DHIRAVAMSA 1935-
Dwaj buddyści, których prezentuję w tej książce, promieniują jakąś łagodną
radością i spokojną rozwagą. Szczególnie Dhiravamsa odznacza się tą drugą
cechą. Fizycznie nie sprawia on imponującego wrażenia, nie jest wysoki. Lecz gdy
wstaje, by przemówić, jego osobowość ucisza i jednoczy niecierpliwie oczekującą
widownię, i w ten sposób nawet najbardziej irracjonalnego czy natarczywego
pytajÄ…cego przenosi w sferÄ™ rozwagi.
Dhiravamsa pochodzi z Tajlandii, będąc pierworodnym z gromadki jedenaścior-
ga dzieci. Jego rodzina posiadała kawałek ziemi, z niej się utrzymywali, żyjąc
wiejskim życiem tak jak wszyscy. Gdy Dhiravamsa miał trzynaście lat, brał udział
w wiejskim obrządku świątyni; zwyczajowo tego rodzaju święto odbywało się co
jakiś czas, lecz tym razem okazja była szczególna. Został wyróżniony przez star-
szego mnicha świątyni, ten zaś przekazał mu niektóre z fundamentalnych prawd
buddyzmu.
Tajlandzcy wieśniacy z reguły nie mają zbyt wielkich aspiracji do tego, aby być
duchowo rozbudzonymi ludźmi. Kochają swoją religię, buddyzm therawada - suro-
wy buddyzm mnichów-ascetów medytujących nad ułomnościami i przemijającym
światem uczuć. Bardzo dużą przyjemność, dla kontrastu, sprawiają im hałaśliwe,
kolorowe procesje i ceremonie, w czasie których przyozdabia się kwiatami i dara-
mi ofiarnymi duże, przeładowane ornamentami posągi Buddy. Wielu Tajlandczy-
ków tak bardzo wielbi Buddę, że uważają go za Boga i często łączą z nim przed-
buddyjskie zabobony i dziwne przekonania. Bardzo poważają też Sanghę - zakon
mnichów żółtych habitów, którzy raz dziennie obchodzą wieś ze swymi żebraczy-
mi miseczkami. Wierzą również w Dharmę - nauki Buddy, lecz niewiele z nich
rozumiejÄ….
Dhiravamsę, do momentu kiedy został wyróżniony przez mnicha, życie wewnęt-
rzne specjalnie nie interesowało. Rozmowa z mnichem trwała niedługo, lecz wy-
warła na nim głębokie wrażenie. Zauważył, iż cały czas myślami do niej wraca i
pragnie dowiedzieć się czegoś więcej w sprawie, której nigdy przedtem nie rozwa-
żał - prawdziwej natury życia.
Poszedł do małej świątyni i przedstawił się mnichowi. Dostał zaproszenie na
czterotygodniowy pobyt. Kazano mu siedzieć w jednym rogu, a jego przyjaciel -
stary mnich medytował w drugim. Miał nauczyć się siedzieć spokojnie, co nie było
łatwe dla trzynastoletniego chłopca. Nie proszono go o nic więcej, tylko o jedno.
Związane to było z pokonywaniem strachu przed ciemnością; mnich kazał chłopcu
każdej nocy wstawać, oddalać się od świątyni i dochodzić do określonego drzewa.
Miał robić to tak długo, aż strach go opuści. Wkrótce pozbył się strachu. Pod koniec
czwartego tygodnia został wyświęcony na mnicha.
Jego życie zaczęło nabierać kształtów. Nadal każdego roku przez kilka miesięcy
pozostawał w świątyni, aż dojrzał do studiowania historycznych tekstów buddyj-
skich w buddyjskim uniwersytecie Mahachulalongkorn w Bangkoku. Równocześ-
nie zaczął poszerzać swoją wiedzę o medytacji. Codziennie sprzątał pokój swego
opata i czasami napotykał niezwykłe książki opisujące metody medytacji. Jedna z
nich dotyczyła medytacji ciszy i Dhiravamsa nie tracąc czasu, zaczął ją praktyko-
wać. Najpierw musiał szczegółowo wyobrazić sobie głowę i ramiona Buddy - co
samo było już dość trudnym zadaniem. Potem miał wyobrazić sobie Buddę siedzą-
cego mu na głowie. W następnych etapach wizualizacji musiał przeprowadzić Bud-
dę przez gardło, serce i niżej aż do splotu słonecznego. Dhiravamsa uporał się z
tym wszystkim. Później jednak jego zainteresowanie przeniosło się od tej formy
wizualizacji i wchłaniania na inną, bardziej aktywną formę medytacji nazywanej
vipasana - „wniknięcie w rzeczy takimi, jakimi są". To właśnie vipasana najbar-
dziej pociągała Dhiravamsę i nadal uważa on, że jest to nalepszy środek do pozna-
nia prawdy. Vipasana jest medytacją świadomości i uwagi.
„Obserwuj każdy stan umysłu: zmartwienie, niepokój, zdziwienie, myślenie,
mówienie - wszelkie uwarunkowanie umysłu - obserwuj uważnie, dokładnie, nie
myśląc o nim, nie próbując go kontrolować i nie interpretując żadnej myśli, gdyż
jest to bardzo istotne na głębszym poziomie medytacji. Nazywanie jest główną
przeszkodą w dochodzeniu do głębokiego poziomu, gdyż w chwili, gdy nadajesz
znaczenie temu, co obserwujesz, pojawiają się słowa. Wówczas znowu musisz pra-
cować nad pojęciami, wracając jednocześnie na powierzchnię. I tak, będąc głęboko
zanurzony, nie udaje ci się zbyt długo pozostać w świecie, który obserwujesz. W
głębokiej medytacji wszystkie pojęcia, nazwy i słowa muszą być całkowicie odrzu-
cone tak, by umysł mógł spokojnie, czujnie obserwować, i dopiero wtedy może
pojawić się twórcza energia. Wszelkich nieczystości można się pozbyć przy pomo-
cy siły zrozumienia i obecności twórczej energii. Tę energię wyczujesz, będąc w
stanie biernej, uważnej obserwacji albo w bezruchu i całkowitym spokoju".1
W 1966 roku Dhiravamsa został Chao Khun (główny zakonnik beneficjant) w
Świątyni Buddapadipa w Londynie. Jest to kolejny punkt zwrotny w jego życiu.
Nie tylko musiał nauczyć się nowego języka, lecz również całkowicie obcego spo-
sobu myślenia, by móc swobodnie porozumiewać się z ludźmi odmiennej kultury.
Wystarczył mu rok, by opanować język; później zaczął pisać książki po angielsku.
W ciągu trzech lat założył centrum medytacyjne w Hindhead w Surrey i zaczął
nauczać medytacji. W 1969 roku poproszono go, by poprowadził warsztaty w Ober-
lin College w Ameryce i od tego czasu kilka miesięcy w roku spędza w Ameryce i
Kanadzie.
W 1971 roku zrzucił szatę i przestał być mnichem. Nie było to aż tak dramatycz-
ne, jak może nam się wydawać, gdyż w buddyzmie nie składa się żadnych ślu-
bów.a takiej decyzji nie towarzyszy żadne potępienie. Dhiravamsa nadal pozosta-
je mistrzem medytacji, lecz teraz czuje się swobodny i bez przeszkód może pozna-
wać ludzi w ich codziennym życiu. Jest przekonany, iż szata stanowi barierę w
prawdziwym porozumieniu:
„Szata to symbol, forma i gdy nakładamy ją, zaczynamy grać pewną rolę, w
której próbujemy dostosować się do jakiejś idei czy też przestrzegania zasad; nie
ma wtedy możliwości, by badać wszystkie aspekty życia. Dzieli więc ona życie,
tworzy podziały między świętością i świeckością, co w efekcie prowadzi do pow-
strzymywania człowieka od doświadczania pełni życia. Ludzie uważają, że święty
człowiek powinien być ubrany w określony sposób i wiążą świętość z formą. Kłóci
się to jednak z rzeczywistością, gdyż tak naprawdę to święty może być bardzo
zwykłym i prostym człowiekiem. Jeśli nie zauważymy prostoty, to nie znajdziemy
świętego, lecz pojęcie świętości, i będziemy czcili je w konwencji religijnej".2
Nauki Dhiravamsy dotyczące medytacji vipasana stały się bardziej znane do-
piero od czasu jego przybycia na Zachód. Wiele starych, tradycyjnych rytuałów
buddyjskich zostało oczyszczonych, a to, co wyłania się obecnie na Zachodzie, jest
nową formą nauczania, pozostającą w całkowitej zgodzie ze współczesnym ży-
ciem, a więc z tym „co jest". Jej motywem przewodnim jest zrozumienie, które
można osiągnąć dzięki prostej świadomości tego, co jest tutaj i teraz; przytomnej
uwadze w teraźniejszości:
„Istota medytacji vipasana zawiera się w pełnej uwadze lub całkowitej uwadze.
Jest to bardzo ważne. Jeżeli będziemy zwracać uwagę na to, co robimy, co spotyka-
my, czego doświadczamy, to nie marnujemy energii, nie marnujemy czasu, chce-
my bowiem postrzegać prawdę; każdy moment życia. W Satipatthana Sutta (su-
tra) można zauważyć, że Budda radzi nam, byśmy byli świadomi wszystkich rze-
czy, które w życiu robimy.czy będzie to chodzenie, jedzenie, leżenie, stanie, rozma-
wianie, patrzenie przed siebie, patrzenie wstecz czy też zachowanie ciszy. Wszyst-
ko to trzeba robić tak, by nie stracić z oczu celu medytacji; nie żyjesz ani w przesz-
łości, ani w przyszłości, lecz w pełni, w teraźniejszości. W nauce buddyjskiej głów-
ny akcent pada na pełne życie w teraźniejszości.
W życiu powinniśmy badać, czy jesteśmy uważni, i odkrywać, co stanowi prze-
szkodę w byciu uważnym, jeżeli tacy nie potrafimy być. Może dziać się tak dlatego,
że posiadamy myśli, wyobrażenia; że w naszym umyśle dzieje się za wiele spraw,
by nasza uwaga mogła się na nich skupić; ciało jest tam, lecz umysł jest gdzie
indziej - wędruje w poszukiwaniu czegoś innego lub rozważa inne myśli. Tak więc
umysł nie koncentruje się na tym, co się aktualnie, w tej konkretnej chwili dzieje,
a wówczas nie ma uwagi.
Powinniśmy także zrozumieć, że wtedy, gdy kierujemy na coś naszą uwagę,
popadamy w powagę, w tym znaczeniu, iż jesteśmy sztywni i napięci, zarówno
jeśli chodzi o nasze ciało, jak i umysł. Gdy umysł lub ciało nie jest odprężone, to
uwaga jest pewnego rodzaju tworem umysłowym, a nie naturalnym procesem
koncentracji. Naturalny proces uwagi wyzwala w człowieku taką postawę, która
pozwala sprawom płynąć, nie tamuje niczego, nie przyczynia się do tłumienia sie-
bie ani czegokolwiek, i dopiero wówczas proces skupienia uwagi może być proce-
sem całościowym, dynamicznym przepływem życia. Niektórzy mogą nazwać to
rodzajem ruchu w ciszy lub ruchu w nieznanym. Nieznane jest tym, co nie może
otrzymać nazwy, pojęcia... tak więc medytacja w twoim powszednim życiu ma być
otwarta na wszystko... wtedy możesz żywo odczuwać swoje życie, swoje doświad-
czenia, nie będąc do nich przywiązanym".3
Dhiravamsa, mówiąc o żywym odczuwaniu własnego życia, mówi o nadzwyczaj-
nym poczuciu wolności, jakiej możemy czasami doświadczyć - może wtedy, gdy
patrzymy przez okno lub skręcamy za róg ulicy - gdy nie narzucamy na tę scenę
żadnej oceny ani oczekiwania. Jeżeli tylko widzimy ją, nie zakłócając jej w żaden
sposób umysłem, to wówczas pojawia się JEST.
My chcemy jednak posiadać własny indywidualny świat. Wiemy, co będzie za
rogiem - to zawsze w jakiś sposób należy do nas.
Lecz jeżeli na chwilę oddalimy od siebie tę znaną i egotycznie urządzoną sce-
nerię, to stworzy się ona sama w nowy niezwykły sposób.
Taka uwaga na początku może przysporzyć nam wielu trudności. Wydaje się to
takie proste. Masz być jedynie uważnym; lecz odkrywamy, że chmara wrażeń,
idei, uczuć i myśli - wszystko to, co Hindusi nazywają jazgotem umysłu - wdziera
się do środka, a nasz czas prawdziwej uwagi jest nieskończenie krótki. Uświada-
miamy sobie wówczas, że większość życia przeżyliśmy w stanie półświadomego
letargu i że trudno było dostrzec chwilę taką, jaka jest. Buddyjski sposób rozwią-
zania tego dylematu nie polega na odrzuceniu zawartości umysłu, gdy zaczyna
ona wypierać rzeczywistość, lecz na uświadomieniu sobie wszystkiego, co się dzie-
je, również samego umysłu, bez oceniania:
„...Nie jesteś przywiązany, nie chwytasz i nie trzymasz. Nie jesteś także oddzie-
lony tym, że uciekasz od rzeczywistości życia. Staniesz się rzeczywisty, patrząc na
życie i widząc je takim, jakie jest. Musisz uczyć się akceptować to, co się pojawia, i
ćwiczyć tę akceptację w działaniu, a nie zadowalać się samą koncepcją. Zrozumie-
nie i widzenie zastępuje przypuszczenia, wątpliwości i niepewność... Medytacja
mówi nam, by obserwować z uwagą sytuację, jaka nas spotyka; tak, byśmy uczyli
się i zawsze byli wrażliwi, by wszystko płynęło. Poczucie unieruchomienia prowa-
dzi do nikąd; czujesz się niezręcznie i nie możesz właściwie funkcjonować. Nie-
którzy doświadczają tego stanu, nazywając to starzeniem się, szaleństwem lub
nudą. Jak możemy temu zaradzić?
Medytacja vipasany podpowie - przyjrzyj siÄ™ temu stanowi i zobacz, jak siÄ™
blokujesz. Co się teraz dzieje? Jeżeli wgłębisz się w teraźniejszość do końca, zoba-
czysz fakty i prawdÄ™ tego, co jest. Potem posuwasz siÄ™ dalej. Neutralizujesz pro-
blem w świetle jasności, świetle świadomości. Gdy masz środki, by sobie ze sobą
radzić, stajesz się własnym psychoterapeutą. Nie musisz mówić: 'Och , jestem
psychoterapeutą. Teraz wejrzę w siebie.' Nie, etykietka nie jest ważna, lecz ważna
jest zdolność patrzenia, gdyż właśnie ona wywoła zrozumienie. Zrozumienie prze-
nika sytuację, bada ją i rozbija. Bariery zostają zniesione i możemy płynąć wraz z
życiem. Istnieje radość i szczęście, istnieje smutek i ból. Spróbujmy zaakceptować
to wszystko. Jeżeli jesteśmy zbyt szczęśliwi, możemy się w tym szczęściu zatracić
i nie zdobędziemy mądrości. Nieprzyjemne lub niekorzystne sytuacje w życiu
powinniśmy traktować jako lekcje duchowe, niezbędne do rozwoju i dojrzałości.
To one egzaminują nas, czy jesteśmy dość silni, czy jesteśmy wolni, czy też
nie".4
Dhiravamsa uczy, że zrozumienie rozwija się w związku z naszą podróżą w jaś-
niejszą świadomość. Uważa, że istnieją cztery poziomy świadomości. Pierwszy to
świadomość dobra i zła w zwykłym życiu na jawie. Czujemy pragnienie albo odra-
zę, i to one kierują naszymi, nawet najdrobniejszymi uczynkami. Przyczyny świa-
domości dobra i zła można doszukać się, według buddystów, w samej naturze oso-
bowości. Pięć elementów - mówi - składa się na osobę: doznania ciała, uczucie,
percepcja, świadomość i myśl; stanowią one przyczynę istnienia dwóch obszarów
życia, między którymi ustawicznie się obracamy - pozytywnymi drogami: mądroś-
ci, współczucia, umiaru i zdrowia oraz drogami negatywnymi: nienawiści, użalania
się nad sobą i niszczącego uporu. Nasza podróż między tymi dwiema skrajnościa-
mi nie należy do przyjemnych. Pełna jest konfliktów i sprzeczności, pozbawiają-
cych nas równowagi do tego stopnia, iż ciągle obawiamy się czegoś i ciągle trapi
nas niepewność.
Na drugim poziomie świadomości zrozumienia dualizmu - mówi Dhiravamsa -
znajduje się pragnienie, by uwolnić się od poczucia rozpaczliwego przywiązania
do obracającego się koła życia. Sami musimy zobaczyć - i nie tylko przy pomocy
książek - wszystkie powiązania ciała z umysłem i sposób powstawania sprzecz-
ności między nimi. Potem możemy przejść do nowego rejonu, obszaru intuicji,
która:
otwiera nasze możliwości do zrozumienia uwarunkowań. Obserwując nasze
myśli i emocje, zauważamy, że każda z nich zdeterminowana jest czymś innym.
Myśl nie jest rzeczą samą w sobie. Jeżeli twoje widzenie będzie powierzchowne,
możesz powiedzieć: 'Och, to jest tylko myśl, pojedyncze, wyizolowane zdarzenie'.
Nieprawda. Popatrz raz jeszcze. Nie próbuj tego interpretować ani wyciągać po-
chopnych wniosków. Jest to rodzaj samooszukiwania się. Patrz po prostu, by
widzieć tak wyraźnie i głęboko, jak jest to tylko możliwe... Może zobaczysz, jak
myśl łączy się z innymi myślami lub z samym podłożem myślenia. Patrz coraz
głębiej badającym umysłem i uważaj, by nie stał się zbyt hałaśliwy. Nie wolno
wymyślać słów. Umysł poszukujący musi być cichy, ale nie wyklucza to umiejęt-
ności zadawania dokładnych pytań, dotyczących tego, co czujesz. Po postawieniu
pytania umysł uspokaja się, patrzy uważnie, głęboko i dlatego zyskuje jasność.
Proces ten usuwa cień nieznanego, cień przyjętej 'wiedzy' i strachu. Wszelkie
bariery znikają i pojawia się prawdziwe zrozumienie uwarunkowań. Więc... umysł
odzyskuje równowagę i staje się jasny. Ta wewnętrzna stabilność wyzwala nowy
poziom percepcji i świadomości. Świadomość jest teraz czujna i spokojna, i nie-
zależnie od tego, ma zdolność odczuwania formy".5
Pogłębienie zrozumienia wprowadza nas na trzeci poziom świadomości: tu ze-
tkniemy się z myślą „obiektywną". Zamiast uważać, że wszystko istnieje w związ-
ku ze mną, centralnym podmiotem, muszę wyjść poza „siebie" i zacząć „myśleć od
strony przedmiotu, od strony sytuacji". W tej całkowicie odmiennej perspektywie
muszę zatracić poczucie „siebie", a w zamian uzyskać zrozumienie tego, co się
dzieje beze „mnie". Z tego punktu widzę swoje „ja", będące stale zmieniającym się
wzorem ciała i umysłu; jedno działanie zastępuje, raz za razem, drugie. Od razu
zauważam, że wszystko to, co poznaję zmysłami, jest nietrwałe. Wtedy - mówi
Dhiravamsa - „ego staje się uległe i traci panowanie nad ideą czy emocją".6 Ciało
jest lekkie i opanowane, a głowa spokojna. Osobowość w pewnym sensie zetknęła
się z najgorszym - rozpuszczeniem chemicznego związku „ja" - i dopiero teraz
zaczyna przemieniać się w głębszą, oczyszczoną świadomość, coraz bardziej pozy-
tywną i twórczą egzystencję w świecie.
Czwarty poziom świadomości nazywany jest „przebudzonym" lub „oświeco-
nym":
„... to tam, gdzie jest oświecenie, jasność i uwaga - doskonała przytomność i
bezsłowne zrozumienie. Ta przebudzona świadomość niesie wolność i nie jest
powiązana z jakąkolwiek formą emocji, upodobania lub niechęci. Wolność to po
prostu bycie wolnym. Jeżeli siadasz, jesteś wolny, by usiąść; jeżeli chodzisz, jesteś
wolny, by chodzić. Nie ma skrępowania, niepokoju, zakłóceń. Gdy w pełni się prze-
budzisz, wszystko widzisz wyraźnie. Nic cię nie rozprasza, ponieważ widzisz
wszystko takim, jakie jest. Nie obchodzą cię żadne szczegóły czy też obrazy tego,
co widzisz. Buddyzm uważa, że ta prawdziwa, jasna świadomość jest wewnątrz
każdej ludzkiej istoty. Zaciemniają ją niepokojące nas doznania zmysłów. Jeżeli
nie ustawimy czujności przed drzwiami zmysłów, to tak, jakbyśmy pozbawili się
stóża pilnującego nas przed szkodliwymi, wdzierającymi się do naszej świado-
mości wpływami, które zanieczyszczają ją i wynaturzają. Nasze zadanie polega na
oczyszczeniu jej za pomocą medytacji. Dopiero wówczas możemy dotrzeć do twór-
czego aspektu życia, gdzie znajdziemy energię, czujność i skarby naszego ży-
cia."
Wielu ludzi nie wie, jak zacząć żyć świadomie. Dhiravamsa mówi - po prostu
zacznij:
„Jest to sprawa widzenia. Lecz jak mogę widzieć? Zawsze szukamy jak; to jak
staje się wielkim problemem. Może, gdy porzucimy problem, a potem przyjrzymy
się wszystkiemu z pełną uwagą teraz, w tej chwili, to sprawy staną się prostsze,
łatwiejsze. Gdy umysł wciąż poszukuje tego 'Jak?', nigdy nie osiągnie prostoty, a to
z kolei staje się problemem, problemem całego życia. Nie jesteśmy wolni od tech-
nik, metod, środków, dzięki którym wiemy, widzimy. Przyjrzyjmy się teraz swemu
wnętrzu..."7
Może prawdą jest, iż to, co zawsze możemy zrobić, to zacząć wszystko od no-
wa. Zawsze mam okazję, by porzucić moje obecne rozumienie i zacząć myś-
leć od nowa; by zamknąć oczy i popatrzeć jeszcze raz; by wyciszyć niepokój
i zaufać ponownie. Moje serce i umysł zawsze mogą ponownie otworzyć się na
to, co jest, gdyż jestem z tym ciągle połączony, nigdy nie jestem tylko na
zewnÄ…trz.
.Jeżeli nie mamy związków z innymi ludźmi, to możemy mieć je z Buddą i
Dharmą, jego nauką. Ci, którzy medytują, mogą mieć związek z medytacją. Cały
czas jesteśmy związani z tą czy inną rzeczą. Może, gdy dojdziemy do próżni, pustki
i będziemy z nią związani - mówiąc dokładniej, ten związek to związek z całością,
a w całości nie istnieje żadna indywidualna istota, mogąca wchodzić w jakikol-
wiek związek - to wówczas powiemy, że istnieje tylko samo powiązanie, ruch
życia, ruch bycia bez stawania się".8
Dhiravamsa mówi o byciu „samemu". Oznacza to bycie bez uzależniania się od
innych ludzi lub doświadczeń z drugiej ręki.
Może przychodzi taka chwila, gdy wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że tak
naprawdę w swoich doświadczeniach jesteśmy samotni. A tego, co przeżyłem,
nigdy w pełni nie będę mógł tobie przekazać. Świadomość, że istnieję, jest także
świadomością, że jestem samotny. Wszystkie moje uczucia i myśli są intymne
i chociaż mogę o nich mówić, nie mogę jednak przekazać ci mego doświadcze-
nia.
Ta świadomość, że we wszystkich okolicznościach jesteśmy sami, pojawia się
czasami u ludzi w chwili śmierci. Wtedy widzimy, że śmierć to nie tylko samotnie
przeżywane doświadczenie, lecz uświadamiamy sobie również fakt, iż w zasadzie
całe nasze życie znajdowało się na tej samej płaszczyźnie, co śmierć - jest to stan
„doświadczenia ja" od początku do końca.
Jeżeli o tej nieuchronnej samotności myśli się jako o ,ja" posiadającym imię i
kształt, to odczuwamy ją w kategoriach smutku i strachu. Gdy odkrywamy praw-
dziwą naturę „ja", odpada strach - natury tej nie da się opisać nazwą czy kształ-
tem, gdyż są to jedynie jej właściwości, lecz nie ona sama. W chwili doświadczenia
,ja" jako rzeczywistości rośnie oddalenie od świata. To niezaangażowanie nie
oznacza pogłębiania izolacji, wprost przeciwnie. Ty lub Ja niczego od siebie na-
wzajem nie potrzebujemy, wobec tego jesteśmy wolni, możemy się wzajemnie
akceptować, niezależnie od naszych uwarunkowań. Niczego w zamian nie chcę,
więc nie istnieje żadna przeszkoda, bym cię w pełni zaakceptował. Jest to akcep-
tacja, którą Dhiravamsa nazywa „związkiem z całością":
„Możemy powiedzieć, że jesteśmy w związku z całością, a nie z detalami. Zwią-
zek z całością istnieje w całkowitej samotności. Nie ma związku między tobą a
czymś szczególnym, lecz istnieje całkowicie obiektywny związek, który jest ru-
chem życia. Jest w nim radość, mądrość i wolność. Może w innych religiach nazy-
wa się to związkiem z Bogiem, Jedyną Istotą, Istotą Najwyższą, lecz my mówimy,
że jesteśmy związani z całością; wtedy słowa 'ty'lub 'ja' nie istnieją, obraz indywi-
dualności nie istnieje. W tej samotności świętość jest w tym, co zwyczajne, a dos-
konałość w działaniu".9