A A A

Mistyk i matka

Matka Teresa jest osobą, której mistyka przejawia się w działaniu, i z tego powodu nie potrzebuje wprowadzenia, gdyż w samym jej życiu zawarta jest zarówno jej mądrość, jak i jej nauka.
  • MATKA TERESA ur. 1910

    „O Panie, uczyń mnie godną służenia współbraciom na całym świecie, którzy żyją i umierają w nędzy i głodzie. O Panie, uczyń mnie narzędziem Twojego pokoju; abym przynosiła miłość tam, gdzie istnieje nienawiść; abym przebaczenie niosła tam, gdzie panują oskarżenia; abym jednoczyła tam, gdzie ludzie są podzieleni; abym głosiła prawdę tam, gdzie panuje kłamstwo; abym niosła wiarę tam, gdzie zakrada się zwątpienie; abym budziła nadzieję tam, gdzie dręczy rozpacz; abym zapalała światło tam, gdzie rządzą ciemności; abym stwarzała przyjaźń tam, gdzie mieszka zgryzota. O Panie, pozwól, by moim dążeniem było pocieszanie innych, a nie szukanie pocieszenia; zrozumienie innych, a nie szukanie zrozumienia; miłowanie innych, a nie szukanie miłości. Bo kto daje, ten otrzymuje, kto zapomina o sobie, ten znajduje, kto przebacza, temu będzie przebaczone; a kto umiera, przebudzi się do życia wiecznego".1 (Modlitwa Matki Teresy z Kalkuty) 14 — Współcześni... Całkowite miłosierdzie - poddanie własnego ciała, umysłu i serca Bogu, gdy poja- wia się On we włóczędze mamrotaj ącym coś do siebie na ławce w parku lub w pijaku wymiotującym na rogu ulicy - nie zawsze praktykowane jest przez misty- ków i mędrców. Ze wszystkich mistyków przedstawionych w tej książce jedynie Matka Teresa, całkowicie ignorując wszelkie próby wyjaśnienia, żyje i działa, dając z siebie wszystko Bogu. Co ją do tego skłania? Jej odpowiedź jest prosta. To Jezus, wiecznie żywy w sercu człowieka, któremu służy ona i jej Siostry. A klucz jej nauki i pracy zawiera się w słowach: „Cokolwiek uczyniłeś jednemu z tych maluczkich, mnie uczyniłeś". Dla niej każdy człowiek jest Jezusem. Każde zaniedbane lub porzucone dziecko czy trędowaty jest Boską Obecnością - Tym, komu ona się oddaje: „Tak naprawdę, to dotykamy Jego ciała. To głodnego Chrystusa karmimy, to gołego Chrystusa ubieramy, to bezdomnemu Chrystusowi udzielamy schronienia i nie jest to tylko głód chleba, nagość, by zdobyć ubranie, i bezdomność, by dostać dom z cegieł, lecz Chrystus dzisiaj jest głodny w biednych ludziach, a nawet w bogatych spragniony jest opieki, tego, by go chcieć, by mieć kogoś, kogo można uznać za bliskiego. Dzisiaj, tak jak kiedyś, gdy Jezus przychodzi do swoich, swoi Go nie przyjmują. Przychodzi w gnijących ciałach biedaków, przychodzi również w bogatych, nieko- chanych przez nikogo, którzy duszą się własnym bogactwem w przerażającej samotności własnych serc. A tu przychodzi Jezus, do ciebie i do mnie. I często, bardzo często przechodzimy obok Niego. Stało się to regułą, iż zapraszam ludzi, by przyszli do naszego domu umierać. Mamy ogromne pomieszczenie w Kalkucie i w ciągu dwudziestu jeden lat pością- galiśmy z ulicy ponad dwadzieścia siedem tysięcy ludzi. Zapraszam ludzi nie po to, by przychodzili i dawali rzeczy - rzeczy mogę dostać za darmo - ja chcę ich obec- ności, chcę tylko ich dotknąć, tylko uśmiechnąć się do nich, tylko z nimi być, bo to dla nich wiele znaczy".2 Przeczucie tego, co ma robić, pojawiło się w Matce Teresie, gdy była bardzo młodą dziewczyną. Nazywa się Agnes Gonxha Bojaxhiu i jest córką albańskiego sklepikarza ze Skopje w Jugosławii. Jej rodzinny dom był pełen ciepła i miłości, miała więc szczęśliwe dzieciństwo, lecz nawet w tym beztroskim okresie zaczęła się w niej przejawiać niezwykła świadomość Boga i gdy ukończyła dwanaście lat, wiedziała, że musi poświęcić swoje życie Bogu, służąc biednym. Nie chciała jednak zostać zakonnicą. Między dwunastym a osiemnastym rokiem życia z całego serca buntowała się przeciwko poddaniu się jakiejś określonej drodze religijnej. Gdy ukończyła osiemnaście lat, zadecydowała, że musi opuścić rodzinny dom i przy- stąpić do zakonu misjonarzy - Sióstr Loretańskich. Od tej chiwli opuściły ją wszelkie wątpliwości. Po pobycie w Dublinie rozpoczęła swój nowicjat w Indiach. Pierwsze przysięgi składała w Loreto w 1931 roku i przez dwadzieścia lat, od 1929 do 1948 roku, uczyła geografii w średniej szkole im. St. Mary w Kalkucie. W ciągu tego czasu została kierowniczką szkoły, a także przełożną Cór Św. Anny, hinduskiego zakonu reli- gijnego przy Siostrach Loretańskich. Była bardzo szczęśliwa. Lubiła uczyć i Matka Teresa ę ■ przebywać w serdecznej atmosferze tej szkoły, której była dobrą kierownicz- ką. Lecz któregoś dnia, nie będąc już młodą, zostawiła to wszystko, opuściła szkolę, by rozpocząć zupełnie inne życie. W drodze do Darjerling, gdzie corocznie przebywała przez pewien czas w samot- ności, nagle w pociągu otrzymała „wezwanie", by rzucić pracę, stanowisko w szko- le i pójść za Jezusem do slumsów, by służyć mu pracując dla najbiedniejszych z biednych. To „wezwanie" było tak wyraźne i oczywiste, że nie miała żadnych wątp- liwości, czy być temu posłuszną. Osobiście napisała do Papieża Piusa XII i dostała odpowiedź udzielającą jej pozwolenia na wystąpienie z klasztoru i pozostanie zakonnicą nie zrzeszoną. Naj- pierw udała się do Sióstr Loretańskich w Patnie, by odbyć przeszkolenie medycz- ne. Po czterech miesiącach, bez pieniędzy - miała jedynie pięć rupii - wróciła do Kalkuty. Rodzina mieszkająca w slumsach dała jej część swego domu, by można było w nim założyć szkołę, i Matka Teresa zaczęła gromadzić wokół siebie dzieci z ulicy. Po jakimś czasie wieść o tym rozeszła się i zaczęli pojawiać się ludzie z jedzeniem, pieniędzmi i prezentami. Inne Siostry i dziewczęta, które uczyła w szkole St.Mary, przyłączyły się do niej, a potem lekarze i pielęgniarki ofiarowali dobrowolną pomoc. W 1952 roku otworzyła pierwszy dom dla umierających na- zwany „Domem dla Umierających Nędzarzy". Kalkuta to miasto niewyobrażalnej nędzy. Śmierć spowodowana głodem i cho- robami jest powszechna, a ulice w biednych dzielnicach pełne są opuszczonych, umierających i trupów. Pierwsza kobieta, którą znalazła Matka Teresa - tak jak to sama opowiada - była na wpół zjedzona przez szczury i mrówki, lecz żyła jeszcze. Zabrała ją więc do szpitala, gdzie przyjęto ją tylko dlatego, że Matka Teresa powiedziała, iż nie opuści szpitala, dopóki jej nie przyjmą. Błagała władze miejskie, by przydzieliły jej miejsce, gdzie mogłaby przyjmować umierających. Zaoferowano jej pustą świątynię poświęconą hinduskiej bogini Kali, która symbolizuje Matkę Wszechświata, Dawczynię Życia i Śmierci. Żadne sekciarskie uprzedzenia nie przeszkodziły Matce Teresie, by natychmiast i z zachwytem przyjąć tę świątynię. Była nawet szczególnie zadowolona, iż budynek ten był świątynią. Zapełniła go w ciągu dwudziestu czterech godzin pacjentami; wszyscy byli nędzarzami, a większość z nich umierała. Od chwili przyjęcia przez Siostry pierwszego pacjenta do teraz, z wielu tysięcy wybranych, połowa zmar- ła. Błędem byłoby zaliczać Matkę Teresę do kategorii jedynie tych, którzy z zapa- łem czynią dobro. Matka Teresa nie jest zainteresowana czynieniem dobra w powszechnym tego słowa znaczeniu, które zazwyczaj kojarzymy ze społecznym dobrobytem i które dość często wywodzi się z przekonania, iż materialne zabez- pieczenie jest tym, czego nam najbardziej potrzeba. W rzeczywistości niektórzy entuzjastycznie nastawieni pracownicy opieki społecznej mogą być zaszokowani podejściem Matki Teresy, bo mimo wielu medycznych zabiegów ze strony Sióstr nie próbuje ona przedłużać życia za wszelką cenę. Nie ma na to wystarczającego wyposażenia. Jej jedynym celem jest pozwolić ubogim odczuć ciepło miłości, gdy umierają, tak by wiedzieli, że ktoś się nimi opiekuje i że są chciani. Więcej nawet, Matka Teresa chce, by wiedzieli, że są blisko Boga i że jest to radosny stan. Gdyby praca Sióstr była tylko użyteczna, a nie dawałaby ludziom szczęścia - mówi - to ci ludzie nigdy by się nie wznieśli do poziomu, na którym można akceptować Boga, a o to właśnie Matka ich prosi. Muszą widzieć zadowo- lenie i szczęście Sióstr, muszą czuć, że Siostry kochają ich dla nich samych i że ta miłość pochodzi od Boga. Wtedy mogą umrzeć pogodzeni i z godnością. Matka Teresa pod pewnymi względami - podobnie jak don Juan, indiański jas- nowidz z plemienia Yaqui - rozumie człowieka. Gdy don Juan miał siedem lat, Meksykańczycy na jego oczach zamordowali mu rodziców - opowiadał to Casta- nedzie. Ale nie tyle ich śmierć tak bardzo go zasmuciła, ile fakt, że umarli jako pokorni Indianie: „Żyli jak Indianie i umarli jak Indianie, i nigdy nie wiedzieli, że byli przede wszystkim ludźmi". Matka Teresa rozumie to podejście na swój sposób, wie, iż Bóg jest blisko czło- wieka i że ta wiedza o obecności Boga sprawia, że człowiek staje się ludzki, gdyż nie myśli o sobie jako o kimś niechcianym, jako o nędzarzu: „Któregoś dnia przyprowadzono człowieka, który darł się i wrzeszczał. Nie chial umierać. Miał w trzech miejscach złamany kręgosłup i pokryty był okropnymi wrzodami. Bardzo cierpiał. Nie chciał widzieć Sióstr. Nie chciał umierać. Otrzymał morfinę i wiele miłości, potem opowiedziano mu o cierpieniach Tego, który go tak bardzo kochał. Z czasem zaczynał słuchać i nie wzbraniał się przed przyjmowaniem dobroci. Ostatniego dnia nie przyjął morfiny, gdyż chciał zjednoczyć się z Tym, który odku- pił jego winy".3 Najgorszy stan to być niechcianym - mówi Matka Teresa. Dzisiaj większość chorób da się wyleczyć lekarstwami. Lecz tę okropną chorobę, to, że się jest niech- cianym i opuszczonym, może uleczyć tylko miłość. W Kalkucie Matka Teresa ratu- je porzucone niemowlęta i umierających. Siostry przyprowadzają ich ze szpitali, więzień, a niekiedy przyprowadza ich policja. Do tej pory nie odesłano żadnego dziecka. Drogi jest każdy człowiek. Każdy jest ucieleśnieniem Chrystusa, od dzieci wycieńczonych z głodu do drobnych, przedwcześnie dojrzałych, na wpół martwych ludzi, znajdowanych na wysypiskach śmieci. „Nie znam przyszłości, lecz dzisiaj, gdy stykam się z życiem, całą moją miłość i energię kieruję, by podeprzeć to życie, by pomóc mu, aby się w pełni rozwinęło, gdyż również i ten człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Nie mamy prawa niszczyć tego życia".4 Okropna choroba - trąd - dotyka zarówno bogatych, jak i biednych. Jeżeli zatrzyma się ją w porę, jest uleczalna, a Siostry są do tej pracy specjalnie prze- szkolone. Dość proste leczenie trwa blisko dwa lata, a wielu Hindusów w tym czasie traci pracę, a czasami wyrzeka się ich rodzina. Jeżeli są biedni, to nikt oprócz Sióstr nie chce ich znać. Obecnie Siostry opiekują się dziesięcioma tysią- cami trędowatych w samej Kalkucie, a w miejscu o nazwie Shanti Nagar rząd podarował im trzydzieści cztery akry, aby wybudować centrum rehabilitacyjne - „miasto spokoju" - gdzie będzie można przyuczyć ich do pracy w domu, by nie musieli żebrać. „W Indiach i innych miejscach żyje czterdzieści siedem tysięcy trędowatych, którym służą Siostry, dotykając ich cial bez obrzydzenia. To są ludzie, których nikt nie chce. Trąd jest straszną chorobą; zniekształca ludzi. Powoduje, że wyglą- dają okropnie; pomimo tego są kochani. Mamy ruchome kliniki i jeździmy do nich. Nie prosimy, by przychodzili do nas, są tak poniżeni i opuszczeni, czasami nie są w stanie chodzić. Gdy widzą przycho- dzące z uśmiechem, młode Siostry, które dla nich śpiewają, to czują, że komuś na świecie nie są obojętni. Nie możemy wyleczyć ich z choroby, lecz możemy sprawić, by czuli, że są chciani".? Co podtrzymuje na duchu Matkę Teresę? A co podtrzymuje młode Siostry, z których wiele pochodzi z rodzin hinduskich najwyższej kasty, a które wykonują najcięższe posługi przy tych, którymi pogardza prawie całe społeczeństwo? Przy- sięga jest prosta, lecz ciężka, a każda kandydatka musi posiadać następujące cechy: „Zdrowe ciało i umysł. Umiejętność zdobywania wiedzy. Dużo zdrowego rozsądku. Radosne usposobienie. Ubóstwo, czystość i posłuszeństwo. Posłuszeństwo oznacza wolność". To właśnie ostatnie zdanie stanowi klucz do źródła ducha, który ich podtrzymu- je i wykarmia. Prawdziwe posłuszeństwo oznacza wolność. Nie oznacza wolności, by robić to, co się chce - co w rzeczywistości nie jest żadną wolnością, lecz niewolą - lecz zupełnie inną wolność, w której serce jest niezwykle czyste i otwarte, prze- pełnione uczuciem jedności z czymś większym od siebie. Przekonanie, prowadzące do alienacji, że trzeba z życia wycisnąć dla siebie wszystko, co się da, zastąpione jest przekonaniem, że nie po to urodziliśmy się, że samo życie jest tak niezwykłe i tak wspaniałe, że wykorzystywanie go dla włas- nych celów to całkowite niezrozumienie go; natomiast sposobem na znalezienie celu jest posłuszeństwo życiu za cenę rezygnacji z własnego zysku - słuchać tego, co człowiekowi dane jest słyszeć, patrzeć na to, co jest mu pokazane, rozumieć to, czego człowiek jest nauczany, i akcepotwać to, co jest mu przedstawione. Słuchać to poddać się woli Boga, poddać się wszystkiemu, co pojawi się w życiu - bez oceny tego. Musimy „smakować Boga tak, jak się smakuje czyste dobro" - mówi siedemna- stowieczny mistyk, Jean Pierre de Caussade, z którym Matka Teresa ma wiele wspólnego. „Musimy dotrzeć do punktu, w którym cały stworzony wszechświat przestaje dla nas istnieć; wtedy Bóg jest wszystkim... Wtedy żyjące istoty pozba- wione są mocy czy też skuteczności, a serce już nie przejawia żadnych tendencji czy skłonności do nich, gdyż majestat Boga wypełnia całą jego przestrzeń".6 Serce wypełnione Bogiem - kontynuuje - kieruje się ku istotom, gdy widzi się je jako część boskiego planu. Właśnie to mistyczne zrozumienie, że świat wewnętrz- ny i zewnętrzny są jednym, daje duchową siłę Matce Teresie i Siostrom Miłosier- dzia. Surowa zasada dotycząca ubóstwa odnosi się zarówno do ich „ja", jak i do ciała. Gdy nie przejawiają jakiejkolwiek tendencji czy skłonności, by panować nad światem dla własnych celów, to sam świat staje się niczym - nie ma natury 'ja'". Nie ma nad nimi żadnej władzy. To daje im wolność i siłę, by służyć i pielęg- nować go, gdyż będąc objawieniem bożych planów, jest dla nich nieskończenie cudowny i drogi. Nie można oddzielać Tego, który planuje, od Jego planu. Odraża- jący trędowaty na ulicy jest tak samo Chrystusem, jak Ten, któremu oddały swoje serca. Bez tego oddania nie starczyłoby sił i jako praktykujący miłosierdzie mistyk, Matka Teresa zna niebezpieczeństwa związane ze służbą biednym - wie, że Sio- stra może to robić dla jakiegoś ograniczonego celu, gdyż sądzi, że jest to praca społeczna, która musi być wykonana - może uważać ją za sposób doskonalenia się i wówczas praca będzie służyć do wzmocnienia jej ego. Prawdziwą ochroną przed niewłaściwą motywacją - mówi Matka Teresa - jest to, by pamiętać o miłości. Pamiętać, że praca wykonywana jest nie tylko dla Chry- stusa, lecz że jest także wykonywana przez Niego - że Siostra sama w sobie jest niczym. Gdy Siostra to zrozumie, wie, że doskonalenie „ja" nie ma już żadnego znaczenia. Matka Teresa medytuje codziennie wcześnie rano przez kilka godzin. Potem bierze udział w mszy, starając się całkowicie zapomnieć o sobie. Bez tej porannej mszy - mówi - i siły, która z niej pochodzi, cała praca byłaby nie do wytrzymania. Gdy ona i Siostry wychodzą na ulicę, są szczęśliwe i pełne pogody ducha; pozba- wione osobistych pragnień, znajdują prawdziwą radość we wszystkich obowiąz- kach, które wykonują. Tam, gdzie człowiek kierujący się egoistycznymi skłonnoś- ciami zobaczy na ulicach tylko poniżenie i w przerażeniu od tego ucieknie, Siostry wiedzą, że spotykają Chrystusa i że najbardziej zgorzkniała, brzydka czy przera- żająca twarz kryje pod sobą piękno i miłość. „Każdy człowiek jest niepowtarzalny - mówi Matka Teresa - i dlatego daję temu człowiekowi całe moje serce w chwili wzajemnej miłości. To nie jest dobro- czynność. Musimy wszyscy kochać się. Wymaga to uczuciowego zaangażowania tak, by ludzie poczuli, że są chciani".7 Siostry przechodzą intensywne duchowe ćwiczenia w czasie nowicjatu (który trwa dziewięć lat), nie przyjmuje się nikogo bez powołania. Przysięga ubóstwa jest szczególnie surowa, a dodatkowa przysięga zobowiązuje do bezpłatnego służenia biednym - z całego serca. Oznacza to, że nie wolno im pracować dla bogatych, ani nie wolno przyjmować żadnych pieniędzy za wykonywaną pracę. Niewiele Sióstr stąd odchodzi. Muszą odznaczać się naturalną, stałą emocjonalną równowagą tak, by naprawdę nie przejmowały się tym, co widzą, i by nie czuły potrzeby rozmowy na temat tego, co robią. Ważne jest także dotykanie ludzi chorych i Siostry uczą się wyrażać swoją miłość poprzez dotyk. Uczą się także intuicyjnie wczuwać w prawdziwe potrzeby tych, którym służą - nie zawsze jednak dające się przewidzieć. Kiedyś, na przy- kład, Matka Teresa zauważyła, że wśród małych, nieszczęśliwych dzieci, którymi się zajmowała, jedno nie chciało jeść, gdyż zmarła mu matka. Znalazła więc Sio- strę, „która podobna była do jego matki" i prosiła ją, aby cały czas zajmowała się dzieckiem. Dziecko odzyskało apetyt i zdrowie. Łatwo możemy oskarżyć misjonarzy czyniących dobro w innych krajach o to, że nie zauważają biednych u siebie, ale o Matce Teresie tego powiedzieć nie możemy. Indie (a szczególnie 54a Lower Circular Road w Kalkucie) stały się jej domem. Czuje się szczęśliwa wśród biednych, tutaj bardziej niż gdzie indziej, a jednak jedzie wszędzie tam, gdzie uważa, że jest potrzebna. Jej Siostry - Misjonarki Miło- sierdzia - są w Wenezueli, Rzymie, Tanzanii, Australii, Jordanii, Bangladeszu, Jemenie, na Mauritiusie, w Nowym Jorku, Londynie i Belfaście. Matka Teresa odwiedza te wszystkie miejsca; jej pomarszczona albańska twarz jest zawsze roz- jaśniona miłością. Wszędzie tam, gdzie jedzie, pracuje tak samo ciężko, wykonując różne posługi, jak każda z Sióstr. Zapytano ją: „Czy Siostra ma jakieś wolne od pracy dni świąteczne?" „Nie ! - odpowiedziała - Każdy dzień to święto".