A A A

JAK POWSTAŁA ZIEMIA

Od wielu tysiącleci, od  pierwszych  chwil, kiedy człowiek
zaczął  myśleć i zastanawiać się nad tym, co go otacza, zadawał
sobie  pytanie: czym jest Ziemia, na której  żyje? Jak ona  po-
wstała? Czym są gwiazdy i  Księżyc, rozjaśniające  mrok nocy
i Słońce, dające światło i ciepło?     *
Pierwotni ludzie wyobrażali sobie Ziemię jako  płaską tar-
czę lub też górę przykrytą jak kloszem sklepieniem nieba, pod
którym poruszają się Słońce, Księżyc  i  gwiazdy  oraz  obłoki
i chmury. To sklepienie nieba miało przede wszystkim oddzie-
lać tzw. wody górne, które niekiedy opadają na Ziemię w  po-
staci deszczu — od dolnych, ziemskich (mórz i rzek) tak, by nie
zalały  one Ziemi.
Niektóre ludy uważały, że Ziemia jak krążek drzewa pły-
wa po  przestworzach oceanu, inne zaś, że opiera się na czterech
słupach, na  słoniach lub że wożą  ją na  swoich grzbietach ol-
brzymie żółwie czy też wieloryby.
W zaraniu  wieków przypuszczano zwykle, że  świat — to
znaczy Ziemia i wszystko, co otacza człowieka, powstało z tzw.
„pramaterii", to znaczy jakiegoś pierwotnego, pierwszego ciała,
które  dało początek wszystkiemu.
Cóż to była  za pramateria, z której powstał świat?  Prze-
ważnie sądzono, że była nią woda. Człowiek starał się tworzyć
poglądy zgodne z  doświadczeniem.  Zauważył bowiem, że po
powodziach osadza się warstwa mułu, przeważnie żyznego, stąd
wyciągnął wniosek, że cała Ziemia zwolna osadziła się z wód.
Niektóre z legend o powstaniu Ziemi obleczone są w prze-
cudną  szatę  poetycką. I nawet obecnie czytamy je z przyjem-
nością, jako  piękną poezję. Przytoczymy tutaj wyjątek z pięk-
nego hymnu  z świętych ksiąg hinduskich Rig-wedy:

„Nie było bytu ani niebytu, ani powietrza, ani nieba  nad
nimi. Co drgnęło wówczas i gdzie? Kto ruch ten sprawił?  Czy
woda, wypełniająca bezdenną przepaść?
Nie  było życia ani śmierci, ani dzień nie odróżniał się od
nocy, nie istniało nic w chaosie * świata. Ciemność była tylko,
w ciemnościach spowita. Bezkształtne wody  były całym świa-
tem, świat był nicością w nicości ukryty, a jednak żar we wnę-
trzu się żarzył".
Ten  poetycki obraz świadczy o wysokiej wiedzy autorów.
Uważają oni wprawdzie wodę za  ową  pramaterię,  jednakże
mówią, że w niej już żarzył się żar przyszłego życia.
Legenda jednego z ludów żyjących na Bliskim  Wschodzie
opowiada o tym, jak jeden z  bogów, Marduk,  stworzył ziemię
na kształt góry,  otoczonej ze wszystkich stron oceanem jak  głę-
bokim rowem. Za oceanem Marduk zbudował wysoki mur, któ-
rego żaden ze śmiertelnych nie mógł przekroczyć. W północnej
części  muru zbudował półkolisty korytarz z  dwoma otworami:
jednym na wschodzie, di$igim na zachodzie. Z otworu  wschod-
niego słońce wczesnym rankiem wychodzi, wznosi się wysoko
w czasie południa  na sklepieniu nieba,  wieczorem  chowa  się
w otwór zachodni,  by znów następnego  ranka  ukazać   się
u wschodniego wylotu.
Pierwotne wyobrażenia o powstaniu świata z konieczności
miały postać legend, baśni, opowiadań. Człowiek stojący na ni-
skim poziomie rozwoju miał bardzo  skromne wiadomości o ota-
czającym go wszechświecie, a  przede wszystkim nie znał praw,
które nim rządzą. Trzeba było tysiącleci pilnej  obserwacji zja-
wisk przyrody, rzetelnych i wolnych od przesądów prób tłuma-
czenia ich, aby odkryć prawa,  którym posłuszne są zjawiska ota-
czającego człowieka świata. W zamierzchłej starożytności takie
zagadnienie, jak powstanie Ziemi, nie mogło być po prostu ina-
czej  rozumiane, jak tylko jako wynik jakiegoś cudu.
Z czasem jednak, w miarę jak  wiedza  człowieka o otacza-
jącym go świecie staje się  coraz szersza, okazuje się, że to, co
dotąd było trudno wytłumaczyć, staje się po pewnym czasie
jasne i proste. Tak np. początkowo, gdy człowiek jeszcze nie po-
trafił rozpalać ognia, uważał,  że ogień jest przejawem działa-
nia jakiegoś boga — boga  ognia.   Również  pioruny uważano
dawniej za pociski,  którymi rozgniewane bóstwo ciska w ludzi.
Obecnie wiemy,  co  jest przyczyną ognia, umiemy go rozpalać
* Chaos — dosłownie — bezład (ze starogreckiego), nagromadzenie
przedmiotów, (tu materii) bez żadnego porządku, systemu.

i rozmaicie wykorzystywać1, wiemy, że pioruny są to niezwykle
silne  wyładowania  (prościej — iskry) elektryczne.  Potrafimy
je nawet sztucznie  wytworzyć w laboratoriach.
W ten sposób człowiek, mając oczy  i uszy  otwarte na
wszystko co się dzieje wokół niego, poznawał prawa przyrody,
nauczył się  wykorzystywać je  dla swoich potrzeb, stopniowo
poprzez całe  tysiąclecia dochodził  do  naukowego,  przyrodni-
czego poglądu na powstanie i budowę świata.

  • JAK ZBUDOWANY JEST WSZECHŚWIAT

    Starożytni uczeni greccy, obserwujący gwiazdy, zauważyli,
    że niektóre z nich nie wschodzą i nie zachodzą, a zataczają peł-
    ne  koła nad  horyzontem, dokoła pewnego stałego punktu na
    *  Ozyrys — bóstwo słońca u starożytnych Egipcjan.
    t    •*  Chaldea —  w starożytności kraj  leżący na Bliskim Wschodzie.

    sklepieniu nieb? inne zaś wschodzą w pewnym punkcie hory-
    zontu, zataczają łuk koła  na niebie i chowają się pod horyzont,
    żeby następnego  dnia wzejść i znów  zatoczyć łuk nad hory-
    zontem, zataczając również łuk koła niewidoczny dla człowieka.
    Stfjd wyciągnęli oni olbrzymiej wagi wniosek,  że sklepienie
    nieba nie jest  półkulą  a  całą kulą, wewnątrz której znajduje
    się Ziemia. Wynikało stąd, że Ziemia na niczym się nie opiera,
    jest jak gdyby  zawieszona w przestrzeni i gdy Słońce zachodzi,
    opisuje na niewidocznej części sklepienia drugą połowę drogi.
    Wszelkie bajki o Ziemi, która jak krążek trzyma się na słupach
    czy słoniach — zawaliły się.
    Był to już  wielki postęp w wyobrażeniu o budowie świata.
    Starożytni mędrcy stwierdzili też,  że Ziemia wchodzi w skład
    grupy ciał niebieskich wraz ze Słońcem i planetami: Merkury,
    Wenus, Mars,  Jowisz, Saturn.   Jednakże uważano, że  Ziemia
    zajmuje w tej  grupie, w tym  układzie  położenie środkowe,
    uprzywilejowane,  całe zaś sklepienie nieba   obraca  się wokół
    niej w ciągu jednej doby. Sklepienie nieba  przedstawiono  so-
    bie jako twardą, kryształową kulę, niewidoczną — bo przeźro-
    czystą.
    Poglądy starożytnych mędrców na budowę świata zebrał
    Ptolemeusz, żyjący na przełomie I i  II wieku naszej ery  (ok.
    1850 lat temu).  Zebrał on  obserwacje swoich  poprzedników nad
    ruchami ciał niebieskich, uporządkował je i dał dokładny, swym
    zdaniem, obraz budowy świata.
    Według Ptolemeusza  budowa wszechświata przedstawiała
    się, z grubsza biorąc, następująco:
    Ziemia jest środkiem  świata i wszystko się wokół niej ob-
    raca. Każde z  ważniejszych ciał niebieskch,  a więc Księżyc,
    Słońce i planety naszego układu słonecznego * znajdują się każ-
    da  na osobnej  kryształowej kuli,  mieszczących się  jedna  w
    drugiej na podobieństwo dziecinnej zabawki  (kilka jajek o co-
    raz mniejszych  rozmiarach, mieszczących się jedno w drugim).
    Na ostatniej  kuli  przymocowane były  gwiazdy. Wszystkie te
    kule obracały się dokoła Ziemi raz  na  dobę.
    Układ Ptolemeusza, przyjmujący Ziemię  jako środek świa-
    ta,  nazywamy  geocentrycznym, od  greckiego wyrazu gea, tzn.
    ziemia. Układ  ten,  jak  na owe  czasy, był genialny, objaśniał
    dobrze ruchy Słońca,  Księżyca  i  planet, zdolny  był objaśnić
    takie zjawisko,  jak np. zaćmienie Słońca i Księżyca.
    ' * Układ słoneczny — grupa ciał niebieskich, w skład której wcho-
    dzi Słońce i dziewięć planet, w tym Ziemia
    s

    Pogląd na  budowę  świata  w taUej  postaci, jak przedsta-
    wiał ją Ptolemeusz, przetrwał ponad i 000 lat, był uznany przez
    kościół i  wydawał się  ostateczny  i niewzruszony.  W miarę
    jednak rozwoju nauki i  zwiększenia się dokładności obserwacji
    ruchów ciał niebieskich, wymagał wprowadzania coraz to  no-
    wych poprawek. Obraz  świata Ptolemeusza, od samego począt-
    ku nie tak prosty, komplikował się coraz  bardziej, w końcu  stał
    się tak złożony, że zaczynał budzić  wątpliwości czy jest praw-
    dziwy. Już sam Ptolemeusz był zdania, że przy objaśnianiu  bu-
    dowy świata należy szukać przyczyn najprostszych dla obja-
    śnienia ruchów ciał niebieskich.  Jeśli  zaś  one niedostatecznie
    wyjaśniają zjawiska, trzeba  brać inne, bardziej odpowiednie,
    jednak możliwie najprostsze.
    Zasadniczego przewrotu  w poglądach na  budowę  wszech-
    świata dokonał dopiero  nasz  wielki rodak  —  Mikołaj  Koper-
    nik (1473 — 1543). Już od wczesnych lat  swej  działalności nau-
    kowej doszedł on do wniosku,  że istniejące poglądy są błędne
    i  nie  potrafią wytłumaczyć obserwowanych na niebie zjawisk.
    Owocem wielu lat uporczywej  pracy Kopernika było jego
    epokowe dzieło „O obrotach ciał niebieskich". Podaje on w nim
    nową teorię budowy Wszechświata.  W jego środku  stawia on
    nie Ziemię, jak dotąd, lecz Słońce. Ziemia, według Kopernika,
    jest jedynie, i to wcale nie największą, cząstką układu  słonecz-
    nego  i krąży  wraz z innymi  planetami dokoła  Słońca.  Po
    dziś  dzień istnieje takie powiedzenie, że  Kopernik „wstrzymał
    Słońce, wzruszył Ziemię, polskie go  wydało plemię".
    Wielki uczony polski, gorący patriota swej Ojczyzny, który
    nie tylko  służył jej swą nauką, lecz także  i praktyczną pracą,
    a nawet orężem, broniąc Olsztyna przed Krzyżakami, wycierpiał
    wiele prześladowań za to, że odważył się obalić istniejące  do-
    tąd poglądy. Nauka Kopernika  została uznana  przez Kościół za
    herezję, a za głoszenie jej groziły poważne prześladowania. Sam
    Kopernik  uniknął  procesu, gdyż  zmarł  w  tym samym czasie,
    gdy ukazało się jego dzieło, lecz wielu jego następców przypła-
    ciło życiem lub mękami wierność nauce.  Tak np.  za głoszenie
    nauk  Kopernika został spalony na stosie przez  sąd  kościelny
    (tzw. Świętą Inkwizycję) wielki uczony włoski, Giordano Bruno
    (Dżiordano Bruno).
    Model świata Kopernika nazywamy  heliocentrycz-
    n y m  od greckiego wyrazu helios, tzn. Słońce, które Kopernik
    umieścił  w środku  świata. Naokoło  Słońca, po  drogach koło-
    wych, obracały się wszystkie planety. Dalej, Kopernik obliczył,
    że rok — jest to właśnie czas, w którym Ziemia przebywa dro-

    gę naokoło Słońca. DsJeS i noc pochodzą stąd, ze Ziemia kręci
    się wokół swej osi. To nie kryształowe kule z gwiazdami obra-
    cają się naokoło  Ziemi jako środka, lecz Ziemia wiruje,  powo-
    dując tym wyobrażenie wschodu i  zachodu Słońca, gwiazd itp.
    Z układu Kopernika znikły zupełnie owe  ,.sfery" kryształowe,
    stały się już niepotrzebne.
    Obserwacje  potwierdziły  w zupełności teorię Kopernika.
    Ma ona olbrzymie znaczenie.  Strąciła Ziemię z jej uprzywile-
    jowanego  stanowiska we Wszechświecie',  postawiła ją w  jed-
    nym rzędzie z innymi znanymi wówczas planetami. Dlatego też
    wywołała  tyle sprzeciwów ze strony „możnych tego świata".
    Albowiem mówili oni, że tak •jak Ziemia  jest najważniejszym
    ciałem niebieskim, której wszystko  służy,  tak oni — królowie,
    książęta —  są najważniejszymi osobami  na  Ziemi i wszyscy
    ludzie  winni im  służyć.
    -  Teoria Kopernika posiada tę rewolucyjną cechę, którą po-
    winna  charakteryzować się prawdziwa nauka. J. W.  Stalin w
    przemówieniu swoim na pierwszej wszechzwiązkowej naradzie
    stachanowców w r. 1935 jasno  scharakteryzował tę cechę  nau-
    ki: „Nauka dlatego  nazywa się  nauką, ponieważ  nie uznaje fe-
    tyszów*, nie obawia się podnieść ręki na stare, na to co się prze-
    żyło, czujnie przysłuchuje się głosowi doświadczenia,  praktyki.
    Jeśliby było inaczej nie mielibyśmy nauki w ogóle,  nie mieli-
    byśmy, powiedzmy,  astronomii i poprzestawalibyśmy na prze-
    starzałym układzie Ptolemeusza".
    Teoria Kopernika, chociaż genialna w swoim założeniu, nie
    mówi nic  o  tym, dlaczego planety obiegają Słońce, co je zmu-
    sza do krążenia  stale wokół Słońca.  Wyjaśnił to dopiero uczo-
    ny angielski Izaak Newton (czyt. Niuton), który odkrył prawo
    zwane dzisiaj prawem powszechnego  ciążenia.   Według tego
    prawa wszystkie ciała  (wszystko to, co widzimy, co nas  otacza)
    wzajemnie się przyciągają.  Im większe  jest  dane ciało, tym
    mocniej przyciąga ono inne do siebie. Siła ta powoduje, na przy-
    kład, że kamień rzucony w górę spada na powierzchnię ziemi,
    że jabłko, które się urwało z drzewa — spada na ziemię. Wła-
    śnie wskutek działania tej siły mniejsze  ciała, planety, obiegają
    wokół  wielkich gwiazd (np. Słońca), a nie  lecą w przestrzeń po
    linii prostej. Siła ta  działa również i w świecie gwiazd. Wiemy
    obecnie, że świat ten jest ogromny, trudny do objęcia  ludzką
    wyobraźnią.
    Gdybyśmy np. zrobili model i Słońce w  postaci ziarnka
    grochu umieścilibyśmy gdzieś w Warszawie,  przypuśćmy  na

    *  Fetysz  — rzecz niedotykalna, bóstwo.

    placu Mariensztackim, Ziemię,  która byłaby  niewidzialnym
    drobnym pyłkiem, umieścilibyśmy w odległości 1 metra,  naj-
    dalszą z planet musielibyśmy umieścić w tym modelu w odle-
    giońci około 40 metrów, najbliższa zaś gwiazda znalazłaby się
    w  przybliżeniu w Krakowie, inne byłyby rozrzucone po całej
    Europie, a  nawet dalej. Światło z najbliższej od nas gwiazdy
    leci na Ziemię 4 lata (z szybkością 300 000  km/sek.).
    Wszystkie otaczające nas gwiazdy, do których należy tak-
    że nasza gwiazda dzienna,  Słońce, nie są rozmieszczone w prze-
    strzeni przypadkowo i nie  rozciągają się  do nieskończoności,
    lecz  tworzą pewien  układ,  olbrzymie  zbiorowisko,  zbliżone
    kształtem do soczewki. Światło z jednego końca na drugi tego
    gigantycznego układu  biegnie około 100 000  lat.  Nasze słońce
    znajduje się wcale nie w środku, lecz w pobliżu brzegu. Układ
    ten nazywamy Galaktyką*. Wszystkie gwiazdy,  a zatem i Słoń-
    ce, obracają się dokoła środka Galaktyki.
    Wszechświat  nie kończy się jednak na  naszej Galaktyce.
    Takich układów jest wiele, trudno nawet powiedzieć — ile. Na
    kliszy fotograficznej  wychodzą one jak słabe mgiełki. Umiemy
    jednak odróżniać  je  od gwiazd,  wyznaczać ich  odległość,  wie-
    my, że znajdują się poza granicami naszego  układu gwiezdnego.
    Tak mniej więcej wygląda  według obecnego stanu naszej
    wiedzy otaczający nas Wszechświat.  Nie możemy powiedzieć,
    że wiemy już wszystko o  budowie naszego Wszechświata, jed-
    nakże odbiegliśmy już ogromnie od pojęć o świecie, jakie mieli
    nasi przodkowie. Wiemy o nim już bardzo, bardzo wiele.
    Uczeni  całego  świata  dokonują  coraz to nowych odkryć.
    Cofaz doskonalsze i  coraz  potężniejsze  przyrządy  pozwalają
    człowiekowi  stopniowo   wnikać  zarówno  w  najodleglejsze
    otchłanie wszechświata, jak i w głąb  atomów, tych najdrob-
    niejszych cegiełek, z których zbudowana jest materia. Zarówno
    w dziedzinie badań naukowych, obserwacji, jak i przede wszyst-
    kim w  dziedzinie  naukowego  tłumaczenia  nagromadzonych
    spostrzeżeń, przodującą rolę odgrywa nauka radziecka. Zoba-
    czymy to wyraźnie,  gdy będzie  mowa o najnowszej teorii po-
    wstania układu słonecznego uczonego radzieckiego Akademika
    O. J. Szmidta.

  • NARODZINY NAUKI O POWSTANIU WSZECHŚWIATA

    Równolegle z rozwojem pojęć o budowie Wszechświata roz-
    wijają się  również różne  przypuszczenia naukowe o tym, jak
    powstał Wszechświat.
    * Galaktyka —  olbrzymie zbiorowisko ciał  niebieskich,  mające
    postać spłaszczonej chmury, inaczej — mgławica.

    Po odkryciu Kopernika, miejsce legend czy też niejasnych
    przypuszczeń o  powstaniu świata zaczęły  zajmować naukowe
    teorie, które nazywamy hipotezami.  Hipoteza jest  to przypu-
    szczenie, oparte jednak  na doświadczeniach  czy też obserwa-
    cjach i posiadające wszelkie cechy prawdopodobieństwa. Nowe
    obserwacje, doświadczenia, badania obalają   fałszywe,  błędne
    hipotezy,  wzbogacają natomiast  i potwierdzają  prawdziwe,
    słuszne (lub zbliżone do  prawdy) hipotezy. Potwierdzone  przez
    doświadczenie hipotezy nazywamy prawem  przyrody.  W ten
    sposób powoli lecz  stale  zbliżamy się do poznania otaczającego
    nas świata.
    Pierwsze domysły ludzkie o powstaniu świata  odnosiły się
    przeważnie do Ziemi. Interesowano się głównie zagadnieniem,
    jak powstała Ziemia. Wszystko co nas otacza — i Słońce, i  Księ-
    życ, i  gwiazdy,  i cały świat  —  powstały według  ówczesnych
    pojęć równocześnie z Ziemią, i po to, by Ziemi służyć — dawać
    jej  światło i ciepło  w dzień, ciemność (dla odpoczynku) w nocy.
    Jednakże, gdy  przekonano się, że  Ziemia jest jedną z pla-
    net krążących wokół Słońca, trzeba było już szukać  odpowiedzi
    innej.  Trzeba było  wytłumaczyć  powstanie całego  układu sło-
    necznego, Słońca, gwiazd *, planet ** itd.
    Pierwsze takie przypuszczenie, oparte już na osiągnięciach
    naukowych, podał  młody wówczas filozof niemiecki, Emanuel
    Kant, w r. 1755. W książce, w której wyłożył swą teorię,  Kant
    przedstawił obraz   powstania naszego  systemu   słonecznego
    z wielkiej chmury  rozpylonej materii. Ściskając się, pod wpły-
    wem siły przyciągania, materia ta rozpalała się i obracająb się
    wokół  swej osi,  rozpadła się na szereg kłębów, które dały po-
    czątek Słońcu, Ziemi i planetom.
    V/ czterdzieści lat później, francuski  matematyk i astro-
    nom, Piotr Laplaco (czyt. Laplas), przedstawił  swoje, nieco  zbli-
    żone do  teorii Kanta przypuszczenie, opracowane jednak  bar-
    dziej szczegółowo.
    Według teorii  Laplace'a wielka chmura  materii rozżarzo-
    nej, którą  nazwał mgławicą,  obracała się  powoli  dokoła  pew-
    nej osi. W miarę ochładzania  się1 materia  ulegała zgęszczeniu,
    rozmiary jej malały i wskutek tego szybkość jej obrotu powin-
    na była wzrosnąć, zgodnie z prawem natury.  Przy coraz  szyb-
    * Gwiazda — ciało  niebieskie, zbudowane z ognistej  masy, świe-
    cące własnym światłem. Gwiazdą iest nasze Słońce.
    ** P^lieta — ciało niebieskie,  świecące światłem  odbitym, krążące.
    wokół gwiazdy.  Ciało niebieskie krążące wokół planety nazywamy  —
    księżycem.

    szym ruchu obrotowym  chmura  powinna  coraz bardziej  się
    spłaszczać i przybrać kształt ziarnka soczewicy. W  tym czasie,
    w miejscu najbardziej oddalonym oC czi cSrotu, pod wpływem
    siły  odśrodkowej oderwał  sie_ pierfaiea  materii, który w dal-
    szym ciągu krążył, aż w pewnej  chwili rozerwał się i materia,
    tworząca go pod wpływem siły przyciągania, skupiła się w  je-
    den  kłąb. Kłąb  taki, jako  zaczątek  przyszłej planety, obiegał
    pierwotne zagęszczenie. Będąc jeszcze  w stanie gazowym  i ob-
    racając się, wydzielał z kolei w podobny  sposób pierścień jeden
    lub więcej, z których później powstały księżyce planet. W taki
    oto sposób, kolejno   odrywając się od swej chmury, mgławicy,
    pierścienie  te tworzą kilka planet — sam zaś środek przekształ-
    ca się w Słońce.
    Sposób, w jaki  mógł powstać układ planetarny, wydawał
    się Kantowi tak prawdopodobny, że miał podobno  powiedzieć:
    „Dajcie mi materię, a zbuduję z niej świat", tzn. d aicie mi ma-
    terię, a pokażę wam, jak z niej  powinien  utworzyć się świat.
    Te śmiałe słowa młodego filozofa oznaczają, że ludzie zaczęli
    wierzyć w  możliwość powstania świata na  skutek działania  je-
    dynie praw natury.
    Przypuszczenia Kanta  i  Laplace'a  chociaż nie utrzymały
    się, posiadają  jednak wielkie znaczenie w nauce, stały się one,
    można powiedzieć, początkiem prawdziwej nauki o powstaniu
    świata.
    Od chwili pojawienia się hipotezy Laplace'a, wiele wysu-
    wano teorii na temat powstania  planet.  Jedne  były przeróbką
    teorii Laplace'a, - 113X16 Z3.S uważały,  że Ziemia i inne planety
    powstały wskutek jakiejś katastrofy,  że przelatująca obok Słoń-
    ca olbrzymia gwiazda oderwała zeń  kawał masy i  ta dała po-
    czątek Ziemi.
    Teorie,  które widzą przyczynę powstania  Ziemi i planet
    w jakiejś katastrofie, są nienaukowe i zostały  przez  dzisiejszą
    wiedzę odrzucone. Takie katastrofy, jak bliski przelot jednej
    gwiazdy koło  drugiej, zdarzają się niezmiernie rzadko.  Tym-
    czasem nie należy przypuszczać,  by powstawanie planet wokół
    naszej gwiazdy — Słońca było wyjątkowym zjawiskiem.  Naj-
    nowsze odkrycia radzieckich  uczonych udowodniły,  że gwiazdy
    powstają obecnie i można rzec — w naszych oczach. Wszech-
    świat znajduje się w  ciągłym ruchu — ciągle coś w nim powstaje
    i umiera, ginie. Historia wiedzy poucza, że ile razy uczeni przy-
    puszczali, iż Ziemia czy Słońce zajmują jakieś wyjątkowe stano-
    wisko we Wszechświecie, tylekroć dalszy rozwój nauki dawał
    im lekcje skromności. Po „usunięciu" przez  Kopernika Ziemi

    ze środka  układu  słonecznego, sądzono  przez  dłuższy  czas
    (i przelionanle fo lSsla dosyć^powszechne jeszcze w dwudziestych
    latach obecnego wie. .1), że Słońce znajduje się w środku zbioro-
    wiska gwiazd — Galaktyki. Okazało się, że i to przypuszczenie
    było niesłuszne i wiemy obecnie, jak już o tyra poprzednio była
    mowa, że Słońce znajduje się niejako na  peryferiach układu ga-
    laktycznego, z dala od jego środka. Nasza Galaktyka jest jedną
    z wielu milionów podobnych galaktyk,  obserwowanych w po-
    staci słabych mgiełek na kliszach  fotograficznych — i to cał-
    kiem przeciętną galaktyką, nie wyjątkowo dużą, jak również
    przez pewien czas sądzono.
    A więc nasz system planetarny nie jest czymś wyjątkowym
    we Wszechświecie. Takich systemów  istnieje  zapewne  wiele,
    wiele milionów.
    Na  pewno  są takie, wśród których  znajdują  się  planety
    o warunkach podobnych do naszej Ziemi, a więc na  których
    mogą istnieć żywe istoty.
    Nauka światowa już od  dłuższego  czasu nie mogła  pora-
    dzić sobie z niezmiernie ważuym zagadnieniem powstania Zie-
    mi i innych ciał niebieskich, nie mogła powiązać w jedną  całość
    wielu spostrzeżeń naukowych. Kryzys ten został  przezwyciężony
    nie na Zachodzie, ale właśnie  w Związku Radzieckim.  Sprawa
    powstania Ziemi i gwiazd szczególnie głęboko zajmuje nie tyl-
    ko specjalistów,  lecz i  całe społeczeństwo radzieckie.
    Uczeni radzieccy krok za krokiem zbliżają  się do poznania
    prawdy o przebiegu  powstania Ziemi, planet, Słońca itp. Całe
    kolektywy  uczonych różnych  specjalności pracują nad  zbada-
    niem i wyjaśnieniem różnych zjawisk zachodzących we Wszech-
    świecie, nad  zbadaniem i wyjaśnieniem  sprawy powstania
    Ziemi, naszego układu  słonecznego i innych układów.
    Przed ostatnią wojną znakomity astronom  radziecki, Aka-
    demik W. G. Fiesienkow, w wyniku wielu  badań własnych
    i innych astronomów doszedł do wniosku, że powstanie naszego
    układu słonecznego  odbywało się w następujący sposób:
    Przed wielu miliardami lat nasz układ słoneczny nie istniał,
    lecz był cząstką olbrzymiego  obłoku,  rozżarzonej  gazowej ma-
    terii. Cząstki tej olbrzymiej' mgławicy krążyły  wokół wspólne-
    go, środka. Wiemy,  że we Wszechświecie  panuje  prawo  po-
    wszechnego wzajemnego przyciągania się ciał. Działanie tego
    prawa spowodowało, że cząstki tej mgławicy nie  tylko ciążyły
    ku środkowi, lecz również  wzajemnie przyciągając się zaczęły
    się skupiać w większe bryły. Bryły te  obracały się dokoła środ-

    ka mgławicy, który je przyciągał, a także wirowały wokół wła-
    snej osi. Skupienia takie były zaczątkami gwiazd.
    Fiesenkow  przypuszczał,  że  owe  kule — „przodkowie"
    słońc (gwiazd), w pewnym momencie gwałtownie się kurczyły
    i  wskutek tego odrywała  się od nich część ich masy. Te ode-
    rwane  części Słońca dały  początek naszej Ziemi i innym pla-
    netom.
    Ale to przypuszczenie okazało się, po  bliższym  zbadaniu,
    niesłuszne. Uporczywie badając zjawiska zachodzące na niebie,
    Fiesienkow doszedł do wniosku, że w owych rozżarzonych mgła-
    wicach tworzyło się wiele skupień. Jedne z nich dały początek
    Słońcu, inne zaś planetom, księżycom itp. Ta hipoteza Fiesien-
    kowa jeszcze lepiej objaśniała wszystkie obserwacje i odkry-
    cia uczonych badających Wszechświat.
    Fiesienkow  w swoich badaniach kierował  się  słusznym
    poglądem, że powstawanie gwiazd i planet jest zjawiskiem po-
    wszechnym, normalnym we Wszechświecie.
    Tak oto nauka radziecka zrobiła  jeszcze jeden krok do po-
    znania  prawdy o powstaniu Ziemi, choć prawda ta wydaje się
    być tak mocno schowana za zasłoną miliardów lat, jakie dzielą
    nas od tego czasu.
    Współczesny nam astronom  radziecki  Mi F. Subbotin,  w
    pięknej swej książce pt. „Pochodzenie i wiek Ziemi" pisze:
    „Historia  nauki dowodzi, że  nie ma problemów nie do roz-
    wiązania, jeżeli problemy te stawia się prawidłowo. Lecz skom-
    plikowane zagadnienia przyrodoznawstwa mogą być rozwiązane
    stopniowo i nigdy nie bywają  rozstrzygnięte od razu i osta-
    tecznie".
    Nowym, rewolucyjnym wprost krokiem w nauce o Wszech-
    świecie była teoria wysunięta w 1944 r. i rozwinięta później
    przez uczonego radzieckiego, akademika O. J. Szmidta. Praco-
    wał nad nią nie tylko Szmidt, ale cała, liczna grupa uczonych.
    Byli wśród nich ni* tylko astronomowie,  ale i fizycy, geolodzy
    i inni.  Każdy z nich pomagał swą wiedzą, zdobyczami swej ga-
    łęzi nauki w znalezieniu jak najpełniejszego wytłumaczenia tej
    wielkiej zagadki,
    Wszystkie niemal poprzednie przypuszczenia  o  tym, jak
    powstała Ziemia i nasz układ słoneczny, wychodziły z tego sa-
    mego założenia: był niegdyś olbrzymi obłok gorącej, gazowej
    materii, i tą czy też inną  drogą  utworzyły  się zeń Słońce oraz
    Ziemia i inne planety wraz z księżycami.  Dopiero stopniowo
    stygnąc doszły one do dzisiejszej postaci.

    Natomiast  Szmidt,  opierając się na  własnych badaniach,
    a  także na  badaniach innych uczonych,  zarówno astronomów
    badających Wszechświat, jak i geologów -- badających Ziemię,
    doszedł do zupełnie  odmiennego wniosku. Ziemia nie była ni-
    gdy bryłą rozpalonych  gazów czy lawy. ?<ia  odwrót.  Powstała
    ona z  cząstek  zimnej materii. Dopiero później wnętrze jej
    rozpaliło się. Podobnie sprawa miała się z  innymi planetami.
    Odkrycia Szmidta zgodne są z osiągnięć iami geologii — nau-
    ki o Ziemi — która już od dłuższego czasu dochodziła do wnio-
    sku, że Ziemia była niegdyś chłodna,  a dopiero  później „roz-
    grzała" się. Teoria Szmidta stanowi  olbrzymi przewrót w nauce
    o  powstaniu Ziemi  i planet.  Według  bc.dań  Szmidta i jego
    współpracowników powstanie Ziemi przebiegało  mniej więcej
    w  taki sposób.
    Wszędzie we Wszechświecie  rozsiana  jest zimna,materia
    zarówno w postaci większych i mniejszycr kawałków, jak i w
    formie pyłu. Do  niedawna sądzono, że materia taka znajduje
    się tylko w  obrębie  układu słonecznego. Kawałki jej, czasami
    nawet  znacznych  rozmiarów, spadają częsta na Ziemię. Mówi-
    my wówczas, że to „gwiazda spadła".
    W obszarach  międzygwiezdnych znajdi je się ogromna ilość
    tego rodzaju materii. Na Ziemię  nieustanrie spada deszcz ta-
    kich cząsteczek materii, tylko że przechodząc przez  atmosferę
    Ziemi spalają się  one niemal doszczętnie.
    Niegdyś  Słońce  przechodzące przez obłoki takiej  materii
    „zabrało"  je  z  sobą.  Utrzymywane siłą przyciągania  Słońca
    obłoki  te zaczęły krążyć wokół niego. Część ich materii spadała
    na  Słońce, reszta  zaś, pod wpływem siły wzajemnego przycią-
    gania,  zaczęła się  coraz bardziej  skupiać.  Obłoki stawały się
    coraz gęstsze i gęstsze, aż w pewnym momencie cząstki tej ma-
    terii zaczęły się szybko łączyć ze sobą, tworząc stopniowo coraz
    bardziej spoistą bryłę. Tak powstała Ziemk.
    wstały i inne planety.
    Ponieważ w ciągu milionów i miliardów
    dały nowe cząstki — rosła ona coraz bardzie], stawała się coraz
    bardziej zwarta, spoista.
    W ten sam sposób jak planety  powstały również księżyce
    planet, tak powstał i nasz Księżyc. Dawniej sądzono, że Księżyc
    oderwał się  od Ziemi. Wyobrażano  sobie, ie gdy  Ziemia była
    jeszcze płynna,  część jej materii ulegając przyciągającemu dzia-
    łaniu  Słońca oderwała się, dając początek
    nakże Księżyc,  podobnie jak i sama Ziemia
    roju, chmury cząstek materii.
    W ten sposób po-

    lat na Ziemię spa-
    Księżycowi.  Jed-
    , powstał z owego

    Dawniej przyjmowano, że  Ziemia była na początku w sta-
    nie  ognisto-płynnym. Tym też tłumaczono wzrastanie tempe-
    ratury w miarę posuwania się w głąb Ziemi.  W tym przeko-
    naniu utrzymywała również wielu uczonych ognisto-płynna la-
    wa wydobywająca się z wnętrza ziemi przez otwory (kratery)
    wulkanów. Uważano  bowiem,  że Ziemia  będąc  kiedyś ognistą
    kulą ostygła tylko na powierzchni, a jej wnętrze nalane jeszcze
    jest rozpaloną, ognistą,  płynną masą. Uczeni ci twierdzili, że
    Ziemia  stale stygnie,  a  kiedyś  stanie się całkiem zimna. Tym-
    czasem  badania najnowsze mówią coś wręcz  przeciwnego.  Zie-
    mia wcale nie stygnie. W jej wnętrzu ciągle  odbywa się ol-
    brzymia praca.
    * We wnętrzu  Zieirjj atomy * różnych  ciał (tzw.  ciał radio-
    aktywnych**, jak uran,  rad) rozpadają się, zmieniają się w in-
    ne itd. Przy tym powstaje olbrzymia ilość ciepła. Ciepło to nie
    może przedostać się przez gruby słój wierzchniej warstwy Zie-
    mi,  tak zwanej kory  ziemskiej i wskutek tego  wnętrze Ziemi
    to miejscami wprost  płynna lub  półpłynna rozpalona  masa.
    Wyrywa się  pha często kraterami wulkanów na powierzchnię
    Ziemi.
    W tej rozpalonej masie cięższe  ciała  opadają do środka —
    lżejsze wydostają się na wierzch.   Te przesunięcia powodują
    nierzadko trzęsienia ziemi.
    Ziemia pobiera więc ciepło nie  tylko od Słońca,  ale  ma
    i swój własny „piec" we  wnętrzu.  Góry i fałdy  pokrywające
    Ziemię — to nie wynik stygnięcia i kurczenia się skorupy ziem-
    skiej, a na odwrót — następstwo tej olbrzymiej  pracy odby-
    wającej się w  jej wnętrzu i rozpierającej skorupę ziemską w
    wielu miejscach. Praca  ta, choć nieporównanie słabsza,  trwa
    i po dziś dzień.
    Tak więc  spośród wszystkich teorii o pochodzeniu Ziemi
    teoria Szmidta jest najbliższa  prawdy, gdyż  tłumaczy powsta-
    nie Ziemi na podstawie ostatnich zdobyczy naukowych, a tak-
    że tłumaczy zgodnie z osiągnięciami  nauki te zmiany, jakie ona
    później  przechodziła (np. tworzenie  się gór).
    Uczeni  radzieccy i  uczeni innych  postępowych   krajów
    z każdym  dniem zdobywają coraz więcej dowodów świadczą-
    cych o jej słuszności. Akademik Szmidt i jego współpracowni-
    cy obok wielu  innych prac w dalszym  ciągu zajmują się  ulep-
    szaniem swej  teorii,  badając  powstające we  Wszechświecie
    *     * Drobne cząstki materii, np. atom  żelaza, atom węgla itp.
    ** Radioaktywne ciała, inaczej — promieniotwórcze  ciała,  które
    samoczynnie promieniują. Wydzielając promienie, tj.  cząstki swej ma-
    terii, atomy te z  czasem  zmieniają się w inne (np. rad — w ołów).

    gwiazdy, studiując  wyniki ostatnich badań
    nr.ch nauki.
    Wielkie teorie naukowe na ostateczne.
    czekają niekiedy setki lat. Tak np. teoria
    powszechnie  uznana i potwierdzona przez
    dopiero po 200 latach. Jednak w ciągu 8  lat.
    od powstania teorii Szmidta,  tyle już znaleziono
    słuszności, że śmiało możemy sądzić, że bliski
    ostatecznego zwycięstwa.
    Okres formowania  się  Ziemi,  stworzjenie odpowiednich
    warunków do powstania i rozwinięcia się życia, był niezmiernie
    długi, oceniają go geologowie na około 7 miliardów lat.
    Jeśliby przyrównać  ten  okres do  jedn
    razie  istnienia życia na ziemi wynosiłoby nieco mniej niż  100
    dni, a czas istnienia człowieka, ludzkości około 1 godziny,  ist-
    nienie zaś nauki, od najdawniejszych jej ślpdów, trwałoby za
    ledwie 30 sekund
    W nauce o powstaniu Ziemi zaszliśmy j|uż daleko. Ale jeśli
    porównamy to z zadaniami, jakie ma przed
    to dopiero początek wielkiej drogi. Nie  na'
    wić,  że  nie rozwiązaliśmy do tej pory wszystkich zagadnień.
    Czekają nas jeszcze długie lata rozwoju i postępu. Powinniśmy
    być jednak dumni z dotychczasowych osiągnięć nauki
    ścią i wiarą w siłę nauki, w siłę  ludzkiego r szumu powinniśmy
    patrzeć w przyszłość,
    Nie ma granic dla ludzkiego poznania.
    rych jeszcze nie wiemy lub nie wszystko wipmy. Ale z każdym
    dniem jest ich i będzie coraz mniej.
    Szczególny rozwój osiąga nauka w  ZWiązku
    i  w państwach demokracji ludowej.   Jej celem, jej zadaniem
    jest służyć postępowi,  służyć ludzkości.
    Natomiast  nauka  w państwach  kapita
    USA,  służy klasom posiadającym. Stąd też
    uczeni ci szukają nowych sposobów masowefeo mordowania  lu-
    dzi i niszczenia ich dorobku.  Natomiast  postępowi uczeni,  jak
    np. prof. Joliot-Curie (Żolio-Kiuri) są tam prześladowani i  po
    zbawieni możliwości pracy naukowej.
    Nauka radziecka najbardziej  postępowa] przodująca nauka
    świata poważnie zbliżyła nas już  do pełnegc poznania przebie-
    w  innych
    ;go roku,  w takim
    sobą nauka — jest
    eży się  zatem dzi
    Są rzeczy,
    Radzieckim
    pełne zwycięstwo
    Kopernika została
    nowe odkrycia —
    jakie nas dzielą
    dowodów jej
    jest już dzień jej
    istycznych,  jak w
    przede  wszystkim

    gu powstania Ziemi i planet. Najbliższe lata przyniosą na pew-
    no nowe wspaniałe odkrycia, które wyjaśnią nam to, czego je-
    szcze nie wiemy o dziejach naszej  Ziemi.

  • NARODZINY NAUKI

    Narodziny nauki, a w związku z tym i naukowego świato-
    poglądu przypadają na czas, gdy ludzie zaczęli prowadzić osia-
    dły tryb życia, zaczęli zajmować się rolnictwem  i rzemiosłami,
    gdy ludzkość podzieliła się na klasy wyzyskiwaczy  i wyzyski-
    wanych.  Naukami mogli zajmować się ludzie, którzy nie  mu-
    sieli sami ciężko pracować na swe  utrzymanie, mieli dużo  cza-
    su, mogli podróżować,  poznawać świat i ludzi, a  więc przede
    wszystkim ci, którzy żyli kosztem  innych  ludzi.  W  pierwszym
    rzędzie byli  to kapłani, żyjący z wyzysku  ludu i darów otrzy-
    mywanych od właścicieli niewolników.
    Spostrzeżono  wtedy, że nastanie odpowiedniej  pory roku
    związane jest z wysokością Słońca nad horyzontem w czasie po-
    łudnia — że w zimie  „chodzi" ono nisko nad horyzontem,  a w
    lecie przechodzi przez środek 'nieba, świeci  niemal prostopadle.
    Spostrzeżono okresowe powtarzanie się nowiu i pełni Księżyca,
    a także zmiany w wyglądzie  nieba, które również powtarzają
    się okresowo.
    Uprawa roli wymagała  dolcładnej rachuby  czasu, a więc
    stworzenia kalendarza.  Pierwsze   spostrzeżenia  i  obserwacje
    okresowych' zmian w  przyrodzie i  wyglądzie nieba posłużyły
    do  odnalezienia  długości  roku.  Obserwacjami  nieba   zaj-
    mowali się  wówczas wyłącznie  kapłani przy  świątyniach.  Ba-
    dali oni pilnie wschody i  zachody  jaśniejszych  gwiazd.  Stąd
    znaleźli następnie długość roku, liczoną według ilości wschodów
    słońca, czyli dni.  Stwierdzili również, że w  ciągu jednego reku
    *około  12 razy zmieniają się fazy Księżyca. Spostrzegli także, że
    co pewien  czas następują zaćmienia Słońca i Księżyca, umieli
    je nawet przepowiedzieć, obliczyć.  Zaćmienie, zwłaszcza Słoń-
    ca, wywierało silne  wrażenie nie tylko  na ludzi,  ale i na całą
    przyrodę.   Umiejąc przewidzieć np. zaćmienie  Słońca kapłani
    wykorzystywali to  dla zastraszenia ludu,  dla  wzmocnienia
    swojej władzy nad ludem.
    Pięknie pisze o tym wielki pisarz  polski, Bolesław Prus,
    w swej książce „Faraon".

    8

    „Nagle,  około  pierwszej  w południe z bocznych ulłc  wy-
    lała się  ku świątyni Ptah* banda, zbrojna w topory i drągi.
    ...Na czele szedł robotnik  olbrzymiego wzrostu,  z pochodnią.
    Stanął on przed bramą świątyni i ogromnym głosem począł wo-
    łać do ludu:
    — A wiecie wy,  prawowierni, nad czym tu  radzą arcy-
    kapłani  i nomarchowie? **... Oto, chcą zmusić jego świątobli-
    wość Ramzesa,*** ażeby robotnikom odjął po placku jęczmien-
    nym na  dzień, a chłopów obłożył nowym podatkiem, po drach-
    mie,****  od każdej  głowy.-
    Dlatego, mówię wam, że popełniacie głupstwo i  nikczem-
    ność stojąc tu z założonymi rękoma... Trzeba nareszcie wyłapać
    świątyniowych szczurów i  oddać  ich w ręce  faraonowi, panu
    naszemu, na  którego  krzywdę  zmawiają  się  bezbożnicy...  Bo
    gdyby władca nasz musiał ulec radzie kapłańskiej, któż wtedy
    ujmie się za uczciwym ludem?...
    — Prawdę mówi... — odezwano się w  tłumie.
    ... — Wyłamujcież bramę... — wołano od końca, i grad ka-
    mieni posypał się w stronę Herhora ***** i  orszaku.
    ...W chwilę później, gdzieś nad świątynią, rozległ się głos
    nadludzki:
    — Odwracam oblicze  moje od przeklętego ludu i niech na
    ziemię spadnie ciemność...
    I stała się rzecz okropna: w miarę, jak głos mówił, słońce
    traciło blask.   A wraz z ostatnim  słowem  zrobiło się ciemno
    jak w nocy. Na niebie zaiskrzyły się gwiazdy,  a zamiast słońca
    stał  czarny krąg, otoczony obrą*czką płomieni...
    Niezmierny krzyk wydarł się ze stu  tysięcy  piersi. Sztur-
    mujący do bramy rzucili belki, chłopi upadli na ziemię...
    — Oto nadszedł dzień sądu i  śmierci... — zawołał jękliwy
    głos w 1-:O''T"U  ulicy.
    ... — Biada wojskom,  które spełniają rozkazy bezbożnych
    naczelników... — zawołał wielki głos ze świątyni.
    W odpowiedzi — już cały lud upadł na twarz,  a w  dwu puł-
    kach stojących przed świątynią powstało zamieszanie.
    * Ptah — bóstwo starożytnych Egipcjan.  '
    ** Nomarcha  —  dowódca  wojskowy,  szlachcic  (w  starożytnym
    Egipcie).
    •»* Ramzes  —  jeden z bohaterów powieici —  faraon (król, cesarz)

    **** Drachma — jednostka pieniężna.
    ***** Heihor —  jeden z bohaterów  powieści,  arcykapłan, przywódca
    reakcyjnego stronnictwa

    6

    ... — Bogowie... bogowie... — Jęczał i płakał lud  — zmi-
    łujcie się nad niewinnymi...
    — Ozyrysie *... — zawołał i  tarasu  Herhor — ulituj się
    i ukaż oblicze swoje nieszczęśliwemu ludowi...
    — Po raz ostatni wysłucham   modlitwy moich kapłanów,
    bom jest miłosierny... — odpowiedział nadludzki głos ze świą-
    tyni.
    I w tejże samej chwili  ciemność pierzchnęła, a słońce od-
    zyskało swój blask.
    ...Tym sposobem, dzięki  zaćmieniu słońca...   stronnictwo
    kapłańskie już i w Dolnym Egipcie zachwiało powagę Ramzesa
    Xm-tego."
    Kapłani chaldejscy •* i  egipscy odkryli też przyczynę za-
    ćmień Słońca i Księżyca. Wiedzieli np., że zaćmienie  Księżyca
    powstaje, gdy cień rzucany przez Ziemię padnie na tarczę Księ-
    życa. Ale cień ten miał zawsze kształt koła. Stąd doszli do wnio-
    sku, że Ziemia nie może być płaska, ale musi być kulista, gdyż
    tylko  cień od kuli w każdym kierunku jest w przekroju kołem.
    Do spostrzeżeń naukowych, do zrozumienia, jaką postać ma
    Ziemia, przyczyniła  się  znacznie żegluga na Morzu Śródziem-
    nym i Czerwonym, uprawiana przez narody starożytne. Żegla-
    rze nabrali przekonania,  że  Ziemia nie może być płaska, zau-
    ważyli bowiem, że podczas podróży na północ, gwiazdy znajdu-
    jące się nisko nad horyzontem, na południowej stronie nieba
    przestają być widoczne i odwrotnie — zaczynają być widoczne
    nowe  gwiazdy przy posuwaniu się okrętu na południe. Tego zja-
    wiska nie byłoby, gdyby Ziemia była płaska.  Zaobserwowali
    oni również,  że na horyzoncie ukazują  się  zawsze najpierw
    maszty, a potem dopiero cały okręt, w miarę  zbliżania  się.
    Świadczyło to o wypukłości powierzchni morza.
    Tak więc już bardzo dawno pierwsi badacze wszechświata
    doszli do wniosku, że Ziemia jest kulą. Ale jak ta kula powsta-
    ła? Skąd się wzięła? Oto były pytania, które pchały do badań
    i rozmyślań tysiące najświatlejszych umysłów ludzkości.