A A A

CHOGYAM TRUNGPA ur. 1938

Patrząc na Trungpę uśmiechamy się. W jego szerokiej twarzy i spokojnym cho- dzie jest jakiś rys niewzruszonego szczęścia. Czuje się w nim ogromny zapas sil. Jego osobowość jest w peini zrównoważona, funkcjonuje jak dobrze naoliwiona maszyna, lecz opłacił on to nie lada wysiłkiem. Dla trzech nowo przybyłych na Zachód mnichów tybetańskich w 1963 roku życie okazało się szokiem. Każdy z nich: Trungpa, Chime i Akong do tej pory spędzali życie wyłącznie na studiach i medytacji. Przybyli z głębokiej ciszy gór- skich zakonów, z tak przezroczystego, że aż świecącego powietrza Wschodniego Tybetu, z olśniewających, pokrytych kwiatami wzgórz i niewypowiedzianie lazu- rowego nieba, najpierw do gorących, parujących równin Indii, a potem do Londy- nu - zatłoczonego, zanieczyszczonego i nieznośnie hałaśliwego. Trzej Tybetańczycy byli młodzi, mieli po dwadzieścia kilka lat, a każdy z nich był tulku - reinkarnacją długiej linii wielkich nauczycieli religii. Trungpa był jedenastym reinkarnowanym lamą i zwierzchnikiem klasztorów grupy Surmang. Całe życie uczył się, by pełnić funkcję przełożonego szkoły Karma-kagyu. Dosłow- nie całe życie, gdyż jako jednoroczne dziecko został odnaleziony przez mnichów, szukających go w 1937 roku po śmierci Trungpy, dziesiątego z kolei tulku. Był wówczas drugim dzieckiem rolnika, który poznał swoją żonę, a zarazem przyszłą matkę Trungpy, gdy szukała jaków należących do jej krewnych. Trungpa był więc wiejskim chłopcem, a ówczesny przełożony szkoły Karma-kagyu, Gyalwa Karmapa ujrzał z detalami dom jego dzieciństwa w swojej wizji. Powiedział mni- chom, że mają szukać małego dziecka, jako reinkarnacji dziesiątego Trungpy, we wsi oddalonej o pięć dni od Surmang w kierunku północnym. Dom, gdzie przeby- wało dziecko, miał mieć drzwi wychodzące na południe, a jego ojciec imieniem Yeshedargye miał mieć dużego, rudego psa. Trungpa został odnaleziony w miejs- cu, które przewidział przełożony, i powitał mnichów zgodnie z tradycyjnym cere- moniałem, jakby już wiedział, co należało zrobić. Wziął od jednego z nich szarfę i powiesił na szyi inego mnicha. Trungpa razem z matką zamieszkał w pobliżu klasztoru, dokąd był zabiera- ny każdego dnia. Kilka miesięcy później został zaprzysiężony w obecności trzy- nastu tysięcy zakonników przybyłych ze wszystkich części Wschodniego Ty- betu. Gdy ukończył pięć lat, matka zostawiła go w klasztorze i wróciła do swojej wsi. Trungpa mówi: „Tęskniłem za nią tak, jak tylko może tęsknić mały chłopiec". Następne lata wypełnione były nauką. Mając jedenaście lat złożył ślubowanie bodhisattwy, które mówi: „W obecności wszystkich buddów i bodhisattwów i mojego nauczyciela Rolpa- dorje ślubuję dążyć do oświecenia. Przyjmuję wszystkie istoty jako mojego ojca i moją matkę z nieskończonym współczuciem. Dlatego też, kierując się ich dobrem, będę rozwijał cnoty religijne (paramity): tolerancji, zdyscyplinowania, cierpliwoś- ci, pilności, koncentracji medytacyjnej, mądrości (prajna), rzetelnej pracy (upaya), siły duchowej, aspiracji i gnozy (jnana). Oby mój mistrz zaakceptował mnie jako przyszłego buddę, pozostającego jednak bodhisattwą, który nie wchodzi w nirwa- nę tak długo, jak długo pojedyncze źdźbło trawy pozostanie nieoświecone".1 Trungpa i jego wychowawca przebywali czasami w pustelni na zboczu góry. Znajdowała się ona tak wysoko, że każdego ranka mogli oglądać, jak zbocza doli- ny pokrywały się mgłą, i dlatego nazwali ją Ogrodem Mgieł. Tutaj właśnie pro- gram buddyjskiej metafizyki Trungpy obejmował: 1.100 000 pełnych pokłonów 2. 100 000 recytacji Trzech Schronień. 3. 100 000 recytacji mantry Vajra Sattva. 4. 100 000 symbolicznych ofiar. 5. 100 000 recytacji mantry Guru Joga lub „Związku z Nauczycielem". W tym samym czasie kontemplował pięć zagadnień: 1. Niezwykły przywilej, jakim obdarzano człowieka - otrzymanie duchowej nauki w tym życiu. 2. Nietrwałość dotycząca życia i wszystkiego, co nas otacza. 3. Przyczyna i skutek karmy. 4. Zrozumienie cierpienia. 5. Potrzeba czci i oddania On sam mówi, że to wszystko wywarło na nim głębokie wrażenie: „Żyjąc w tym miejscu, studiując nauki i medytując przez cały czas, zaczynałem rozumieć coraz trudniejsze problemy, i tak przygotowywałem się do nowego sposobu życia, który mnie czekał".2 Był to czas, gdy armia chińska stopniowo zaczęła wkraczać do Tybetu, zakłada- jąc w wielu miejscach swoje garnizony. Życie klasztorów - które Chińczycy często uważali za twierdze szpiegów - zaczęło być zagrożone wzrastającym politycznym i ekonomicznym wpływem Chińczyków na kraj. Torturowano i zabijano łamów, palono klasztory, a w końcu w 1959 roku, gdy rozpoczął się przekreślający wszel- kie nadzieje podbój Tybetu, Trungpa uciekł przez góry do Indii. Miał wtedy dwa- dzieścia lat. Istnieje przepowiednia mówiąca o tym, że religia Tybetu powędruje na Zachód i stanie się religią ludzi o różowych twarzach. Oczywiście buddyzm tybetański zaczął przyciągać ludzi Zachodu, którzy chętnie przyjmowali - ich zdaniem twór- czo oddziałujące - religijne nauczanie oparte na medytacji i intensywnym wyko- rzystaniu zmysłów. Ta niepowtarzalna i bardzo praktyczna nauka buddyzmu tybetańskiego odwo- łuje się do zrozumienia następującego faktu. Każdy z nas żyje w złudnym świecie projekcji „ja", oddzielony od rzeczywistości tym, że chwyta się wyobrażeń i pojęć zawierających przekonanie, iż to „ja" istnieje niezależnie, jako autonomiczna jed- nostka. Ten opis egzystencji człowieka jest, powiedział Budda - przyczyną wszyst- kich cierpień. Aby usunąć cierpienie, trzeba zdać sobie sprawę, że „ja" nie czerpie swojej siły z siebie i samo nie potrafi się utrzymać, lecz jest umysłem Buddy, pozbawioną istoty naturą wszystkich rzeczy, całkowitą pustką tej wewnętrznej natury. Całkowite uświadomienie sobie tej pustki znane jest jako nirwana. Jest to transcendentna mądrość. Lecz sama mądrość nie wystarczy. Potrzebne jest także transcendentne współ- czucie dla wszelkich istot. To, że „jedno jedyne 'ja' oswoimy, że jedno jedyne 'ja' pokonamy, że jedno jedyne 'ja' doprowadzimy do nirwany", nie jest drogą bodhi- sattwy - drogą współczucia. Bodhisattwa - powiedział Budda - powinien ćwiczyć w następujący sposób: „Moje 'ja' umieszczę w Takości, i aby pomóc całemu światu, umieszczę wszystkie istoty w tej Takości doprowadzając je do nirwany". Takość to rzeczywistość nie do ogarnięcia ludzkim intelektem, w której świat istnieje sam w sobie. Jest to wymiar egzystencji, bezkształtnej i nieznanej, której istnienie jedynie przeczuwamy. Człowiek nie może zrozumieć Takości, a doświad- czy jej tylko wtedy, gdy odrzuci to, co stoi pomiędzy Nią a nami - obserwatora w nas, który cały czas relacjonuje i osądza. Drogi osiągania nirwany i umieszczania „ja" w Takości są fundamentem całego buddyzmu, natomiast praktyka współczucia, w której wyzwoleniem obejmuje się wszystkie istoty, jest specyficzna dla buddyzmu mahajany, nauki rozwijającej się na północ od Indii, która znalazła swych największych przedstawicieli w Tybe- cie. W doktrynie najwyższego współczucia - której Trungpa uczył się intensywnie już od najwcześniejszego dzieciństwa - chodziło głównie o to, by w mądry sposób dysponować energią, spokojem, dźwiękiem, ciszą, rytmem, wizualizacją. Obecnie wyjaśnia on tę doktrynę przekładając ją na kategorie myślenia człowieka Zacho- du. Tak bardzo zadomowił się w Ameryce, że język nie przysparza mu żadnych trudności, i to, co mówi, przekazuje z jasnością autentycznego mistrza. Szczególnie chętnie przedziera się poprzez „materializm duchowy", czyli środki używane przez ego do wzmocnienia swej pozycji, nawet za pomocą duchowych podbojów: „Problem polega na tym, że ego może wszystko, również rozwój duchowy, obró- cić na swój własny użytek. Ego cały czas próbuje gromadzić i wydobywa z nauk o rozwoju duchowym tylko to, co przynosi mu korzyści. Są one przyjmowane po- wierzchownie i stają się dla 'ja' samą zewnętrznością, jedynie filozofią zdolną do naśladowania. A przecież nie chodzi o to, żeby utożsamiać się z tymi nauka- mi..."3 „Gdy tylko zaczynamy odczuwać jakąś rozbieżność lub sprzeczność pomiędzy naszym działaniem a przekonaniami, natychmiast interpretujemy sytuację tak, by załagodzić ten konflikt. Interpretatorem jest ego, które występuje w roli ducho- wego doradcy. Przypomina to sytuację, w której rząd i kościół prowadzą niezależ- ną politykę. Jeżeli polityka rządu odbiega od obowiązującej nauki kościoła, to król automatycznie reaguje, zwracając się do głowy kościoła, swego duchowego dorad- cy, o błogosławieństwo. Zwierzchnik kościoła wymyśla wtedy jakieś usprawiedli- wienie i udziela tej polityce swego błogosławieństwa pod pretekstem, że król jest obrońcą wiary. W umyśle poszczególnego człowieka działa to bez zarzutu w ten właśnie sposób - ego jest królem i głową kościoła... Należy zauważyć, że zasadniczym problemem duchowej praktyki jest wydosta- nie się spod rządów ego. Oznacza to wyjście poza obsesyjne dążenie ego do osiąg- nięcia bardziej duchowego, transcendentalnego poziomu wiedzy, religii, cnoty, osądu, wygody czy czegokolwiek, czego szuka poszczególne ego. Człowiek musi wyjść poza duchowy materializm. Jeżeli z niego nie wydostaniemy się, jeżeli w rzeczywistości będziemy go praktykować, to ostatecznie możemy się znaleźć w sytuacji kogoś, kto jedynie posiada ogromny zbiór ścieżek rozwoju duchowego. Możemy czuć, że duchowe zbiory są bardzo cenne... niestety, zbudowaliśmy sklep, sklep z antykami".4 Pytający zwróci! się do Trungpy: „Czy trudno jest powstrzymać się od zachłan- ności na osiągnięcia duchowe? Czy to pragnienie jest czymś, co odrzuca się po drodze?" Trungpa odpowiedział: „Powinieneś pozwolić, by pierwszy impuls wygasł. Twój pierwszy bodziec w kie- runku rozwoju duchowego może wprowadzić cię w jakąś szczególnie duchową scenerię. Jeżeli będziesz pracować z tym impulsem, to stopniowo on wygaśnie, a na którymś z etapów stanie się nudny i monotonny. Jest to pożyteczna informacja. Widzisz, tak naprawdę zasadniczą sprawą jest to, by odnosić wszystko, co się dzie- je, do siebie, do własnego doświadczenia. Jeżeli człowiek nie odnosi wszystkiego do siebie, to jego ścieżka rozwoju duchowego staje się niebezpieczna, zamienia się w czysto zewnętrzną rozrywkę, przestaje być przeżywana całym sobą w indywi- dualnym doświadczeniu".5 Odnoszenie wszystkiego do siebie to rodzaj pokory. Słowo pokora, dla niektó- rych ludzi, zawiera w sobie emocjonalność trochę zabarwioną histerią i być może związane jest z ekstatycznymi tekstami świętych chrześcijańskich lub sufich. Według definicji Trungpy, pokora to otwartość, porzucenie tego, co chroni ego, pozytywna akceptacja tu i teraz, tego, co jest absolutnie zwyczajne: „Pokora nie zawiera w sobie przygotowania do miękkiego lądowania; oznacza właśnie lądowanie na twardej, zwykłej ziemi, na skałach, w dzikiej okolicy. Gdy otworzymy się, wylądujemy na tym, co jest. Tradycyjnie pokora symbolizowana jest przez składanie pokłonów - padnięcie na ziemię w geście pokory. Równocześnie otwieramy się psychicznie i utożsamia- jąc się z najniższym z niskich, całkowicie oddajemy się, uznając nasz brak do- świadczenia i nieokrzesanie. Gdy utożsamimy się z najniższym z niskich, nie będziemy już obawiać się, że coś stracimy, przygotowujemy się wówczas na to, by stać się pustym naczyniem - gotowi jesteśmy na przyjęcie nauk".6 Trungpa uważa, że unikanie pokory prowadzi człowieka do oszukiwania się. ,Jeżeli człowiek szuka jakiejś rozkoszy lub radości, zrealizowania swoich prag- nień i marzeń, to nie uniknie cierpień, porażek i depresji. Chodzi o to, że strach przed oddzieleniem, nadzieja na osiągnięcie zespolenia, to nie tylko przejawy lub efekty działania ego czy też oszukiwanie się, jakby ego było w jakiś sposób rze- czywiste i wykonywało pewne działania. Samo ego jest działaniami, wydarzenia- mi umysłowymi. Ego jest strachem przed utratą otwartości, strachem przed utratą stanu bez ego. Takie jest znaczenie samooszukiwania; tak jest i tutaj - ego krzy- czy, że stacilo swój stan bez ego, swoje marzenia o spełnieniu. Strach, nadzieja, strata, zysk - to są wieczni towarzysze marzącego 'ja'; samouwieczniająca się, samozachowująca się struktura, będąca oszukiwaniem siebie. Tak więc prawdziwe doświadczenie, istniejące poza światem marzeń, jest pięk- nem, kolorem i przeżywaniem prawdziwego doświadczenia tu i teraz w życiu powszednim. Gdy widzimy rzeczy takimi, jakimi są, porzucamy nadzieję na coś lepszego. Cudu nie będzie, gdyż nie możemy sobie rozkazać, np. by wyjść z depres- ji. Depresja, niewiedza, emocje, wszystko to, czego doświadczamy, jest rzeczywiste i zawiera obezwładniającą prawdę. Jeżeli na serio chcemy się uczyć i uwrażliwić na doświadczanie prawdy, musimy być tu, gdzie jesteśmy. Cala sprawa polega po prostu na tym, by być ziarnkiem piasku".7 W ten sposób Trungpa uczy, że otwartość prawdziwej pokory oznacza zaufanie i wiarę w „to co jest". Zwykle, ludzkie działanie zawiera w sobie sporo nieufności. Każdego dnia, gdy budzimy się, otwieramy oczy na świat składający się z nazw, miejsc, ustalonych czasów, na gmatwaninę planów, za pomocą których mamy nadzieję go opanować. Bo albo ja zapanuję nad sferą moich działań, albo one mnie zdominują. Ponieważ jestem przekonany, że zginę, jeżeli świat mnie pokona, wobec tego wszelkimi sposobami, jakie tylko mogę wymyślić, staram się nad nim zapanować. W całym tym planowaniu (często niejasnym i półświadomym) wyczu- wa się, iż nie ufam niczemu, co nie dzieje się zgodnie z moimi życzeniami (a co nazywam „słusznym"), co nie poddaje się mojej woli. Lecz przypuśćmy, iż porzucę tę walkę. Przypuśćmy, że uwierzę, iż wszystko co się wydarzyło jest „słuszne", nawet dla tak wszechmocnego „ja". Przypuśćmy, że będę żył dalej zwyczajnie, lecz już bez żadnych wymagań, pozwalając po prostu, by sprawy toczyły się własnym torem. Czy świat uzyska nade mną przewagę? Czy będę cierpieć? Prawdopodobnie tak, lecz może odkryję, że staję się niezwykle spokojny, a także szczęśliwy. Praw- dziwa wiara w drugiego człowieka lub po prostu w to, co jest „inne", to działanie twórcze, które wywołuje natychmiastową reakcję ze strony świata. Wierzyć to poddać się sytuacji, niczego nie wstrzymywać. Zazwyczaj uważamy, że kochamy, lecz nasza miłość tylko czasami zdolna jest do głębokiej wiary. Wiara pomniejsza ego tak, jak nie potrafi uczynić tego żadna myśl, gdyż otwierając się na to, co jest tutaj, w tej chwili, tworzę przestrzeń - przestrzeń, gdzie uprzednio znajdował się cały mój mechanizm obronny - w której mogę przyjąć innego czło- wieka: „Działanie bodhisattwy przypomina księżyc odbijający się w stu czarkach wody, jest więc sto księżyców, po jednym w każdej czarce. Nie jest to żaden wzór księżyca, ani też nikt tego wzoru nie wymyślił. Z jakiejś dziwnej przyczyny istnie- je sto księżyców odbitych w stu czarkach z wodą. Otwartość oznacza takie właśnie całkowite zaufanie i wiarę w siebie. Tak działa otwarte współczucie; nie próbuje celowo stwarzać stu księżyców, po jednym w każdej czarce".8 Trungpa nazywa wiarę otwartą ścieżką - „współdziałaniem tylko z tym, co jest, całkowitym porzuceniem strachu, że coś może nie działać, że coś może skończyć się porażką. Człowiek musi porzucić urojenie, że może nie pasować do sytuacji, że może być odrzucony. Człowiek, tak naprawdę, ma do czynienia tylko z życiem jako takim".9 Kiedy zapytano go, jak można ufać równocześnie obawiając się kogoś, powie- dział: 12S „Współczucie nie polega na patrzeniu z góry na tego, kto oczekuje pomocy, kto potrzebuje opieki, lecz jest to uniwersalne, podstawowe i spontanicznie reagujące, właściwe myślenie. Obawa przed kimś wywołuje niepewność co do tego, kim się jest samemu. Z tego właśnie powodu boisz się tej szczególnej sytuacji czy osoby. Strach wywodzi się z niepewności. Jeżeli wiesz dokładnie, jak sobie radzić z prze- rażającą sytuacją, to wtedy się nie boisz. Panika, zamęt, niepewność zawsze wywołują strach. Niepewność odnosi się do niewiary w siebie, odczucia, że nie dasz sobie rady z tym zagadkowym problemem, który ci teraz zagraża. Strach nie istnieje, jeżeli masz prawdziwie współczujący stosunek do siebie, gdyż wówczas jesteś tym, który wie, co robi. Jeżeli wiesz, co robisz, to twoje projekcje staną sę też w pewnym sensie łatwe do przewidzenia. Wtedy człowiek rozwija prajna - wiedzę, jak zachować się w każdej sytuacji".10 Wielokrotnie mówiliśmy już o naturze ego na łamach tej książki, a większość mędrców w niej przedstawionych uważa, iż jest ono zasadniczym złudzeniem czło- wieka powodującym wszelkie wojny i podziały. Zrozumieć prawdziwą naturę ego - to główne przesłanie buddyzmu. Trungpa wyjaśnia ewolucję ego: rozwija się ono z pierwotnej otwartości, będącej naszą prawdziwą naturą. Ta natura to bezgra- niczna jasność, której błysk czasami dostrzegamy. Dzieje się to wtedy, gdy nasze oddzielone „ja" przepełnione jest pięknem lub zdziwieniem do tego stopnia, że nie postrzegamy w zwykły, analityczny sposób, lecz zapominamy o tym wszystkim dla niezwykle prostego aktu widzenia. Wtedy jednak, prawie natychmiast, próbujemy do tego doświadczenia przykleić nazwę, zamrozić je w formę i przechować we wspomnieniach jako coś, co należy do nas; jest to posiadana przez nas wiedza o określonej nazwie, którą można w każdej chwili wyciągnąć i pooglądać. Czysta przestrzeń wówczas znika, a świat staje się murem nazw. Trungpa używa starej buddyjskiej metafory dotyczącej zachowania się małpy, aby opisać proces rozwoju ego i sposób, w jaki tracimy nasze wrodzone, cudowne poczucie wolności i przestrzeni. Małpa - mówi - znajduje się w zamkniętym na klucz, pustym domu (ciało), domu o pięciu oknach (zmysły). Zamiast, huśtając się na bujnych drzewach, przemierzać dżunglę, wolna i w jedności ze swoim otocze- niem, małpa odkrywa nagle, że drzewa wokół skamieniały i stały się jej więzie- niem. „Zamiast usadowić się na drzewie, ta ciekawska małpa została odgrodzona murem zamarłego świata tak, jakby to, co płynie: żywy i piękny wodospad, nagle zamarzło. Ten zamarznięty dom, stworzony z zamarzniętych kolorów energii, jest całkowicie nieruchomy. Jest to punkt, gdzie czas zaczyna się jako przeszłość, przyszłość i teraźniejszość. Przepływ zdarzeń staje się konkretnym, wyraźnym czasem, niepodważalną ideą czasu"." Wyglądając przez wszystkie pięć okien, niespokojna, a zarazem znudzona mał- pa bada, czy ściany są mocne. Gdy odkrywa, że tak, to albo kurczowo trzyma się przestrzeni, w której jest, próbując ją posiąść na własność jako obszar osobistego, fascynującego doświadczenia, niepowtarzalnego zrozumienia - odczuwając pożą- danie; albo też czuje się sfrustrowana, przeżywa lęk przed zamknięciem i usiłuje się stamtąd wydostać - czując nienawiść do wszystkiego, co ją osacza. Może rów- 9 —Współcześni... 129 nież ignorować lub zapomnieć, że jest w więzieniu, i po prostu porzucić wszelkie związane z tym uczucia, stając się obojętną, gnuśną i z głupoty niewrażliwą. Małpa (ego) rozwija się zasadniczo w jednym z trzech następujących kierunków - pożądania, nienawiści i głupoty. Wystarczy, aby się trochę zaadoptowała, a już zaczyna przyczepiać etykietki do domu (świata), w którym się znajduje: „To jest okno'. 'Ten kąt jest przyjemny'. 'Ściana przeraża mnie i jest zła'. Buduje myślowy schemat, za pomocą którego określa, porządkuje i ocenia swój dom, swój świat zgodnie ze swoimi pragnieniami, nienawiścią lub też obojętnością".12 Na fundamencie tych myśli zaczyna wówczas budować wyobraźnię pełną ma- rzeń, która nie jest zdolna, by widzieć zdarzenia takimi, jakimi są, lecz takimi, jakimi małpa chce je widzieć. Wydaje się, iż wszyscy to robimy. Trungpa mówi: „Mamy określone opinie na temat tego, jak jest i jak powinno być. Jest to pro- jekcja i projektujemy nasze wyobrażenia na to, co jest. Tak więc całkowicie pogrą- żamy się w świecie naszych wymysłów, świecie wartości i opinii będących w konf- likcie. Halucynacja (albo niewłaściwie zastosowana wyobraźnia) w tym kontekś- cie jest opaczną interpretacją spraw i wydarzeń, wprowadzającą w świat zjawisk znaczenia, których nie posiada".13 „Małpa ma również możliwość, aby zakwestionować obsesyjne przywiązania, przykładowo, do gromadzenia; może kwestionować trwałość światów, których do- świadcza. Musi jednak rozwinąć panoramiczną świadomość i wiedzę transcen- dentną. Panoramiczna świadomość pozwoli małpie zobaczyć przestrzeń, w której odbywa się walka, i dostrzec jej ironiczne i humorystyczne cechy... Jasność i pre- cyzja wiedzy transcendentalnej pozwolą małpie inaczej spojrzeć na ściany (jej więzienia). Zaczyna sobie zdawać sprawę, że świat, tak naprawdę, nigdy nie był na zewnątrz niej, że to jej własne dualistyczne podejście, oddzielenie 'ja' i 'inni' stwo- rzyło problem. Zaczyna rozumieć, że sama stwarza ten solidny mur, że jest uwię- ziona przez własną ambicję. I tak powoli zaczyna zdawać sobie sprawę, że aby uwolnić się ze swojego więzienia, musi porzucić pragnienie ucieczki i zaakcepto- wać ściany takimi, jakimi są".14 Do historii z małpą Trungpa dodaje komentarz: „Ogromna energia napędzająca małpę to pierwotna inteligencja, wypychająca nas na zewnątrz. Ta inteligencja nie jest ziarnem, które musimy pielęgnować. Podobna jest do słońca prześwitują- cego przez chmury. Gdy tylko przyzwolimy na ten prześwit, zrozumienie, jak kro- czyć ścieżką, przychodzi nagle, bezwiednie".15 Gdy w 1963 roku Trungpa przyjechał do Anglii, był młodym, lecz w pełni doj- rzałym mistrzem medytacji. Studiował w Oxfordzie i w trakcie studiów założył jedno z pierwszych na Zachodzie, tybetańskie centrum medytacyjne - Samye-ling w Dumffriesshire w Szkocji. Tutaj przyłączyli się do niego tulku, którzy towarzy- szyli mu w podróży do Anglii: Chime Rinpoche i Akong Rinpoche. Podczas pierwszych lat prowadzenia Samye-ling Trungpa zachorował. Naj- pierw miał poważny wypadek samochodowy i obawiano się najgorszego, lecz wyzdrowiał. Potem oddalił się od swoich przyj aciół.Wyglądało na to, że dopadły go złe wpływy Zachodu i powaliły na jakiś czas. W Samye-ling zgromadziło się sporo hippisów, co niezbyt podobało się starszym buddystom. Trungpa bardzo przypomina masywną lalkę, której centrum równowagi zawsze sprowadza ją do wyprostowanej pozycji. Za pozwoleniem Dalaj Lamy ożeni! się z Angielką i w 1970 roku zabrał ją do Ameryki, gdzie założy! centrum medytacyjne „The Taił of the Tiger" w Vermont i centrum medytacyjne „Karma Dzong" w Kolorado. Założył także Instytut Naropa w Kolorado, jedyną w swoim rodzaju szkołę, gdzie bez przeszkód oddziałują na siebie tradycje intelektualne Wschodu i Zachodu. Teraz właśnie zaczyna wzrastać jego wewnętrzne zrozumienie ścieżki bodhisat- twy. Prawdopodobnie pomógł mu w tym, bardziej niż moglibyśmy przypuszczać, poprzedni ciężki okres. Obecne życie i twórczość Trungpy wypływają z serca i są nacechowane dużą prostotą i zrozumieniem, co niewątpliwie przysparza mu wielu uczniów. Najgłębsza intuicja kierowała go zawsze ku „akceptacji murów więzienia taki- mi, jakimi są". Takimi, jakimi są i dla nich samych. Przekroczyć je, widzieć je na tle wyraźnego światła przestrzeni jako coś nieistotnego, to jeszcze nie wszystko. Trzeba im się przyjrzeć w świetle dziennym, ich uwarunkowanej naturze jako takiej. Należy je widzieć, nie obciążając ich naszymi narzuconymi na nie pojęcia- mi. W związku z tym malarz Turner kiedyś powiedział: „Moja praca polega na malowaniu tego, co widzę, a nie tego, co o tym wiem." Tak samo musimy pozwolić naszym zmysłom na obserwację pozbawioną umysłowej interpretacji. „Forma jest tym, co istnieje zawsze wcześniej, nim zaczniemy projektować na nią nasze koncepcje. Jest to pierwotny stan 'tego, co jest tutaj', kolorowych, żywych, wywołujących głębokie wrażenie, dramatycznych, ekstatycznych wartoś- ci, które tkwią w każdej sytuacji. Formą może być liść klonu spadający z drzewa do górskiej rzeki, może to być pełnia księżyca, ściek na ulicy lub stos śmieci. Te zjawiska są 'tym czym są' i wszystkie są w zasadzie tym samym, wszystkie są przejawami formy, wszystkie są przedmiotami, są po prostu tym, co jest. Oceny dotyczące tych zjawisk tworzy- my w naszych umysłach później. Jeżeli naprawdę dostrzeżemy te rzeczy takimi, jakimi są, to okaże się, że są tylko formą. Tak więc forma jest pustką. Ale czego tam nie ma? Nie ma naszych z góry ustalonych opinii i sądów. Jeżeli nie ocenimy i nie określimy spadającego do stru- mienia liścia klonowego w powiązaniu ze stosem śmieci w Nowym Jorku, wtedy będą one tym, czym są. Będą puste, pozbawione arbitralnie ustalonych sądów. Będą dokładnie tym, czym są, i jest to oczywiste! Śmieci są .śmieciami, liść klonu - liściem klonu, 'to co jest' jest 'tym co jest'. Forma jest pustką, kiedy postrzegamy ją nie próbując po swojemu interpretować. Pustka jest także formą. Jest to niesłychanie kłopotliwa uwaga. Sądziliśmy, że udało nam się wszystko uporządkować; sądziliśmy, iż udało nam się zobaczyć, że wszystko jest 'tym samym', gdy zrezygnowaliśmy z naszych utartych poglądów. To stworzyło piękny obraz: to, co jest złe, i to, co jest dobre, postrzegamy tylko jako to, co jest dobre. W porządku. Wszystko układa się gładko. Wyłania się jednak następna sprawa. Pustka jest także formą i nad tym musimy się zasta- nowić. Pustka liścia klonowego jest także formą, w rzeczywistości nie jest pusta. Pus- tka stosu śmieci jest też formą. Podejmować próby, by widzieć te rzeczy jako puste, to także ubierać je w koncepcję. Forma powraca. Byłoby to zbyt łatwe; zrezygnować z całej koncepcji i wysnuć wniosek, że wszystko po prostu jest 'tym czym jest'. To też może być ucieczką, jeszcze jednym sposobem pocieszenia się. Naprawdę musimy poczuć rzeczy taki- mi, jakimi są, istotę stosu śmieci, istotę liścia klonu, istotę rzeczy... Jest to problem widzenia świata bezpośrednio, bez pragnienia 'wyższej' świadomości, znaczenia lub głębi. Mamy tu do czynienia z bezpośrednim postrzeganiem rzeczy dokładnie takimi, jakimi są w swojej istocie".16 Nawet słowa - które jakże często oszukują umysł, na co wskazywali już Watts i Krishnamurti - nawet one odzyskują swoją wartość, gdy wszystkie zbudowane na uprzedzeniach koncepcje zostaną wyjaśnione. „...Dopiero wtedy, gdy człowiek sta- je się całkowicie nagi i otwarty, pozbawiony wszelkich masek, może odczuć potęgę słowa. Gdy runą ostatnie bastiony kosmicznej hipokryzji, a ona sama zostanie zdemaskowana, wówczas człowiek zacznie postrzegać klejnot świecący swoją jas- nością: pełną energii i życia wartość otwartości, pokory i wyrzeczenia". „Wyrzeczenie w tym przykładzie nie jest tylko odrzuceniem, ale dopiero po odrzuceniu wszystkiego możemy odczuć żywą wartość spokoju. A ten szczególny spokój nie jest spokojem niepewnym, niepewną otwartością, lecz posiada zdecy- dowany charakter, niezwyciężoną, niezachwianą wartość, gdyż nie zostawia na- wet szczeliny na hipokryzję. Jest to całkowity spokój we wszystkim, bez odrobiny miejsca na wątpliwości i kłamstwo. Całkowita otwartość jest całkowitym zwycięs- twem, gdyż przestaliśmy się bać i nie próbujemy się także bronić"." „Gdy myśli z biegu się wyzwolą I sedno Dharmy zostanie poznane, Wszystko nagle stanie się zrozumiałe I oczywistość zjawisk zastąpi wszystkie książki, których człowiek potrzebuje".18