obraz świata Ptolemeusza, od samego począt-
ku nie tak prosty, komplikował się coraz bardziej, w końcu stał
się tak złożony, że zaczynał budzić wątpliwości czy jest praw-
dziwy. Już sam Ptolemeusz był zdania, że przy objaśnianiu bu-
dowy świata należy szukać przyczyn najprostszych dla obja-
śnienia ruchów ciał niebieskich. Jeśli zaś one niedostatecznie
wyjaśniają zjawiska, trzeba brać inne, bardziej odpowiednie,
jednak możliwie najprostsze.
Zasadniczego przewrotu w poglądach na budowę wszech-
świata dokonał dopiero nasz wielki rodak — Mikołaj Koper-
nik (1473 — 1543). Już od wczesnych lat swej działalności nau-
kowej doszedł on do wniosku, że istniejące poglądy są błędne
i nie potrafią wytłumaczyć obserwowanych na niebie zjawisk.
Owocem wielu lat uporczywej pracy Kopernika było jego
epokowe dzieło „O obrotach ciał niebieskich". Podaje on w nim
nową teorię budowy Wszechświata. W jego środku stawia on
nie Ziemię, jak dotąd, lecz Słońce. Ziemia, według Kopernika,
jest jedynie, i to wcale nie największą, cząstką układu słonecz-
nego i krąży wraz z innymi planetami dokoła Słońca. Po
dziś dzień istnieje takie powiedzenie, że Kopernik „wstrzymał
Słońce, wzruszył Ziemię, polskie go wydało plemię".
Wielki uczony polski, gorący patriota swej Ojczyzny, który
nie tylko służył jej swą nauką, lecz także i praktyczną pracą,
a nawet orężem, broniąc Olsztyna przed Krzyżakami, wycierpiał
wiele prześladowań za to, że odważył się obalić istniejące do-
tąd poglądy. Nauka Kopernika została uznana przez Kościół za
herezję, a za głoszenie jej groziły poważne prześladowania. Sam
Kopernik uniknął procesu, gdyż zmarł w tym samym czasie,
gdy ukazało się jego dzieło, lecz wielu jego następców przypła-
ciło życiem lub mękami wierność nauce. Tak np. za głoszenie
nauk Kopernika został spalony na stosie przez sąd kościelny
(tzw. Świętą Inkwizycję) wielki uczony włoski, Giordano Bruno
(Dżiordano Bruno).
Model świata Kopernika nazywamy heliocentrycz-
n y m od greckiego wyrazu helios, tzn. Słońce, które Kopernik
umieścił w środku świata. Naokoło Słońca, po drogach koło-
wych, obracały się wszystkie planety. Dalej, Kopernik obliczył,
że rok — jest to właśnie czas, w którym Ziemia przebywa dro-
gę naokoło Słońca. DsJeS i noc pochodzą stąd, ze Ziemia kręci
się wokół swej osi. To nie kryształowe kule z gwiazdami obra-
cają się naokoło Ziemi jako środka, lecz Ziemia wiruje, powo-
dując tym wyobrażenie wschodu i zachodu Słońca, gwiazd itp.
Z układu Kopernika znikły zupełnie owe ,.sfery" kryształowe,
stały się już niepotrzebne.
Obserwacje potwierdziły w zupełności teorię Kopernika.
Ma ona olbrzymie znaczenie. Strąciła Ziemię z jej uprzywile-
jowanego stanowiska we Wszechświecie', postawiła ją w jed-
nym rzędzie z innymi znanymi wówczas planetami. Dlatego też
wywołała tyle sprzeciwów ze strony „możnych tego świata".
Albowiem mówili oni, że tak •jak Ziemia jest najważniejszym
ciałem niebieskim, której wszystko służy, tak oni — królowie,
książęta — są najważniejszymi osobami na Ziemi i wszyscy
ludzie winni im służyć.
- Teoria Kopernika posiada tę rewolucyjną cechę, którą po-
winna charakteryzować się prawdziwa nauka. J. W. Stalin w
przemówieniu swoim na pierwszej wszechzwiązkowej naradzie
stachanowców w r. 1935 jasno scharakteryzował tę cechę nau-
ki: „Nauka dlatego nazywa się nauką, ponieważ nie uznaje fe-
tyszów*, nie obawia się podnieść ręki na stare, na to co się prze-
żyło, czujnie przysłuchuje się głosowi doświadczenia, praktyki.
Jeśliby było inaczej nie mielibyśmy nauki w ogóle, nie mieli-
byśmy, powiedzmy, astronomii i poprzestawalibyśmy na prze-
starzałym układzie Ptolemeusza".
Teoria Kopernika, chociaż genialna w swoim założeniu, nie
mówi nic o tym, dlaczego planety obiegają Słońce, co je zmu-
sza do krążenia stale wokół Słońca. Wyjaśnił to dopiero uczo-
ny angielski Izaak Newton (czyt. Niuton), który odkrył prawo
zwane dzisiaj prawem powszechnego ciążenia. Według tego
prawa wszystkie ciała (wszystko to, co widzimy, co nas otacza)
wzajemnie się przyciągają. Im większe jest dane ciało, tym
mocniej przyciąga ono inne do siebie. Siła ta powoduje, na przy-
kład, że kamień rzucony w górę spada na powierzchnię ziemi,
że jabłko, które się urwało z drzewa — spada na ziemię. Wła-
śnie wskutek działania tej siły mniejsze ciała, planety, obiegają
wokół wielkich gwiazd (np. Słońca), a nie lecą w przestrzeń po
linii prostej. Siła ta działa również i w świecie gwiazd. Wiemy
obecnie, że świat ten jest ogromny, trudny do objęcia ludzką
wyobraźnią.
Gdybyśmy np. zrobili model i Słońce w postaci ziarnka
grochu umieścilibyśmy gdzieś w Warszawie, przypuśćmy na
* Fetysz — rzecz niedotykalna, bóstwo.
placu Mariensztackim, Ziemię, która byłaby niewidzialnym
drobnym pyłkiem, umieścilibyśmy w odległości 1 metra, naj-
dalszą z planet musielibyśmy umieścić w tym modelu w odle-
giońci około 40 metrów, najbliższa zaś gwiazda znalazłaby się
w przybliżeniu w Krakowie, inne byłyby rozrzucone po całej
Europie, a nawet dalej. Światło z najbliższej od nas gwiazdy
leci na Ziemię 4 lata (z szybkością 300 000 km/sek.).
Wszystkie otaczające nas gwiazdy, do których należy tak-
że nasza gwiazda dzienna, Słońce, nie są rozmieszczone w prze-
strzeni przypadkowo i nie rozciągają się do nieskończoności,
lecz tworzą pewien układ, olbrzymie zbiorowisko, zbliżone
kształtem do soczewki. Światło z jednego końca na drugi tego
gigantycznego układu biegnie około 100 000 lat. Nasze słońce
znajduje się wcale nie w środku, lecz w pobliżu brzegu. Układ
ten nazywamy Galaktyką*. Wszystkie gwiazdy, a zatem i Słoń-
ce, obracają się dokoła środka Galaktyki.
Wszechświat nie kończy się jednak na naszej Galaktyce.
Takich układów jest wiele, trudno nawet powiedzieć — ile. Na
kliszy fotograficznej wychodzą one jak słabe mgiełki. Umiemy
jednak odróżniać je od gwiazd, wyznaczać ich odległość, wie-
my, że znajdują się poza granicami naszego układu gwiezdnego.
Tak mniej więcej wygląda według obecnego stanu naszej
wiedzy otaczający nas Wszechświat. Nie możemy powiedzieć,
że wiemy już wszystko o budowie naszego Wszechświata, jed-
nakże odbiegliśmy już ogromnie od pojęć o świecie, jakie mieli
nasi przodkowie. Wiemy o nim już bardzo, bardzo wiele.
Uczeni całego świata dokonują coraz to nowych odkryć.
Cofaz doskonalsze i coraz potężniejsze przyrządy pozwalają
człowiekowi stopniowo wnikać zarówno w najodleglejsze
otchłanie wszechświata, jak i w głąb atomów, tych najdrob-
niejszych cegiełek, z których zbudowana jest materia. Zarówno
w dziedzinie badań naukowych, obserwacji, jak i przede wszyst-
kim w dziedzinie naukowego tłumaczenia nagromadzonych
spostrzeżeń, przodującą rolę odgrywa nauka radziecka. Zoba-
czymy to wyraźnie, gdy będzie mowa o najnowszej teorii po-
wstania układu słonecznego uczonego radzieckiego Akademika
O. J. Szmidta.NARODZINY NAUKI O POWSTANIU WSZECHŚWIATA
Równolegle z rozwojem pojęć o budowie Wszechświata roz-
wijają się również różne przypuszczenia naukowe o tym, jak
powstał Wszechświat.
* Galaktyka — olbrzymie zbiorowisko ciał niebieskich, mające
postać spłaszczonej chmury, inaczej — mgławica.
Po odkryciu Kopernika, miejsce legend czy też niejasnych
przypuszczeń o powstaniu świata zaczęły zajmować naukowe
teorie, które nazywamy hipotezami. Hipoteza jest to przypu-
szczenie, oparte jednak na doświadczeniach czy też obserwa-
cjach i posiadające wszelkie cechy prawdopodobieństwa. Nowe
obserwacje, doświadczenia, badania obalają fałszywe, błędne
hipotezy, wzbogacają natomiast i potwierdzają prawdziwe,
słuszne (lub zbliżone do prawdy) hipotezy. Potwierdzone przez
doświadczenie hipotezy nazywamy prawem przyrody. W ten
sposób powoli lecz stale zbliżamy się do poznania otaczającego
nas świata.
Pierwsze domysły ludzkie o powstaniu świata odnosiły się
przeważnie do Ziemi. Interesowano się głównie zagadnieniem,
jak powstała Ziemia. Wszystko co nas otacza — i Słońce, i Księ-
życ, i gwiazdy, i cały świat — powstały według ówczesnych
pojęć równocześnie z Ziemią, i po to, by Ziemi służyć — dawać
jej światło i ciepło w dzień, ciemność (dla odpoczynku) w nocy.
Jednakże, gdy przekonano się, że Ziemia jest jedną z pla-
net krążących wokół Słońca, trzeba było już szukać odpowiedzi
innej. Trzeba było wytłumaczyć powstanie całego układu sło-
necznego, Słońca, gwiazd *, planet ** itd.
Pierwsze takie przypuszczenie, oparte już na osiągnięciach
naukowych, podał młody wówczas filozof niemiecki, Emanuel
Kant, w r. 1755. W książce, w której wyłożył swą teorię, Kant
przedstawił obraz powstania naszego systemu słonecznego
z wielkiej chmury rozpylonej materii. Ściskając się, pod wpły-
wem siły przyciągania, materia ta rozpalała się i obracająb się
wokół swej osi, rozpadła się na szereg kłębów, które dały po-
czątek Słońcu, Ziemi i planetom.
V/ czterdzieści lat później, francuski matematyk i astro-
nom, Piotr Laplaco (czyt. Laplas), przedstawił swoje, nieco zbli-
żone do teorii Kanta przypuszczenie, opracowane jednak bar-
dziej szczegółowo.
Według teorii Laplace'a wielka chmura materii rozżarzo-
nej, którą nazwał mgławicą, obracała się powoli dokoła pew-
nej osi. W miarę ochładzania się1 materia ulegała zgęszczeniu,
rozmiary jej malały i wskutek tego szybkość jej obrotu powin-
na była wzrosnąć, zgodnie z prawem natury. Przy coraz szyb-
* Gwiazda — ciało niebieskie, zbudowane z ognistej masy, świe-
cące własnym światłem. Gwiazdą iest nasze Słońce.
** P^lieta — ciało niebieskie, świecące światłem odbitym, krążące.
wokół gwiazdy. Ciało niebieskie krążące wokół planety nazywamy —
księżycem.
szym ruchu obrotowym chmura powinna coraz bardziej się
spłaszczać i przybrać kształt ziarnka soczewicy. W tym czasie,
w miejscu najbardziej oddalonym oC czi cSrotu, pod wpływem
siły odśrodkowej oderwał sie_ pierfaiea materii, który w dal-
szym ciągu krążył, aż w pewnej chwili rozerwał się i materia,
tworząca go pod wpływem siły przyciągania, skupiła się w je-
den kłąb. Kłąb taki, jako zaczątek przyszłej planety, obiegał
pierwotne zagęszczenie. Będąc jeszcze w stanie gazowym i ob-
racając się, wydzielał z kolei w podobny sposób pierścień jeden
lub więcej, z których później powstały księżyce planet. W taki
oto sposób, kolejno odrywając się od swej chmury, mgławicy,
pierścienie te tworzą kilka planet — sam zaś środek przekształ-
ca się w Słońce.
Sposób, w jaki mógł powstać układ planetarny, wydawał
się Kantowi tak prawdopodobny, że miał podobno powiedzieć:
„Dajcie mi materię, a zbuduję z niej świat", tzn. d aicie mi ma-
terię, a pokażę wam, jak z niej powinien utworzyć się świat.
Te śmiałe słowa młodego filozofa oznaczają, że ludzie zaczęli
wierzyć w możliwość powstania świata na skutek działania je-
dynie praw natury.
Przypuszczenia Kanta i Laplace'a chociaż nie utrzymały
się, posiadają jednak wielkie znaczenie w nauce, stały się one,
można powiedzieć, początkiem prawdziwej nauki o powstaniu
świata.
Od chwili pojawienia się hipotezy Laplace'a, wiele wysu-
wano teorii na temat powstania planet. Jedne były przeróbką
teorii Laplace'a, - 113X16 Z3.S uważały, że Ziemia i inne planety
powstały wskutek jakiejś katastrofy, że przelatująca obok Słoń-
ca olbrzymia gwiazda oderwała zeń kawał masy i ta dała po-
czątek Ziemi.
Teorie, które widzą przyczynę powstania Ziemi i planet
w jakiejś katastrofie, są nienaukowe i zostały przez dzisiejszą
wiedzę odrzucone. Takie katastrofy, jak bliski przelot jednej
gwiazdy koło drugiej, zdarzają się niezmiernie rzadko. Tym-
czasem nie należy przypuszczać, by powstawanie planet wokół
naszej gwiazdy — Słońca było wyjątkowym zjawiskiem. Naj-
nowsze odkrycia radzieckich uczonych udowodniły, że gwiazdy
powstają obecnie i można rzec — w naszych oczach. Wszech-
świat znajduje się w ciągłym ruchu — ciągle coś w nim powstaje
i umiera, ginie. Historia wiedzy poucza, że ile razy uczeni przy-
puszczali, iż Ziemia czy Słońce zajmują jakieś wyjątkowe stano-
wisko we Wszechświecie, tylekroć dalszy rozwój nauki dawał
im lekcje skromności. Po „usunięciu" przez Kopernika Ziemi
ze środka układu słonecznego, sądzono przez dłuższy czas
(i przelionanle fo lSsla dosyć^powszechne jeszcze w dwudziestych
latach obecnego wie. .1), że Słońce znajduje się w środku zbioro-
wiska gwiazd — Galaktyki. Okazało się, że i to przypuszczenie
było niesłuszne i wiemy obecnie, jak już o tyra poprzednio była
mowa, że Słońce znajduje się niejako na peryferiach układu ga-
laktycznego, z dala od jego środka. Nasza Galaktyka jest jedną
z wielu milionów podobnych galaktyk, obserwowanych w po-
staci słabych mgiełek na kliszach fotograficznych — i to cał-
kiem przeciętną galaktyką, nie wyjątkowo dużą, jak również
przez pewien czas sądzono.
A więc nasz system planetarny nie jest czymś wyjątkowym
we Wszechświecie. Takich systemów istnieje zapewne wiele,
wiele milionów.
Na pewno są takie, wśród których znajdują się planety
o warunkach podobnych do naszej Ziemi, a więc na których
mogą istnieć żywe istoty.
Nauka światowa już od dłuższego czasu nie mogła pora-
dzić sobie z niezmiernie ważuym zagadnieniem powstania Zie-
mi i innych ciał niebieskich, nie mogła powiązać w jedną całość
wielu spostrzeżeń naukowych. Kryzys ten został przezwyciężony
nie na Zachodzie, ale właśnie w Związku Radzieckim. Sprawa
powstania Ziemi i gwiazd szczególnie głęboko zajmuje nie tyl-
ko specjalistów, lecz i całe społeczeństwo radzieckie.
Uczeni radzieccy krok za krokiem zbliżają się do poznania
prawdy o przebiegu powstania Ziemi, planet, Słońca itp. Całe
kolektywy uczonych różnych specjalności pracują nad zbada-
niem i wyjaśnieniem różnych zjawisk zachodzących we Wszech-
świecie, nad zbadaniem i wyjaśnieniem sprawy powstania
Ziemi, naszego układu słonecznego i innych układów.
Przed ostatnią wojną znakomity astronom radziecki, Aka-
demik W. G. Fiesienkow, w wyniku wielu badań własnych
i innych astronomów doszedł do wniosku, że powstanie naszego
układu słonecznego odbywało się w następujący sposób:
Przed wielu miliardami lat nasz układ słoneczny nie istniał,
lecz był cząstką olbrzymiego obłoku, rozżarzonej gazowej ma-
terii. Cząstki tej olbrzymiej' mgławicy krążyły wokół wspólne-
go, środka. Wiemy, że we Wszechświecie panuje prawo po-
wszechnego wzajemnego przyciągania się ciał. Działanie tego
prawa spowodowało, że cząstki tej mgławicy nie tylko ciążyły
ku środkowi, lecz również wzajemnie przyciągając się zaczęły
się skupiać w większe bryły. Bryły te obracały się dokoła środ-
ka mgławicy, który je przyciągał, a także wirowały wokół wła-
snej osi. Skupienia takie były zaczątkami gwiazd.
Fiesenkow przypuszczał, że owe kule — „przodkowie"
słońc (gwiazd), w pewnym momencie gwałtownie się kurczyły
i wskutek tego odrywała się od nich część ich masy. Te ode-
rwane części Słońca dały początek naszej Ziemi i innym pla-
netom.
Ale to przypuszczenie okazało się, po bliższym zbadaniu,
niesłuszne. Uporczywie badając zjawiska zachodzące na niebie,
Fiesienkow doszedł do wniosku, że w owych rozżarzonych mgła-
wicach tworzyło się wiele skupień. Jedne z nich dały początek
Słońcu, inne zaś planetom, księżycom itp. Ta hipoteza Fiesien-
kowa jeszcze lepiej objaśniała wszystkie obserwacje i odkry-
cia uczonych badających Wszechświat.
Fiesienkow w swoich badaniach kierował się słusznym
poglądem, że powstawanie gwiazd i planet jest zjawiskiem po-
wszechnym, normalnym we Wszechświecie.
Tak oto nauka radziecka zrobiła jeszcze jeden krok do po-
znania prawdy o powstaniu Ziemi, choć prawda ta wydaje się
być tak mocno schowana za zasłoną miliardów lat, jakie dzielą
nas od tego czasu.
Współczesny nam astronom radziecki Mi F. Subbotin, w
pięknej swej książce pt. „Pochodzenie i wiek Ziemi" pisze:
„Historia nauki dowodzi, że nie ma problemów nie do roz-
wiązania, jeżeli problemy te stawia się prawidłowo. Lecz skom-
plikowane zagadnienia przyrodoznawstwa mogą być rozwiązane
stopniowo i nigdy nie bywają rozstrzygnięte od razu i osta-
tecznie".
Nowym, rewolucyjnym wprost krokiem w nauce o Wszech-
świecie była teoria wysunięta w 1944 r. i rozwinięta później
przez uczonego radzieckiego, akademika O. J. Szmidta. Praco-
wał nad nią nie tylko Szmidt, ale cała, liczna grupa uczonych.
Byli wśród nich ni* tylko astronomowie, ale i fizycy, geolodzy
i inni. Każdy z nich pomagał swą wiedzą, zdobyczami swej ga-
łęzi nauki w znalezieniu jak najpełniejszego wytłumaczenia tej
wielkiej zagadki,
Wszystkie niemal poprzednie przypuszczenia o tym, jak
powstała Ziemia i nasz układ słoneczny, wychodziły z tego sa-
mego założenia: był niegdyś olbrzymi obłok gorącej, gazowej
materii, i tą czy też inną drogą utworzyły się zeń Słońce oraz
Ziemia i inne planety wraz z księżycami. Dopiero stopniowo
stygnąc doszły one do dzisiejszej postaci.
Natomiast Szmidt, opierając się na własnych badaniach,
a także na badaniach innych uczonych, zarówno astronomów
badających Wszechświat, jak i geologów -- badających Ziemię,
doszedł do zupełnie odmiennego wniosku. Ziemia nie była ni-
gdy bryłą rozpalonych gazów czy lawy. ?<ia odwrót. Powstała
ona z cząstek zimnej materii. Dopiero później wnętrze jej
rozpaliło się. Podobnie sprawa miała się z innymi planetami.
Odkrycia Szmidta zgodne są z osiągnięć iami geologii — nau-
ki o Ziemi — która już od dłuższego czasu dochodziła do wnio-
sku, że Ziemia była niegdyś chłodna, a dopiero później „roz-
grzała" się. Teoria Szmidta stanowi olbrzymi przewrót w nauce
o powstaniu Ziemi i planet. Według bc.dań Szmidta i jego
współpracowników powstanie Ziemi przebiegało mniej więcej
w taki sposób.
Wszędzie we Wszechświecie rozsiana jest zimna,materia
zarówno w postaci większych i mniejszycr kawałków, jak i w
formie pyłu. Do niedawna sądzono, że materia taka znajduje
się tylko w obrębie układu słonecznego. Kawałki jej, czasami
nawet znacznych rozmiarów, spadają częsta na Ziemię. Mówi-
my wówczas, że to „gwiazda spadła".
W obszarach międzygwiezdnych znajdi je się ogromna ilość
tego rodzaju materii. Na Ziemię nieustanrie spada deszcz ta-
kich cząsteczek materii, tylko że przechodząc przez atmosferę
Ziemi spalają się one niemal doszczętnie.
Niegdyś Słońce przechodzące przez obłoki takiej materii
„zabrało" je z sobą. Utrzymywane siłą przyciągania Słońca
obłoki te zaczęły krążyć wokół niego. Część ich materii spadała
na Słońce, reszta zaś, pod wpływem siły wzajemnego przycią-
gania, zaczęła się coraz bardziej skupiać. Obłoki stawały się
coraz gęstsze i gęstsze, aż w pewnym momencie cząstki tej ma-
terii zaczęły się szybko łączyć ze sobą, tworząc stopniowo coraz
bardziej spoistą bryłę. Tak powstała Ziemk.
wstały i inne planety.
Ponieważ w ciągu milionów i miliardów
dały nowe cząstki — rosła ona coraz bardzie], stawała się coraz
bardziej zwarta, spoista.
W ten sam sposób jak planety powstały również księżyce
planet, tak powstał i nasz Księżyc. Dawniej sądzono, że Księżyc
oderwał się od Ziemi. Wyobrażano sobie, ie gdy Ziemia była
jeszcze płynna, część jej materii ulegając przyciągającemu dzia-
łaniu Słońca oderwała się, dając początek
nakże Księżyc, podobnie jak i sama Ziemia
roju, chmury cząstek materii.
W ten sposób po-
lat na Ziemię spa-
Księżycowi. Jed-
, powstał z owego
Dawniej przyjmowano, że Ziemia była na początku w sta-
nie ognisto-płynnym. Tym też tłumaczono wzrastanie tempe-
ratury w miarę posuwania się w głąb Ziemi. W tym przeko-
naniu utrzymywała również wielu uczonych ognisto-płynna la-
wa wydobywająca się z wnętrza ziemi przez otwory (kratery)
wulkanów. Uważano bowiem, że Ziemia będąc kiedyś ognistą
kulą ostygła tylko na powierzchni, a jej wnętrze nalane jeszcze
jest rozpaloną, ognistą, płynną masą. Uczeni ci twierdzili, że
Ziemia stale stygnie, a kiedyś stanie się całkiem zimna. Tym-
czasem badania najnowsze mówią coś wręcz przeciwnego. Zie-
mia wcale nie stygnie. W jej wnętrzu ciągle odbywa się ol-
brzymia praca.
* We wnętrzu Zieirjj atomy * różnych ciał (tzw. ciał radio-
aktywnych**, jak uran, rad) rozpadają się, zmieniają się w in-
ne itd. Przy tym powstaje olbrzymia ilość ciepła. Ciepło to nie
może przedostać się przez gruby słój wierzchniej warstwy Zie-
mi, tak zwanej kory ziemskiej i wskutek tego wnętrze Ziemi
to miejscami wprost płynna lub półpłynna rozpalona masa.
Wyrywa się pha często kraterami wulkanów na powierzchnię
Ziemi.
W tej rozpalonej masie cięższe ciała opadają do środka —
lżejsze wydostają się na wierzch. Te przesunięcia powodują
nierzadko trzęsienia ziemi.
Ziemia pobiera więc ciepło nie tylko od Słońca, ale ma
i swój własny „piec" we wnętrzu. Góry i fałdy pokrywające
Ziemię — to nie wynik stygnięcia i kurczenia się skorupy ziem-
skiej, a na odwrót — następstwo tej olbrzymiej pracy odby-
wającej się w jej wnętrzu i rozpierającej skorupę ziemską w
wielu miejscach. Praca ta, choć nieporównanie słabsza, trwa
i po dziś dzień.
Tak więc spośród wszystkich teorii o pochodzeniu Ziemi
teoria Szmidta jest najbliższa prawdy, gdyż tłumaczy powsta-
nie Ziemi na podstawie ostatnich zdobyczy naukowych, a tak-
że tłumaczy zgodnie z osiągnięciami nauki te zmiany, jakie ona
później przechodziła (np. tworzenie się gór).
Uczeni radzieccy i uczeni innych postępowych krajów
z każdym dniem zdobywają coraz więcej dowodów świadczą-
cych o jej słuszności. Akademik Szmidt i jego współpracowni-
cy obok wielu innych prac w dalszym ciągu zajmują się ulep-
szaniem swej teorii, badając powstające we Wszechświecie
* * Drobne cząstki materii, np. atom żelaza, atom węgla itp.
** Radioaktywne ciała, inaczej — promieniotwórcze ciała, które
samoczynnie promieniują. Wydzielając promienie, tj. cząstki swej ma-
terii, atomy te z czasem zmieniają się w inne (np. rad — w ołów).
gwiazdy, studiując wyniki ostatnich badań
nr.ch nauki.
Wielkie teorie naukowe na ostateczne.
czekają niekiedy setki lat. Tak np. teoria
powszechnie uznana i potwierdzona przez
dopiero po 200 latach. Jednak w ciągu 8 lat.
od powstania teorii Szmidta, tyle już znaleziono
słuszności, że śmiało możemy sądzić, że bliski
ostatecznego zwycięstwa.
Okres formowania się Ziemi, stworzjenie odpowiednich
warunków do powstania i rozwinięcia się życia, był niezmiernie
długi, oceniają go geologowie na około 7 miliardów lat.
Jeśliby przyrównać ten okres do jedn
razie istnienia życia na ziemi wynosiłoby nieco mniej niż 100
dni, a czas istnienia człowieka, ludzkości około 1 godziny, ist-
nienie zaś nauki, od najdawniejszych jej ślpdów, trwałoby za
ledwie 30 sekund
W nauce o powstaniu Ziemi zaszliśmy j|uż daleko. Ale jeśli
porównamy to z zadaniami, jakie ma przed
to dopiero początek wielkiej drogi. Nie na'
wić, że nie rozwiązaliśmy do tej pory wszystkich zagadnień.
Czekają nas jeszcze długie lata rozwoju i postępu. Powinniśmy
być jednak dumni z dotychczasowych osiągnięć nauki
ścią i wiarą w siłę nauki, w siłę ludzkiego r szumu powinniśmy
patrzeć w przyszłość,
Nie ma granic dla ludzkiego poznania.
rych jeszcze nie wiemy lub nie wszystko wipmy. Ale z każdym
dniem jest ich i będzie coraz mniej.
Szczególny rozwój osiąga nauka w ZWiązku
i w państwach demokracji ludowej. Jej celem, jej zadaniem
jest służyć postępowi, służyć ludzkości.
Natomiast nauka w państwach kapita
USA, służy klasom posiadającym. Stąd też
uczeni ci szukają nowych sposobów masowefeo mordowania lu-
dzi i niszczenia ich dorobku. Natomiast postępowi uczeni, jak
np. prof. Joliot-Curie (Żolio-Kiuri) są tam prześladowani i po
zbawieni możliwości pracy naukowej.
Nauka radziecka najbardziej postępowa] przodująca nauka
świata poważnie zbliżyła nas już do pełnegc poznania przebie-
w innych
;go roku, w takim
sobą nauka — jest
eży się zatem dzi
Są rzeczy,
Radzieckim
pełne zwycięstwo
Kopernika została
nowe odkrycia —
jakie nas dzielą
dowodów jej
jest już dzień jej
istycznych, jak w
przede wszystkim
gu powstania Ziemi i planet. Najbliższe lata przyniosą na pew-
no nowe wspaniałe odkrycia, które wyjaśnią nam to, czego je-
szcze nie wiemy o dziejach naszej Ziemi.NARODZINY NAUKI
Narodziny nauki, a w związku z tym i naukowego świato-
poglądu przypadają na czas, gdy ludzie zaczęli prowadzić osia-
dły tryb życia, zaczęli zajmować się rolnictwem i rzemiosłami,
gdy ludzkość podzieliła się na klasy wyzyskiwaczy i wyzyski-
wanych. Naukami mogli zajmować się ludzie, którzy nie mu-
sieli sami ciężko pracować na swe utrzymanie, mieli dużo cza-
su, mogli podróżować, poznawać świat i ludzi, a więc przede
wszystkim ci, którzy żyli kosztem innych ludzi. W pierwszym
rzędzie byli to kapłani, żyjący z wyzysku ludu i darów otrzy-
mywanych od właścicieli niewolników.
Spostrzeżono wtedy, że nastanie odpowiedniej pory roku
związane jest z wysokością Słońca nad horyzontem w czasie po-
łudnia — że w zimie „chodzi" ono nisko nad horyzontem, a w
lecie przechodzi przez środek 'nieba, świeci niemal prostopadle.
Spostrzeżono okresowe powtarzanie się nowiu i pełni Księżyca,
a także zmiany w wyglądzie nieba, które również powtarzają
się okresowo.
Uprawa roli wymagała dolcładnej rachuby czasu, a więc
stworzenia kalendarza. Pierwsze spostrzeżenia i obserwacje
okresowych' zmian w przyrodzie i wyglądzie nieba posłużyły
do odnalezienia długości roku. Obserwacjami nieba zaj-
mowali się wówczas wyłącznie kapłani przy świątyniach. Ba-
dali oni pilnie wschody i zachody jaśniejszych gwiazd. Stąd
znaleźli następnie długość roku, liczoną według ilości wschodów
słońca, czyli dni. Stwierdzili również, że w ciągu jednego reku
*około 12 razy zmieniają się fazy Księżyca. Spostrzegli także, że
co pewien czas następują zaćmienia Słońca i Księżyca, umieli
je nawet przepowiedzieć, obliczyć. Zaćmienie, zwłaszcza Słoń-
ca, wywierało silne wrażenie nie tylko na ludzi, ale i na całą
przyrodę. Umiejąc przewidzieć np. zaćmienie Słońca kapłani
wykorzystywali to dla zastraszenia ludu, dla wzmocnienia
swojej władzy nad ludem.
Pięknie pisze o tym wielki pisarz polski, Bolesław Prus,
w swej książce „Faraon".
8
„Nagle, około pierwszej w południe z bocznych ulłc wy-
lała się ku świątyni Ptah* banda, zbrojna w topory i drągi.
...Na czele szedł robotnik olbrzymiego wzrostu, z pochodnią.
Stanął on przed bramą świątyni i ogromnym głosem począł wo-
łać do ludu:
— A wiecie wy, prawowierni, nad czym tu radzą arcy-
kapłani i nomarchowie? **... Oto, chcą zmusić jego świątobli-
wość Ramzesa,*** ażeby robotnikom odjął po placku jęczmien-
nym na dzień, a chłopów obłożył nowym podatkiem, po drach-
mie,**** od każdej głowy.-
Dlatego, mówię wam, że popełniacie głupstwo i nikczem-
ność stojąc tu z założonymi rękoma... Trzeba nareszcie wyłapać
świątyniowych szczurów i oddać ich w ręce faraonowi, panu
naszemu, na którego krzywdę zmawiają się bezbożnicy... Bo
gdyby władca nasz musiał ulec radzie kapłańskiej, któż wtedy
ujmie się za uczciwym ludem?...
— Prawdę mówi... — odezwano się w tłumie.
... — Wyłamujcież bramę... — wołano od końca, i grad ka-
mieni posypał się w stronę Herhora ***** i orszaku.
...W chwilę później, gdzieś nad świątynią, rozległ się głos
nadludzki:
— Odwracam oblicze moje od przeklętego ludu i niech na
ziemię spadnie ciemność...
I stała się rzecz okropna: w miarę, jak głos mówił, słońce
traciło blask. A wraz z ostatnim słowem zrobiło się ciemno
jak w nocy. Na niebie zaiskrzyły się gwiazdy, a zamiast słońca
stał czarny krąg, otoczony obrą*czką płomieni...
Niezmierny krzyk wydarł się ze stu tysięcy piersi. Sztur-
mujący do bramy rzucili belki, chłopi upadli na ziemię...
— Oto nadszedł dzień sądu i śmierci... — zawołał jękliwy
głos w 1-:O''T"U ulicy.
... — Biada wojskom, które spełniają rozkazy bezbożnych
naczelników... — zawołał wielki głos ze świątyni.
W odpowiedzi — już cały lud upadł na twarz, a w dwu puł-
kach stojących przed świątynią powstało zamieszanie.
* Ptah — bóstwo starożytnych Egipcjan. '
** Nomarcha — dowódca wojskowy, szlachcic (w starożytnym
Egipcie).
•»* Ramzes — jeden z bohaterów powieici — faraon (król, cesarz)
**** Drachma — jednostka pieniężna.
***** Heihor — jeden z bohaterów powieści, arcykapłan, przywódca
reakcyjnego stronnictwa
6
... — Bogowie... bogowie... — Jęczał i płakał lud — zmi-
łujcie się nad niewinnymi...
— Ozyrysie *... — zawołał i tarasu Herhor — ulituj się
i ukaż oblicze swoje nieszczęśliwemu ludowi...
— Po raz ostatni wysłucham modlitwy moich kapłanów,
bom jest miłosierny... — odpowiedział nadludzki głos ze świą-
tyni.
I w tejże samej chwili ciemność pierzchnęła, a słońce od-
zyskało swój blask.
...Tym sposobem, dzięki zaćmieniu słońca... stronnictwo
kapłańskie już i w Dolnym Egipcie zachwiało powagę Ramzesa
Xm-tego."
Kapłani chaldejscy •* i egipscy odkryli też przyczynę za-
ćmień Słońca i Księżyca. Wiedzieli np., że zaćmienie Księżyca
powstaje, gdy cień rzucany przez Ziemię padnie na tarczę Księ-
życa. Ale cień ten miał zawsze kształt koła. Stąd doszli do wnio-
sku, że Ziemia nie może być płaska, ale musi być kulista, gdyż
tylko cień od kuli w każdym kierunku jest w przekroju kołem.
Do spostrzeżeń naukowych, do zrozumienia, jaką postać ma
Ziemia, przyczyniła się znacznie żegluga na Morzu Śródziem-
nym i Czerwonym, uprawiana przez narody starożytne. Żegla-
rze nabrali przekonania, że Ziemia nie może być płaska, zau-
ważyli bowiem, że podczas podróży na północ, gwiazdy znajdu-
jące się nisko nad horyzontem, na południowej stronie nieba
przestają być widoczne i odwrotnie — zaczynają być widoczne
nowe gwiazdy przy posuwaniu się okrętu na południe. Tego zja-
wiska nie byłoby, gdyby Ziemia była płaska. Zaobserwowali
oni również, że na horyzoncie ukazują się zawsze najpierw
maszty, a potem dopiero cały okręt, w miarę zbliżania się.
Świadczyło to o wypukłości powierzchni morza.
Tak więc już bardzo dawno pierwsi badacze wszechświata
doszli do wniosku, że Ziemia jest kulą. Ale jak ta kula powsta-
ła? Skąd się wzięła? Oto były pytania, które pchały do badań
i rozmyślań tysiące najświatlejszych umysłów ludzkości.