A A A

Okultyści

Podstawą intuicyjnego myślenia Martina Bubera byl wielki hebrajski schemat kosmosu - Kabała - mistyczne Drzewo Życia. Kabała - ezoteryczna nauka He- brajczyków przekazywana przez wieki - była żywą i potężną drogą duchową ins- pirującą chasydów; przejawiająca się w ich opowiadaniach, które Buber tłuma- czył, a które odzwierciedlają jego własne poszukiwania owoców tego Drzewa. W swojej książce Jewish Misticism opisuje jak Kabała, „oczyszczona i wyniosła", nagle pojawiła się we wsiach na Podolu, stopniowo stając się ruchem określanym jako chasydyzm. „Mistycyzm stawał się własnością ludu". Buber chciał przedstawić naukę Kabały, lecz tak, by nie wskazywać na jej pochodzenie, analizując jej różne aspekty. Przykładowo: używał symbolu muszli - która w Kabale przedstawia poziom atrofii i oddzielenia od życia - by opisać codzienny stan zmagania się z cierpieniem, które zmuszało ludzi do budowania wokół siebie muszli ochronnej; muszli, która z reguły stawała się barierą uniemoż- liwiającą jakikolwiek kontakt z prawdziwym życiem. Podobnymi do Bubera motywami kierowała się Angielka, Dion Fortune (pozba- wiona jednak tak wybitnego jak Buber intelektu i daru rozumienia). Większość swojego życia poświęciła na praktyczne nauczanie Kabały, traktowanej jako „bia- ła" magia. Kabała sporo straciła w oczach ludzi Zachodu, do czego przyczynił się jej potomek - Tarot, traktowany przez większość ludzi jako sposób wróżenia. Odarta jednak z fałszywych narośli, objawi się nam jako jeden z niezwykłych fenomenów religijnych, wielki i doskonały obraz egzystencji, który dla pełnego zrozumienia musi być doświadczany kolejno, poziom po poziomie. Metody używane we wspinaczce na Drzewo przez wschodnią kulturę określane są jako jogiczne, gdyż zawierają medytację, koncentrację i kontemplację, mantrę oraz wizualizację. Sposób, w jaki Dion Fortune tłumaczy to, co nazywa „Jogą Kabały", na język codzienny jest jej szczególnym wkładem w recepcję tych poglą- dów na Zachodzie. Uważała bowiem, że wschodnie praktyki wywodzą się ze zbyt odmiennych środowisk kulturowych, by były odpowiednie dla Zachodu. Wskazuje, że „ortodoksyjny" mistyk stosuje to, co Dion Fortune nazywa „drogą oświecenia", bezpośrednią drogą do Nieuwarunkowanego Podłoża lub Głowy Boga. Ci, którzy podążają tą ścieżką, często krzywo spoglądają na okultystę, uważając, że nieroz- sądnie pozwolił opanować się przeróżnym stanom umysłu, z których żaden nie jest bliski ostatecznej pewności autentycznego związku. Fortune jednak przeko- nywająco broni okultysty i stara się wyjaśnić cały problem: „Do Najgłębszego wiodą dwie ścieżki: ścieżka mistyka, będąca pobożnością i medytacją - samotna i subiektywna; oraz ścieżka okultysty, będąca drogą intelek- tu, koncentracji i opanowanej woli. Na tej ścieżce potrzebujemy współpracy, prze- de wszystkim dlatego, że umożliwia to nam wymianę informacji. Poza tym rytual- na magia odgrywa ważną rolę w naszej pracy i stąd potrzebujemy co najmniej kilku osób do działań na większą skalę. Mistyk czerpie swą wiedzę z bezpośred- niego połączenia jaźni z Siłami Wyższymi; mądrość okultysty uważa za głupotę, gdyż jego umysł działa odmiennie. Z drugiej jednak strony metoda mistyka jest niedostępna dla kogoś, kto jest ekstrawertykiem i intelektualistą, chyba że podda się on długotrwałemu ćwiczeniu, które umożliwi mu wzniesienie się nad poziom formy. Musimy więc zdać sobie sprawę z istnienia dwóch typów ludzi szukających Wtajemniczenia i pamiętać, że istnieje ścieżka dla każdego z nich".1 To dość jasne porównanie pomaga nam znaleźć własne miejsce i jeżeli zdarzy się, że wybierzemy drogę bezpośrednią, pomoże nam ona obiektywnie spojrzeć na sprawy odwołujące się do emocji: na magię i rytuał. Dalsze wyjaśnienia możemy znaleźć np. u Evelyn Underhill, która interesowała się Kabałą i mówiła o magii: „... Prawdziwie magiczne wtajemniczenie jest w istocie formą umysłowej dyscy- pliny, umacniającej i skupiającej wolę. Ta dyscyplina, tak jak życie religijne, częś- ciowo składa się z fizycznych ograniczeń i dobrowolnego oddalenia od świata, częściowo z rozwijania siły woli - lecz przede wszystkim z poddania umysłu wpły- wowi sugestii wybiórczo gromadzonych przez całe wieki, a mających panować nad wyobraźnią, którą Eliphas Levi nazywa 'okiem duszy'. Nie ma w tym nic nadprzy- rodzonego. Podobnie jak żmudniejsze, mniej efektowne samodoskonalenie się mistyka, również praca magiczna ma na celu rozwijanie charakteru i jest prowa- dzona na szeroką skalę. W magii 'wola, by widzieć' stanowi centrum, wokół które- go rozbudowuje się osobowość. Podobnie w mistycyzmie, z ukrycia wyciąga się nieświadome składniki, by tworzyły część tej osobowości. Nagle przypływy myśli, zaskakujące intuicje docierające do nas z rejonu podświadomości rozwijają się i porządkują za pomocą rytmów i symboli, które stały się już tradycją, gdyż do- świadczenie wieków udowodniło - choć nie potrafi wyjaśnić - ich skuteczność; a siły zrozumienia zazwyczaj znajdujące się poniżej progu świadomości mogą być uwolnione i posiadają tę zdolność, że same potrafią obwieszczać swoje odkry- cia".2 Underhill, mając na myśli szczególnie Kabałę, zauważa: „On (mistyk) musi zna- leźć Boga. Czasami jego temperament sprawia, że największą wagę przywiązuje do długotrwałych poszukiwań, czasami zaś gwałtowna ekstaza, doprowadzająca je do końca, sprawia, iż zapomina o przygotowawczej pielgrzymce, w której dusza jest 'skierowana nie na zewnątrz, lecz raczej podąża do własnego centrum'. Miejs- ca pobytu Wewnętrznej Twierdzy, przez którą św. Teresa prowadzi nas do ukrytej komnaty, będącej sanktuarium zamieszkującego tam Boga; hierarchie Dionizosa, wznoszące się od bezinteresownej pomocy aniołów, poprzez płonącą miłość sera- finów, do Boga ukoronowanego ponad czasem i przestrzenią: mistyczne ścieżki Kabalistycznego Drzewa Życia, które prowadzą do materialnego świata Malkuta przez światy działania i myśli, Łaskę, Sprawiedliwość i Piękno do Boskiej Korony - wszystko to są różne sposoby opisania tej samej pielgrzymki".3 Pielgrzymka Rudolfa Steinera dotyczyła głównie hierarchii tworzenia i z tego powodu był on bardziej materialistycznym okultystą niż Dion Fortune, co w żad- nym stopniu nie przeszkadzało im w przyjaźni; podobno pani Fortune wielokrot- nie wymieniała poglądy ze Steinerem. Jego terminologia również opiera się na Kabale; zapożyczał ją także z religii Wschodu i od teozofów. Bardziej znana jest działalność praktyczna Steinera niż jego szczegółowa kosmologia dotycząca całej ewolucji świata i ludzkości. Był jasnowidzem i dzięki temu mógł opisywać Istoty i światy, których większość z nas nie widzi, a to z kolei stawia czytelnika w nieko- rzystnej sytuacji. W każdym razie wprowadzone przez niego koncepcje pedago- giczne i rolnicze okazały się bardzo pożyteczne we współczesnym życiu, a jego zasadnicze idee zastosowane w praktyce cieszą się dużą popularnością wśród mło- dych ludzi.
  • DION FORTUNE 1891 - 1946

    Prawdziwe nazwisko Dion Fortune brzmi Violet Mary Firth. Będąc jeszcze dziewczyną, przyłączyła się do „Golden Dawn" (Złoty świt) - hałaśliwej grupy duchowych poszukiwaczy i praktykujących okultystów, skupiającej takich ludzi, jak W.B.Yeats, MacGregor-Mathers, Aleister Crowley (którego wyrzucono), Eve- lyn Underhill, Charles Williams i E. Nesbit. Wtedy właśnie Violet Firth przybrała, jak zresztą wszyscy, nazwisko łacińskie i wybrała „Deo Non Fortuna" (przez Boga, a nie przez szczęście). Gdy zaczęła pisać powieści, nazwę tę skrócono do Dion Fortune. Historia grupy „Golden Dawn" zawiera w sobie sporo elementów odwołujących się do ludzkiej naiwności oraz zbyt rozbudzonej wyobraźni. Ludzie należący do tego ugrupowania kłócili się o wtajemniczenia oraz interpretacje, a Evelyn Under- hill, jako jedyna, szybko z niej zrezygnowała. Jednak pod całą tą wrzawą i zamieszaniem dotyczącym astralnych podróży oraz mediumistycznych przeka- zów płynął strumień autentycznego poznania, który zainspirował poezję Yeatsa i mistycyzm Underhill. Strumień ten pochodził z niewzruszonego Drzewa Życia, Kabały, i ciekawe, że gdy Dion Fortune zaczęła pisać o Kabale i interpretować ją z myślą o czytelniku zachodnim, to zostawiła gdzieś za sobą histeryczną emocjonal- ność i napięcie cechujące jej powieść The Psychic Self-Defence oraz inne książki; zaczęła pisać z prostotą, jasnością i zrozumieniem. Kabała nigdy nie inspirowała zachodniej wyobraźni tak, jak sufizm, buddyzm czy nauki hinduizmu. Trudno określić, czy przyczyną tego było nadgorliwe zaan- gażowanie się propagatorów w jej uc::one aspekty, czy też za bardzo, kosztem filozofii, rozwinęła się jej strona ezoteryczna. Jedno jest pewne; Kabała zazwyczaj wywołuje stwierdzenia (mówimy o tych, którzy w ogóle o niej słyszeli), że wszyst- ko w niej opiera się na cyfrach i literach alfabetu hebrajskiego oraz że trudno ją zrozumieć. Pomimo iż litery i cyfry faktycznie odgrywają w niej znaczną rolę, to jednak warto pamiętać, że dawni prorocy żydowscy opisują proces stworzenia jako eks- pansję boskiej energii, boskiego światła i boskiego języka - zbyteczna jest dla jej zrozumienia i doświadczenia chęć dopasowania Drzewa do serii liter i cyfr. Praw- dziwie duchowa droga przekracza punkt wyjścia, a Dion Fortune podkreśla, że Drzewo, jeżeli ma być techniką zachodniej jogi, niosącą ważne treści, musi być dostępna dla wszystkich, łącznie z tymi, którzy nie znają języka hebrajskiego i numerologii. Drzewo - mówiła - jest jogicznym sposobem używania umysłu, a nie systemem wiedzy. Czym właściwie jest Drzewo? Zasadniczo jest to opis procesu, dzięki któremu żyjące stworzenia wyłoniły się z Pustki i Nicości-Głowy Boga. Nie uwarunkowany Absolut, ponadczasowa Rzeczywistość, czysta, transcendentna Istota, niezróżnico- wane Podłoże - wszystkie te określenia próbują przekazać to, czego nie może dać żaden opis - to, co całkowicie przerasta człowieka. W Kabale nazywa się to En-Sof - Ostateczną Próżnią. En-Sof znajduje się o jedno stadium bliżej stworzenia i pojmowane jest jako coś nieograniczonego, ponadczasowego. Bez niej nie byłoby czasu i pustki, nie mogły- by powstać i nie mogłyby się poruszać kształty. Poprzez En-Sof przejawia się sfe- ra En-Sof Aur, Nieograniczone Światło. Z En-Sof Aur wyłania się Bóg z niezna- nego i niewysłowionego rejonu własnej isototy, by przejawić się w postaci stwo- rzenia. Bóg - Początek świata - znajduje się na wierzchołku Drzewa Życia jako Keter, Najwyższa Korona, przez którą płynie i przejawia się Niestworzone. Keter jest żyjącą, dynamiczną siłą życia, JA JESTEM bytu, źródłem wszelkich wszech- światów i każdej istoty. Z tyłu za Keter znajduje się niewypowiedziany bezruch i pustka Głowy Boga, o której człowiek nic nie wie i nie może powiedzieć. Przed Keter jest świat, jaki nas otacza, świat pozorów. Kabała postrzega świat jako symbol - wszystko, co można poznać, symbolizuje wieczną Rzeczywistość, która jest jego źródłem - i zagęściła niezliczone aspekty świata do dziesięciu podstawowych kategorii, nazywanych sefirami, które razem tworzą sefiroty. Sefirot tworzy Drzewo, z Keter na czubku i Malkut (Ziemią) u dołu. (Patrz schemat). Znaczenie Drzewa nie polega jedynie na badaniu zachowania się Ducha prze- jawionego (w takim przypadku byłoby ono tylko systemem wiedzy), lecz samo Drzewo jest jaźnią każdego człowieka, gdyż sefirot oznaczający zejście i indywi- dualizację Boga tworzy także szczeble drabiny, po której człowiek może wspinać się, aby osiągnąć zjednoczenie. Każda sefira symbolizuje boską energię na innym poziomie. Dion Fortune przedstawia nam Drzewo złożone z trzech filarów. Sefiroty filaru z lewej strony są negatywne i żeńskie, z prawej pozytywne i męskie. Dwa zasad- nicze etapy zrozumienia umieszczone są w środkowym filarze, opartym na ziemi z bramą na szczycie do nieba. Sefiroty połączone są zygzakiem błysku światła, czyli błyskiem oświecenia, a dwa zasadnicze procesy zrozumienia to Tiferet lub Piękno (gdzie najpierw widać Keter) i Daat, czyli Boska Wiedza (mimo że Daat występuje czasami tylko jako kolejny poziom i nie jest uważany za sefirę). Wielu czytelników zauważy duże podobieństwo między filarami Kabały, a taoi- styczną filozofią jin i jang - dualistycznych aspektów całego życia, które ukazują się jako ciemność i światło, żeńskość i męskość itd. Tao, Droga ma taką samą naturę, jak Środkowa Ścieżka buddyzmu i środkowy filar Kabały. Wszystkie sefiroty tworzą drabinę, po której musi się wspinać człowiek, a dolne szczeble mają taką samą wartość, jak szczyt. Ziemia materii fizycznej jest także Królestwem, w którym przejawia się Bóg w sposób najbardziej dotykalny i kon- kretny. To wyzwolenie ze sprzeczności (sprzeczności będących piętnem niektó- rych religii) jest zasadniczą cechą jogi tantrycznej, która życie fizyczne uważa za świętą arenę, za niepowtarzalnie wyposażone laboratorium do transmutacji mate- rii w ducha. Medytacje i wizualizacje kabalistów są tak samo ścieżką tantryczną, jak tybe- tańskie mandale i hinduskie mantry. Drzewo Życia - jeżeli zgodnie z przeznaczeniem będzie przyjęte jako drabina - zawiera płynącą, twórczą siłę zmuszającą człowieka do posuwania się naprzód, bez ryzyka. Symbole różnych sefirotów pojawiają się w umyśle jako konkretne drogowskazy i nie kryją żadnych niebezpieczeństw, mogących wywołać zakłóce- nie równowagi umysłowej. Wszystko odsłania się spokojnie, gdy człowiek posu- wa się naprzód, stosując ćwiczenia umacniające wolę, skupiające uwagę i pod- dające umysł wpływowi symboli, które od wieków obdarzone są twórczą mocą. To właśnie dzięki zrozumieniu symboli sefirotu i praktyce medytacyjnej, która wyjaśniała ich znaczenie, Dion Fortune odzyskała równowagę i rozsądek. Dotarła do Drzewa, głęboko wierząc w okultyzm, odwołując się do poziomów będących dla autentycznego mistyka najbardziej niepojętymi ze wszystkich - świata duchów, mediów i poziomów astralnych. „Zawekowany w Duchu" - tak opisał to Alan Watts, a Fortune w późniejszym okresie prawdopodobnie zgodziłaby się z tym. Była sierotą związaną ze „Stainless Steel" rodziny Firth, wychowaną w Yorks- hire, w domu, gdzie rygorystycznie przestrzegano zasad nauki chrześcijańskiej. Nie potrafiła się w tym znaleźć i często była tak nieszczęśliwa, że uciekała w świat marzeń na jawie, które nasiliły się do tego stopnia, że zaczęła dostrzegać aury i rozwinęła w sobie siły medialne. Zaniepokoiło to opiekunów i wywołało porusze- nie w małym, rodzinnym miasteczku. W wieku lat dwudziestu miała nieszczęście zostać nauczycielką w szkole, w któ- rej kierowniczką była złośliwa neurotyczka, niegdyś mieszkająca w Indiach, gdzie nauczyła się hipnozy i używała jej jako broni. Fortune wkrótce została poproszona o poparcie swojej kierowniczki, nazywanej Przełożoną, w sprawie sądowej prze- ciwko dawnemu pracownikowi i opowiada nam, jak ją do tego namawiano. „Jej metoda polegała na wyciąganiu ode mnie zeznań przez patrzenie mi w oczy skon- centrowanym spojrzeniem i wmawianie we mnie, że 'taka a taka rzecz się wyda- rzyła'".1 161 ■ 11 — Współcześni.. Identyczna historia powtórzyła się znowu, gdy Przełożona chciała wyrzucić następnego pracownika i poprosiła Fortune o poparcie. Po kilku takich incyden- tach Fortune zbuntowała się. Spakowawszy swe rzeczy do walizki, zeszła by powiedzieć jej, że odchodzi (zdecydowała, że odejście będzie najlepszym dla niej rozwiązaniem), a wtedy wydarzyło się coś strasznego, z czego nie mogła się otrząs- nąć przez wiele lat. Całe cztery godziny Przełożona zmuszała ją do powtarzania dwóch zdań: pierwsze, że jest niekompetentna, a drugie, że nie ma do siebie zau- fania. Fortune opowiada, że podobnie jak królik sparaliżowany jest widokiem węża, tak i ona nie była w stanie wyjść z pokoju, mogła tylko opierać się i nie przyznawać do tych dwóch oskarżeń, aż w końcu jedyną jej nadzieją na pozosta- nie przy zdrowych zmysłach było udawać, że została pokonana. Gdy już dotarła do swojego pokoju, to pozostała w nim odrętwiała przez trzydzieści godzin. Na szczęś- cie, jedna z koleżanek zauważyła, co sie dzieje, i posłała po rodzinę, która ją stam- tąd zabrała. Na skutek tak dramatycznych przejść zachorowała, dopiero kilka lat później wyleczyła się dzięki zastosowaniu psychoanalizy Freuda w połączeniu ze studiowaniem Kabały. W 1918 roku uczęszczała na kursy w London University i została kwalifikowa- nym psychoterapeutą w East London Clinic. Niektóre psychosomatyczne stany przypominały jej bardzo te opisywane w jodze tantrycznej. Doszła do wniosku, że na Zachodzie podejście do kobiet jest zasadniczo niewłaściwe, gdyż opiera się na idei, że żeńskość jest pasywnym, receptywnym odpowiednikiem dynamicznego działania mężczyzny. Fortune w przemożny sposób odczuwała, iż żeńskość jest pozytywną siłą twórczą budzącą mężczyznę i ożywiającą jego męską energię w taki sam sposób, jak Siakti - żeńska siła jogi tantrycznej, wspinająca się po krę- gosłupie mężczyzny jako Kundalini - siła węża, budząca całą istotę człowieka i powtarzająca ten proces tak długo, aż on i ona nie złączą się w jego głowie. Odwołując się do tej wiedzy, Fortune zaczęła pisać powieści ilustrujące związek pierwiastka męskiego i żeńskiego. W 1919 roku przyłączyła się do „Golden Dawn" i dostała się pod opiekę J.W. Brodie-Innesa, którego bardzo szanowała. Nauczył ją magicznych rytuałów, które później przystosowała do własnej nauki o Ka- bale. W 1920 roku wstąpiła do londyńskiej loży „Golden Dawn" (Zakon Brodie-Innesa był szkocki) i bezpośrednio podlegała bardzo silnej, destrukcyjnej osobowości - Moina Mathers, siostrze filozofa Henri Bergsona, która była jedną z założycieli „Golden Dawn" oraz autorytetem w Kabale. Moina Mathers była piękną kobietą, pełną temperamentu, posiadała zdolności jasnowidzenia, dzięki czemu była sza- nowana przez W.B.Yeatsa oraz innych, którzy również zachwycali się jej urodą. Nie ulega wątpliwości, iż bardzo zgorszyło ją krytyczne nastawienie znacznie młodszej Dion Fortune do sposobu prowadzenia loży o nazwie „Alpha i Omega". Fortune uważała, że loża składa się „głównie z wdów i siwobrodych starców", a jakość nauk daje dużo do myślenia. Czuła, że cała loża potrzebuje zastrzyku wital- ności, i wpadła na pomysł, by stworzyć, skierowane na zewnątrz, towarzystwo z otwartymi wykładami, tygodnikiem itp., dzięki czemu będzie można wybrać no- wych ludzi do „Golden Dawn". Pani Mathers, co dziwniejsze, przystała na to - mimo iż do tej pory członków loży obowiązywała tajemnica - i w 1922 roku narodziło się „Fraternity of the Inner Light" (Stowarzyszenie Wewnętrznego Światła), które przez jakiś czas nosiło nazwę „Christian Mystic Lodge of the Theosophical Society" (Chrześcijańska Loża Mistyczna Towarzystwa Teozoficznego), do którego Fortune zaraz się przy- łączyła. Stosunkowo szybko stało się jasne, że królestwo Mrs Mathers zostało zagrożone przez rywalkę i cała przyjaźń między nimi skończyła się. Pani Mathers próbowała usunąć Fortune z „Golden Dawn", co nie było łatwe ze względu na jej przyjaźń z wieloma członkami grupy, jak i fakt, że była wytrwała w praktykowaniu jego sys- temu. Potem założyła własną świątynię, uznając ją za część zakonu „Golden Dawn". Pani Mathers odpłaciła - według Fortune - atakiem psychicznym, który spowodował, że ciało Fortune „pokryło się zadrapaniami, jakby zaatakował ją jakiś monstrualny kocur". Fortune nie tracąc czasu oskarżyła Moina Mathers o „astralne morderstwo"! Młoda kobieta, była uczennica Pani Mathers, pojechała medytować do łona. Któ- regoś dnia zniknęła, a później znaleziono jej nagie ciało leżące na krzyżu, który rzeźbiła we wrzosach. Zmarła na atak serca - tak donosiła prasa - lecz Fortune odkryła, że zadrapania na ciele ofiary podobne były do tych, które porzednio poja- wiły się u niej . Nie miała żadnych wątpliwości co do tego, kto je spowodował. Z czasem jednak zarówno Fortune, jak i „Fraternity of the Inner Light", zaczęli dobrze prosperować. Dion wyszła za mąż, za lekarza nazwiskiem Henry Evans, który bardzo interesował się jej działalnością i nawiązał z nią współpracę w lecze- niu schizofreników i innych pacjentów z zaburzeniami psychicznymi, lecząc, i to z niezłym skutkiem, pozornie beznadziejne przypadki. Przeważająca część jej pracy wiązała się z „magią", praktycznym zastosowa- niem zasad ezoterycznych w życiu codziennym. Jedną z nauczanych przez nią, głównych praktyk była medytacja nad różnymi symbolami sefirotu. Słowo „symbol" jest zabarwione uczuciowo; ortodoksyjny mistyk zazwyczaj ignoruje wszelkie analizowanie symbolizmu, uważa wręcz, że jest to niepotrzebne odrywanie uwagi od rzeczywistości; szczególnie dotyczy to buddyjskiej szkoły zen. Jednak zwolennicy drogi tantrycznej uważają, że symbole są ścieżką do rzeczy- wistości. Oznaczają coś, czego uczeń jeszcze sobie nie uświadamia, coś, czego nie można się nauczyć inaczej, jak tylko przy pomocy tego czegoś. Symbol jest środ- kiem poznania, a jeżeli tak, to również zrozumienia i wiedzy. W tantrze tybetań- skiej, przykładowo, różni bogowie namalowani na tankach są sposobem ułatwia- jącym nam zbliżenie się do Pustki, do wyjścia poza formę. Każdy bóg jest mocą, a jego indywidualna cecha wyraża się w geście i kolorze. Bóg Ratnasambhava namalowany jest w kolorze złoto-żółtym, ponieważ przeświecają przez niego złote światła, które są światłami równości wszystkich istot. Przedstawia zasadę Uczu- cia, które przez niego staje się miłością i współczuciem dla wszystkiego, co żyje; siedząc na koniu reprezentuje aspekt szybkości i energii. Medytacja nad nim wypełnia umysł współczującą miłością, gdyż symbol ten nie tyle przedstawia ta- ki stan, co w rzeczywistości ma go wprowadzić do świadomości medytujące- go. W bardziej jeszcze przekonywającym przykładzie Dion Fortune mówi o her- bie: „Starożytnych odkrywców mądrości cechowało specyficzne podejście do włas- nej filozofii; każdy składnik Natury po kolei personifikowali, dawali mu nazwę i tworzyli symboliczną, reprezentującą go figurę, podobnie jak brytyjscy artyści wspólnym wysiłkiem stworzyli Britannię - postać żeńską na tle morza z tarczą ozdobioną godłem Zjednoczonego Królestwa, z trójzębem w ręku, hełmem na gło- wie. Gdy przeanalizujemy tę postać tak, jak badamy symbole kabalistyczne, doj- dziemy do wniosku, że każdy symbol w wielowarstwowym hieroglifie ma szcze- gólne znaczenie. Różne krzyże składające się na godło Anglii mają swoje odnie- sienia do czterech ras złączonych w Zjednoczonym Królestwie. Hełm należy do Minerwy, trójząb do Neptuna, a na wyjaśnienie symboliki lwa musielibyśmy poświęcić oddzielny rozdział. W zasadzie hieroglif okultystyczny najbardziej przy- pomina herb, a osoba tworząca hieroglif pracuje podobnie do herolda projektują- cego godło. W heraldyce każdy symbol ma dokładne znaczenie, a po połączeniu w godło reprezentuje konkretną rodzinę i jej krewnych tak, iż wiemy, kim jest dany człowiek i jaka jest jego pozycja społeczna. Magiczna figura jest godłem mocy, jaką przedstawia".2 W ten właśnie sposób sefirot lub Drzewo symbolizuje cechy Boga. Jeżeli rozpa- trzymy je razem, wówczas odsłaniają Całość w ruchu. Żadna sefira nie jest ukła- dem zamkniętym, całkowitym - wszystkie są względem siebie otwarte, każda obdarza swoimi właściwościami następną w ustawicznie poruszającej się spira- li. Gdy Fortune zaczęła nauczać medytacji nad Kabałą, podkreślała, że najważ- niejsze to zacząć od szczytu - od Keter. Zazwyczaj uczniom wpaja się - mówiła - że sefirot o trzech wierzchołkach należy do sfery Czystego Ducha i że nie możemy go sobie uświadomić, jeżeli jesteśmy jeszcze ograniczeni ciałem. Rozpoczęcie jed- nak od innego miejsca byłoby niezgodne z prawem kosmicznym. „..Afirmacja czystego bycia - tego, co wieczne, niezmienne, pozbawione atrybutów czy aktywności, będące u podstawy, zachowującego i warunkującego wszystko - jest zasadniczą formułą całego magicznego działania. Tylko wtedy, gdy umysł nasycony jest świadomością nieskończenie niezmiennego istnienia najgłębszej koncentracji i intensywności, może uświadomić sobie nieograniczoną moc. Ener- gia pochodząca z jakiegokolwiek innego źródła jest energią cząstkową i ograni- czoną. W samym Keter jest czyste źródło wszelkiej energii. Czynności maga mają- ce na celu skoncentrowanie energii (a które z nich takiego celu nie mają?) mu- szą zawsze zaczynać się od Keter, gdyż właśnie na tym poziomie znajdujemy pro- mieniującą siłę z Wielkiego Nieprzejawionego, nauczania nieograniczonej mocy. Ludzkiemu umysłowi - nie znającemu innego sposobu egzystencji niż poprzez formę i działanie - największą trudność sprawia wypracowanie odpowiedniej koncepcji, całkowicie bezkształtnego stanu pasywności, która jednak w zdecydo- wany sposób nie powinna być nie-bytem. Trzeba wszakże podjąć ten wysiłek, jeżeli chcemy zrozumieć podstawy kosmicznej filozofii. Nie wolno nam zaciągać zasłon negatywnej egzystencji na Keter, gdyż w ten sposób skazujemy się na odwieczny dualizm: Boga i Diabła, którzy zawsze będą walczyć w naszym kosmo- sie, a konflikt ich będzie trwać bez końca. Musimy ćwiczyć umysł, aby pojąć stan czystego bycia bez atrybutów lub działań; możemy go sobie wyobrażać jako ośle- piająco białe światło, nie podzielone na promienie pryzmatem formy, lub jako ciemność przestrzeni międzygwiezdnej, która jest niczym, a jednak zawiera za- rodki wszystkich rzeczy. Te symbole - na których spoczywa wewnętrzne oko - są większą pomocą w zrozumieniu Keter niż jakiekolwiek definicje filozoficzne. Nie możemy zdefiniować Keter, możemy tylko go wskazać".3 By pomóc uczniowi w uświadomieniu sobie Keter, często przedstawia się go w formie archaicznego obrazu brodatego króla ustawionego profilem. Można oglą- dać tylko jego prawą stronę, druga strona, pozbawiona ludzkich cech, jest ukryta, gdyż świadomość człowieka nigdy nie będzie w stanie jej pojąć. Jako król Keter determinuje wszelkie sprawy, wszystkie one z niego wypływają i dzielą w ten sposób jego Nieprzejawioną naturę. Dwa sefiroty, będące wierzchołkiem zewnętrznych filarów i tworzące pierwszy trójkąt z Keter, to pierwiastek żeński i męski (Adam i Ewa, Siwa i Siakti, Jang i Jin). Chochmah, źródło męskości jest także Najwyższym i Miłosiernym Ojcem. ,Aby dotrzeć do Chochmah - mówi Dion Fortune - musimy doświadczyć gwał- townego przypływu boskiej energii kosmicznej w jej czystej formie; energii tak potężnej, że w jej obliczu zwykły śmiertelnik ulega zniszczeniu. Lecz mimo iż widok Ojca Bożego uderza w śmiertelników jak ogień, Syn Boży schodzi między nich i można go wezwać za pomocą odpowiednich obrzędów - Bachanaliami w przypadku Syna Zeusa i Eucharystią w przypadku Syna Jahwe. Widzimy więc, że istnieje niższa forma przejawienia, która 'pokazuje nam Ojca', lecz obrzęd ten zawdzięcza swoje znaczenie wyłącznie temu, że czerpie Oświeconą Inteligencję, swoją Wewnętrzną Szatę Chwały z Ojca - Chochmah".4 Binah, kolumna usytuowana naprzeciw Chochmah, równocześnie przedstawia- jąca drugą stronę Chochmah, nazywana jest przez Fortune „Surowością", mimo że inne interpretacje podają jej nazwę jako „Zrozumienie". Binah jest Matką, która podobnie do samej Natury zdolna jest do burzy i do spokoju, do śmierci i życia. Można porównać ją do Siakti, której destrukcyjną stroną jest Kali, z naszyjni- kiem, w którym zamiast korali są obcięte głowy, ucieleśniającą wielką prawdę, że nie wolno nam przywiązywać się do stworzenia, ani cofać się przed tym, co wydaje się zniszczeniem. Binah dostaje siłę Chochmah, podczas gdy sama pozostaje twór- cą formy. Fortune wiedziała, jakie jest miejsce Binah w symbolice seksualnej. Wiedziała, że splecione postacie hinduskiego Siwy i Siakti są sakramentalnym obrazem czystego związku mądrości i współczucia; dzieląc się z nami świetnymi i zarazem praktycznymi uwagami powiedziała: „Chochmah i Binah przedstawiają pierwotną męskość i żeńskość w swych twór- czych aspektach. Nie są to symbole falliczne jako takie, lecz są to korzenie całej siły życia. Nigdy nie zrozumiemy głębszych aspektów ezoteryzmu, jeżeli nie uświadomimy sobie, co znaczy falliczność. Oczywiście nie chodzi tu o orgie w świątyniach Afrodyty, które okryły hańbą schyłek starożytnych pogańskich wie- rzeń i spowodowały ich upadek; falliczność oznacza, że wszystko opiera się na prawie ożywiania tego, co bezwładne, a jednak zawierające w sobie cały potencjał, za pomocą dynamicznej zasady, która czerpie swoją energię prosto ze źródła wszelkiej energii. W tej koncepcji można odkryć ważki klucz do wiedzy, jest to jeden z najważniejszych momentów w Misteriach. Jasne jest, że płeć przedstawia tylko jeden aspekt tego czynnika, i równie oczywiste jest to, iż wiele innych zna- czeń nie ma z płcią nic wspólnego. Nie możemy dopuścić do tego, by jakakolwiek z góry ustalona koncepcja, mówiąca o tym, co jest istotą płci, lub by jakiś stereoty- powy pogląd na ten ważny i zasadniczy temat odstraszył nas od wielkiej zasady ożywiania czy też zapładniania męskim pierwiastkiem tego, co bezwładne, a zawierające cały potencjał. Jeżeli to nas hamuje, to nie nadajemy się do Miste- riów, gdzie nad wejściem widnieją słowa: 'Poznaj siebie'. Ta wiedza nie prowadzi do wynaturzeń, gdyż wynaturzenie oznaczałoby utratę kontroli, która nie pozwala mocom przekroczyć granic wyznaczonych przez Natu- rę. Ten, kto nie panuje nad swoimi instynktami i zmysłami, jest tak samo nieprzy- stosowany do Misteriów, jak ten, kto je hamuje i rozprasza. Należy jednak stwier- dzić stanowczo, że Misteria nie zawierają praktyk ascetycznych, nie wymagają również celibatu, ponieważ nie zakłada się w nich, iż duch i materia to para sprzeczności nie do pogodzenia, lecz że są to różne poziomy tego samego. Czystość nie polega na kastracji, lecz na utrzymaniu mocy na właściwych miejscach i na odpowiednich poziomach, nie pozwalając, by sobie wzajemnie przeszkadzały. Uczy ona, że oziębłość i impotencja są takimi samymi wadami, i stąd patologiami płciowymi, jak nie kontrolowana pożądliwość niszcząca obiekt swoich namiętnoś- ci i pogrążająca się w upodleniu".5 Następny sefirot Drzewa jest dokładnie opisany w książce Dion Fortune The Mystical Quabalah. Zanim jednak rozstaniemy się z samym Drzewem, musimy wspomnieć, tak jak uczyniłaby niewątpliwie sama Fortune, o dwóch dziwnych, ciekawych etapach w środkowej kolumnie - Tiferet i Daat. Może nadeszła chwila, by pójść za jej radą i z powrotem przeniknąć Drzewo tak, by środkowa kolumna stała się kręgosłupem. Te dwa etapy staną się wówczas stanami naszej świado- mości. Tiferet to Piękno - nadzwyczajna jasność i wyrazistość pierwszej wizji Boga. Jest odbitym promieniowaniem Oświecenia i oznacza punkt zwrotny w naszym życiu. Jest to również punkt równowagi całego Drzewa, gdyż znajduje się w samym środku centralnej kolumny. Według Kabały jest to punkt, gdzie siła przeo- braża się w formę. Dawni kabaliści, kierując się niepowtarzalnymi właściwościami i pozycją tego sefirotu, nazwali sześć otaczających go sefirotów Adamem Kadmosem - prototy- pem człowieka. Tiferet - pierwsza chwila świadomości jest królem tych sześciu. Opisując Tiferet, Fortune mówi: „Cztery sefiroty poniżej Tiferet przedstawiają osobowość lub niższe 'ja'; cztery powyżej Tiferet są Indywidualnością lub wyższym 'ja', a Keter jest Boską Iskrą lub nasieniem przejawienia. Tiferet nigdy więc nie może być rozpatrywany jako wyizolowana część, lecz zawsze jako połączenie, punkt ogniskujący, centrum przejścia lub transmutacji. Środkowa kolumna zawsze związana jest ze świadomością. Dwie boczne, gdzie sposób działania sił jest odmienny, znajdują się na innych poziomach".6 Następny, wyższy etap świadomości to Daat, Czysta Wiedza. Daat to nie tyle jakaś szczególna gałąź Drzewa, lecz ogólne wrażenie Drzewa jako całości. Jest to wyjątkowa Wiedza, której odzwierciedleniem jest Tiferet. Fortune na temat Daat mówi niewiele. Wskazuje uczniom na Kundalini i na to, że Keter, Daat i Tiferet leżą wzdłuż jednej linii, środkowej kolumny lub kręgosłupa człowieka, i że Kun- dalini jest spiralnie okręcona wokół Jesod, znajdującym się tuż za nimi w środko- wej kolumnie. Styl życia Dion Fortune wraz z wiekiem nabierał cech ekscentryczności. Pokoje w jej domu w Bayswater poświęcone były poszczególnym aspektom ezoterycz- nych Misteriów, a jej Bractwo miało lożę w Glastonbury, miejscu, które uznała za centrum energii. Ona sama, według Kennetha Granta: nosiła mnóstwo biżuterii, którą skrywał luźny płaszcz, a kiedy wychodziła - co zdarzało się rzadko - nakładała czarny kapelusz z dużym rondem, spod którego wystawały i powiewały jasne, połyskujące włosy, tworząc na głowie jakby złoty nimb. Jej osobowość miała w sobie coś więcej niż ślad ekshibicjonizmu, który wyraźnie cechował Crowleya; pod koniec życia zebrała dziwaczny zbiór talizma- nów i różnych magicznych przyborów, paliła dziwne pachnidła w zdumiewająco rzeźbionych miskach wykonanych z połyskliwych metali. Po południu spacerowa- ła po Hyde Parku w ogromnym płaszczu przypominającym reklamę porto Sunde- mana. Tak też opisuje ona bohaterkę Moon Magie (jedna z jej książek) podobnie ubraną podczas spaceru nad mglistymi brzegami Tamizy... Fortune wyobrażała sobie podczas tych sporadycznych spacerów, że przechadza się, nie zwracając niczyjej uwagi".7 Gdy w 1939 roku wybuchła wojna, osobowość Fortune uległa zmianie, zaczęła udzielać się w różnych organizacjach i stwarzała wrażenie, jakby podobały jej się nudne spotkania z przeciętnymi ludźmi. Zmarła w 1946 roku po ciężkiej chorobie, gdy była jeszcze stosunkowo młoda i pełna życia. Od tego momentu jej poglądy nabrały rozgłosu, a dzisiaj ma wielu zwolenników, szczególnie wśród ludzi młodych. Niezależnie od tajemnic, jakie kryły się w jej poradach, udzielanych tylko we własnym Bractwie, o książkach możemy powie- dzieć, że są otwarte, żywe i pełne pasji, a jej podejście do magii jest nacechowane zdrowym rozsądkiem i powagą. Jej rady były zawsze praktyczne. Przykładowo, o medytacji kabalistycznej napi- sała: „Są psychologowie, którzy powiedzą nam, że Anioły kabalistów, Bogowie i Many innych systemów to nasze stłumione kompleksy; inni z kolei, nie tak ograniczeni, powiedzą nam, że te Boskie istoty to drzemiące w nas zdolności naszych wyższych 'ja'. Dla pobożnego mistyka nie jest to aż tak istotna sprawa, realizuje on swoje pragnienia i tylko to ma na względzie, natomiast mistyk-filozof, innymi słowy - okultysta - zastanawia się nad tym wszystkim i dochodzi do określonych wnio- sków. Wnioski te jednak można zrozumieć tylko wówczas, gdy wiemy, czym jest rzeczywistość i będziemy wyraźnie oddzielali to, co subiektywne, od tego, co obiektywne. Każdy, kto poznał metody filozoficzne, wie, jak ważne jest ich znaczenie. Indyjskie systemy metafizyczne posiadają bardzo rozpracowane i złożone sys- temy filozoficzne, próbujące opisać te idee i poddać je przemyśleniom. Mimo iż pokolenia widzących poświęciły swoje życie temu zadaniu, to koncepcje te nadal pozostają tak abstrakcyjne, że dopiero po długiej praktyce dyscypliny nazywanej na Wschodzie jogą umysł w ogóle może je pojąć".8 To prawda, że filozofię hinduską niełatwo jest zrozumieć, lecz Fortune jest nie- sprawiedliwa w odniesieniu do jogi, z której sama zaczerpnęła wiele idei, szcze- gólnie tych dotyczących czakr - rejonów energii psychicznej w ciele - które odno- siła do gruczołów wydzielania wewnętrznego. Mówi również o tym, że kabalista działa odmiennie od hinduisty. „Kabalista nie próbuje wznieść umysłu na skrzydłach metafizyki do oczyszczo- nego powietrza abstrakcyjnej rzeczywistości; formułuje konkretny, widzialny go- łym okiem system i pozwala mu reprezentować abstrakcyjną rzeczywistość, nieu- chwytną dla nie przygotowanego umysłu. Istnieje wiele symboli służących do medytacji: krzyż w chrześcijaństwie, posta- cie bogów w systemie egipskim czy symbole fąlliczne w innych wierzeniach. Nie wtajemniczeni używają tych symboli, by skupić umysł i wprowadzić pewne myśli, przywołać związane z nimi idee i wyzwolić pewne uczucia. Wtajemniczony, z kolei, korzysta z tego systemu symboli inaczej, używa go tak, jak algebry, za pomocą której odczytuje tajemnice nieznanych mocy, czyli uważa symbol za środek pro- wadzący myśl do tego, co Niewidzialne i Niepojmowalne. A jak to robi? Za pomocą symbolu złożonego; symbol, który jest niezależną częścią, nie będzie mógł spełnić tego celu. Kontemplując symbol złożony, przykła- dowo Drzewo Życia, zauważa określone związki pomiędzy jego częściami. O nie- których już coś wie, w innych tylko coś wyczuwa albo ściślej, domyśla się ich, opierając się na podstawowych zasadach. Umysł, przeskakując od jednego znane- go aspektu do drugiego, pokonuje pewne odległości, metaforycznie można powie- dzieć, że przypomina podróżnika na pustyni, który wie, że są dwie oazy i decyduje się na forsowny marsz, by do nich dotrzeć. Nigdy nie wybrałby się w podróż po pustyni, zaczynającej się w pierwszej oazie, gdyby nie znał miejsca, gdzie znajdu- je się druga i pod koniec podróży nie tylko dowiedział się czegoś o drugiej oazie, lecz także obejrzał sobie teren znajdujący się między obiema. I tak maszerując wytrwale od oazy do oazy, w tę i z powrotem przez pustynię, powoli bada ją; a jednak pustynia niezdolna jest do utrzymania życia. Tak to wygląda w kabalistycznym systemie symbolicznych oznaczeń. Sprawy, jakie przedstawia, są niewyobrażalne - a jednak umysł, przechodząc od symbolu do symbolu, potrafi o nich myśleć, i mimo iż musimy zadowolić się patrzeniem w pociemniałe szkło, to istnieją podstawy, by mieć nadzieję, że ostatecznie zobaczy- my wszystko wprost, a poznamy to tak, jak poznajemy samych siebie. Umysł ludzki rozwija się dzięki ćwiczeniu, i to, co na początku było niewyobrażalne - podobnie jak matematyka dla dziecka, które nie potrafi liczyć - później zaczyna być dla niego jasne. Myśląc o jakiejś rzeczy, tworzymy jej idee".8 Fortune wpajała studentom, że każda sytuacja życiowa jest sytuacją, w której można się czegoś nauczyć. Gdy sobie to przemyślimy, zauważymy, że życie tak widziane zawsze dodaje nam sil i wynagradza. Oddaje swoją świeżość zrutynizo- wanemu umysłowi, przypominając nam, że możemy jedynie się domyślać, a nie wiedzieć na pewno, co przyniesie następna chwila. Różnymi sposobami zachęcała swoich uczniów do nowego myślenia, lecz rów- nocześnie przestrzegała ich przed duchową szarlatanerią: „Nierozważne babranie się w seansach, przepowiedniach, psychizmach i podob- nych sprawach uważam za coś ponurego, gdyż w takim podejściu nic się nie liczy- poza osobistymi pragnieniami - i nikt nigdy nie zastanawia się nad duchową war- tością tego, co robi. Tak się składa, że zło początkowo jest niezauważalne - poja- wia się w formie bardzo wyraźnej, lecz zwodniczej pobożności, w której wzywa się Boga, by pobłogosławił to, co się dzieje, lecz nigdy nie pyta się Go, czy jest to zgodne z jego wolą. Zakłada się, że to, co się realizuje, jest nieszkodliwą rozrywką albo nawet aktywnym moralnym oddziaływaniem, próbującym wznieść umysł ponad ograniczenia materii, a więc wzmocnić wiarę; nie bierze się pod uwagę skutków, a doświadczenie mówi, że skutki są dalekosiężne i chociaż niekoniecznie muszą oznaczać moralne zepsucie osób, które w rzeczywistości są zdrowe na umy- śle - tutaj musimy uniewinnić je z tego tak często przytaczanego zarzutu - to jednak powodują widoczne pogorszenie się niektórych właściwości umysłu, a szczególnemu stępieniu ulegają zdolności logicznego myślenia i osądu. Każda for- ma psychicznie paraliżującego lub nienormalnego zainteresowania jest moim zdaniem niepożądana, gdyż sprawia, iż osoba, która się w to angażuje, jest niez- dolna do poważnej pracy".10 To ostrzeżenie nie dotyczy posługiwania się kartami Tarota, gdyż Fortune bar- dzo ceniła ich symoblikę. Jeszcze raz należy podkreślić, że pozbawiony uprzedzeń umysł stanowi wielką pomoc, gdy dochodzi do właściwego spojrzenia na to, co większość ludzi uważa za czysty zabobon. Karty Tarota przedstawiają w zasadzie symbole Drzewa, a ich stosowanie na pewno pomaga w wyobrażeniu sefirotu. Właściwe stosowanie kart Tarota daje podobne możliwości przepowiadania, jak heksagramy I-Ching- księgi przepowiedni opracowanej przez Konfucjusza. Wiel- ką zasługą I-Ching jest to, że nie tyle przewiduje przyszłość, ile doradza, jak właś- ciwie zachować się w teraźniejszości. Karty Tarota również umożliwiają przyjęcie pewnych rad, i to niebanalnych, jeżeli odpowiednio się je przestudiuje. Stosowanie Tarota było dla Fortune podstawą w zrozumieniu Drzewa. Tarotowi, podobnie jak i astrologii, ufała bez zastrzeżeń. „Drzewo Życia, astrologia, Tarot to nie trzy mistyczne systemy, lecz trzy aspek- ty jednego i tego samego systemu i każdy z osobna jest niezrozumiały. Tylko wtedy, gdy studiujemy astrologię, biorąc za podstawę Drzewo, otrzymujemy całoś- ciowy system filozoficzny. To samo dotyczy systemu przepowiedni Tarota i same- go Tarota z jego czytelnymi interpretacjami, dającymi nam klucz do Drzewa w powiązaniu z ludzkim życiem. Wszystkie systemy przepowiedni i praktycznej magii wywodzą swoje zasady i filozofię z Drzewa; ten, kto próbuje używać ich bez klucza, przypomina lekkomyśl- nego pyszałka posiadającego urzędowy spis aktualnych leków, a dozującego je sobie i przyjaciołom, kierując się jedynie wskazaniami na reklamówkach, według których choroba krzyża zawiera w sobie wszystkie choroby nie objawiające się bólem z przodu ciała. Wtajemniczony, który zna swoje Drzewo, przypomina leka- rza znającego zasady fizjologii oraz skład chemiczny leków i na tej podstawie przepisującego lekarstwo".11 Fortune umierała z przekonaniem, że Kabała stanie się prawdziwą jogą Zacho- du. Uważała, że religia, będąca tylko teorią i zapatrzeniem w dobrobyt, w której zabraknie zasadniczych praktyk jogi i medytacji, jest skazana na skostnienie i wyjałowienie. Cały czas podkreślała konieczność jogi w chrześcijaństwie, słusznie przewidując, że bez jej wzbogacających treści coraz więcej ludzi zacznie zwracać się do wschodnich metod. Do tej pory Kabała nie została przyjęta w takim stopniu, jak wschodnia joga, która właśnie przechodzi szczytowy okres swojego przeszczepu. Nie ulega jednak wątpliwości, że wszystkim ludziom znajdującym się na okultystycznej ścieżce Drzewo oferuje jedyny i niepowtarzalny klucz do zrozumienia wszystkich form jogi, a samo w sobie jest też drogą dla wielu.
  • RUDOLF STEINER 1861 - 1925

    Gdy Rudolf Steiner był jeszcze chłopcem dorastającym w odległych rejonach Karpat, zaczął w dziwny sposób odczuwać obecność żywych istot - niewidzialnych dla oka. Niektóre wyjątkowe dzieci rozwijają wewnętrzny świat fantazji, lecz świat Steinera był światem bezpośredniej percepcji a nie wyobraźni, gdyż z natu- ry był on realistą, obdarzonym ponadto wrodzonym poczuciem rozsądku i uzdol- nieniami matematycznymi. Do serca i umysłu dziecka, wrażliwego na piękno i mającego szczęście, by wychowywać się na wsi, przemawiają cały czas różne zjawiska: słońce prześwie- cające przez gęstwinę lasu, wiatr wprawiający wszystko w ruch, miękka trawa i aksamitne światło księżyca. Takie dziecko zazwyczaj jest głęboko świadome spo- koju i ruchu, ciszy i dźwięku, światła i ciemności, czego nie można powiedzieć o kimś, kto cały czas żyje wśród ulicznych świateł i ustawicznego ruchu. W wiejskim dziecku może rozwinąć się intensywne życie wewnętrzne. Może głębiej niż potrafi to opisać, odczuwać zdziwienie i grozę, kontakt z istotą rzeczy, która jest nieskończenie ważniejsza niż przedmioty widziane gołym okiem. Tak się dziwnie składa, że nie jest to droga prowadząca w nierealny świat fantazji, lecz specyfika świadomości, docierania do rzeczy w samej ich istocie. Najczęściej pro- wadzi ona do lepszego zrozumienia spraw praktycznych, gdyż intuicyjna świa- domość rozwija zdolność do stopienia się w jedno z tym, co istnieje. Mistyka ce- chuje tęsknota do odczuwania rzeczy w ich istocie (buddyści nazywają to Ta- kością). Steiner był i jednocześnie nie był takim mistykiem. Z jednej strony był głęboko świadomy i przejęty otaczającym go pięknem, a z drugiej - jego intuicje przybrały konkretną formę i widział za pomocą tego, co nazwał jasnowidzącym postrzega- niem - duchowe istoty przy pracy, tworzące to piękno. Tak jak niejeden z nas, Steiner musiał prowadzić podwójne życie. Znalazł się pomiędzy duchowym światem kreacji i harmonii a powszednim światem ciężkiej pracy i braku „odpowiedniego" pochodzenia. Był najstarszym dzieckiem naczelni- ka stacji, zatrudnionego przez południowoaustriacką kolej. Rodzina żyła na gra- nicy nędzy. Każdego dnia Rudolf musiał maszerować kilka kilometrów do szkoły; niezależnie od zajęć szkolnych, pomagał przy różnych pracach w domu. Już w wieku lat piętnastu zarabiał na swoją naukę, udzielając korepetycji innym ucz- niom. Niewiele więc zostawało czasu na budowanie świata fantazji. Sam Steiner z pewnością by się z tym zgodził. Zawsze twierdził, że postrzegał tylko fakty, któ- rych inni nie widzą, lecz również mogliby, gdyby rozwinęli odpowiednie narządy percepcji. Możliwość poznawania od najmłodszych lat zasad funkcjonowania ko- lei przyczyniła się do jego fascynacji techniką. Ślęczał nad rozkładami jazdy i całkowicie pochłaniały go tajemnice działania maszyn. Gdy miał osiem lat, pozwolono mu wypożyczyć ze szkoły podręcznik geo- metrii, który otworzył przed nim nowe perspektywy. Przez długie tygodnie jego myśli nie mogły się oderwać od figur i ich wzajemnych zależności. Cały czas wysi- lał umysł, by rozwiązać problem, gdzie stykają się linie równoległe. Przypomina- jąc sobie własne dzieciństwo, był przekonany, że właśnie dzięki geometrii, po raz pierwszy , był w pełni zadowolony z życia wyłącznie umysłowego, wyobrażając sobie problemy bez projektowania ich na rzeczywistość zewnętrzną. Ta radość, jaką znajdował w geometrii, w końcu przywiodła go do zrozumienia, że: „przedmioty i zdarzenia postrzegane zmysłami znajdują się w przestrzeni. Po- dobnie jak przestrzeń, będąca na zewnątrz człowieka, istnieje pewien rodzaj prze- strzeni duszy wewnątrz człowieka, która jest areną dla duchowych światów i zda- rzeń".1 W samych myślach nie tyle zauważał bezpośrednie wyobrażenia lub umysłowe obrazy, jakich cały czas używamy, lecz widział, iż koncepcje, do których człowiek dochodzi - wywodzące się z tych umysłowych obrazów - tworzą w sumie odmien- ny poziom myśli. Wyjaśnia to na przykładzie krowy. Jeżeli każe się nam pomyśleć o krowie, to każdy człowiek, opierając się na własnym doświadczeniu, zobaczy inną krowę. Gdy poprosi się go, by wyjaśnił, czym jest krowa - to wszyscy przed- stawimy podobne wyjaśnienie. Idea jest tym, co wspólne, dane nam wszystkim, natomiast umysł, według Steinera, jest niepowtarzalny i posiada w sobie wiedzę wykraczającą poza człowieka. Doszedł do przekonania, że wszystkie idee mają swoje źródło w duchowych istotach. Przyjął pogląd - po raz pierwszy sformułowany przez Platona w trochę odmiennej formie - że każda właściwość: miłość, dobroć, litość itp. ma swój arche- typ (idealny pierwowzór) w świecie istniejącym poza człowiekiem, w świecie, od którego człowiek oderwał się poprzez upadek. Steiner postrzegał archetypy jako istoty promieniujące swoimi właściwościami na ziemię, a kórych cień człowiek uświadamiał sobie pod postacią koncepcji w umyśle. Jest to klucz do zrozumienia myśli Steinera. Świat jest duchowy i wszystko pochodzi ze źródła duchowego. Na przykład, to nie mózg tworzy myślenie, lecz myślenie tworzy mózg. To poprzez uświadomienie sobie, że „tutaj człowiekowi wolno wiedzieć coś, cze- go sam umysł doświadcza dzięki własnej sile"2, Steiner mógł, nawet jako dziecko, pogodzić te dwa światy, w których żył - zwykłą rzeczywistość zewnętrzną i we- wnętrzny świat Istot duchowych, które, jak twierdzi, tworzyły jego myśli. Nikomu jednak nie opowiadał o swoim życiu wewnętrznym, mimo iż jego intensywność stawała się coraz bardziej odczuwalna, w końcu jednak uprzytomnił sobie, że musi o tym mówić. Zanim jednak to uczynił, przez dwadzieścia lat prowadził gorliwe badania i stu- dia, by zbudować pomost łączący ducha z materią, łączący jego wewnętrzne doświadczenia ze zmysłowo postrzeganą rzeczywistością. Te poszukiwania, jak i inne badania, doprowadziły go do tajemniczej Tablicy Szmaragdowej Hermesa Trismegistosa. Tablica ta została podobno wyryta fenickim pismem przez Herme- sa i znaleziona w jego dłoni, w grobowcu, przez Aleksandra Wielkiego. W komen- tarze do niej obfituje cała zachodnia historia ruchów ezoterycznych. Różne towa- rzystwa, np. Różokrzyżowcy, których Steiner był aktywnym członkiem, uważały Tablicę Szmaragdową lub Hermetyczną za klucz do przemiany ludzkiej wiedzy o prawach natury w nadzmysłowe poznanie duchowych praw wszechświata, gdyż pierwsze zdanie Tablicy Szmaragdowej brzmi: „To, co jest w górze, jest podobne do tego, co na dole, to, co jest na dole, jest podobne do tego, co jest w górze, po to, by osiągnąć cud jednej rzeczy". W późniejszym wieku Steiner widział w tym zda- niu podstawę alchemii i łączył je z pracą innych filozofów alchemii, np. z Jakubem Boehme. Te wewnętrzne poszukiwania szły w parze z codziennością Steinera wypełnioną ciężką pracą i walką. Najpierw studiował na Politechnice Wiedeńskiej utrzymując się z korepetycji. Gdy ukończył matematykę i nauki ścisłe, los uśmiechnął się do niego. Poproszono go, by opracował naukowe pisma Goethego do nowego wydania Kurschnera. Ponieważ Goethe reprezentował podobny typ umysłowości, więc Steiner mógł wreszcie zanurzyć się w obydwa światy, które Goethe również odkrył. Poeta poświęcił całe lata na spisywanie dokładnych obserwacji zjawisk w przyrodzie: roślin, ptaków, chmur, kolorów, i wysnuł na podstawie tego wszystkie- go wizję bliską koncepcji Platona, że każda rzecz w przyrodzie ma swój archetyp - swoją „ideę" - istniejącą w świecie wyższym. Było to bardzo bliskie doświadczeniom Steinera. Być może Steiner potrzebował wsparcia się myślą Goethego, aby po pewnym czasie przedstawić własną wizję świata. Nazwał tę wiedzę nauką duchową, czyli antropozofią (nazwa pochodzi od greckich słów antropos - człowiek i sophia - mądrość). Jego pierwsza publikacja The Philosophy of Freedom ukazała się w 1894 roku i wyróżnia się spośród innych jego prac. Bez odwoływania się do swoich zdolności jasnowidzenia, w sposób czysto merytoryczny próbuje zdefiniować związek, jaki zachodzi między otaczającą nas rzeczywistością natury, wewnętrznym światem myśli, a działaniem „myślenia" lub refleksji, która te dwa światy łączy w naszej świadomości, tworząc prawdziwe doświadczenie. Jest to działanie prowadzące do wolności - mówi - i jest to działanie, które z trudnością postrzegamy. Widzimy jedynie ideę wynikającą z działania i przywłaszczamy ją sobie jako własną. Mamy więc własny „świat myśli" i nie zdajemy sobie sprawy z tego, że myśli są produk- tem poprzedzającego je działania. A właśnie to działanie łączy percepcję z ideą i bez niego nigdy nie zobaczylibyśmy związku między rzeczami. Steiner upatruje drogi do wolności w myśleniu; gdyż jest to nasze jedyne obiektywne narzędzie wiedzy. Zanim jednak można będzie sformułować jakiekolwiek idee, musi zaist- nieć proces myślenia. Jeżeli przyjmiemy np. założenie: „Trudno to zrozumieć", to już przeszliśmy etap myślenia i dotarliśmy do produktu, do myśli. Uważał, że myślenie istnieje już przed rozróżnieniem podmiotu i przedmiotu. To ukształto- wało jego pogląd, że myślenie rzeczywiście tworzy idee tego, co wewnętrzne i zewnętrzne, idee ja i ty, a również wszelkie inne koncepcje. Tak więc początkiem wiedzy i zrozumienia - według Steinera - nie jest idea, lecz proces uświadamiania i myślenia, dzięki któremu idea się pojawia. Wierzył, iż ten proces jest narzędziem, którym posługują się działające w nas wyższe moce, i jeżeli potrafimy na powrót doprowadzić umysł do stanu czystego myślenia sprzed ukształtowania się poglądów, to rozwiniemy w sobie wolność umożliwiającą nam doświadczenie prawdziwej natury egzystencji. (Wolność od znanego jest także jedną z myśli przewodnich Krishnamurtiego i chociaż jego wnioski są całkowicie odmienne, to jednak on również uważa, iż należy porzucić świat poglądów - świat nazywany przez hindusów maja). Publiczność, której Steiner przedstawił swoje rozważania, nie była mu zbyt przychylna. Lata pracy spędzone w Weimarze, w archiwum Goethego, przysporzy- ły mu wielu przyjaciół z kręgu filozofów, artystów i pisarzy, gdyż Weimar był wówczas, na przełomie wieku, żywym centrum współczesnej myśli. Jednak The Philosophy of Freedom - choć została napisana już po okresie weimarskim, w czasie gdy wydawał literackie czasopismo w Berlinie - nie zdołała zainteresować wybitnych umysłów tej epoki. Zwolennicy Steinera wywodzili się głównie z Towarzystwa Teozoficznego, któ- rego był wysoce szanowanym członkiem. Krótki szkic ich poglądów przedstawio- ny jest na str. 50. Kiedy w 1902 roku Steiner został głową niemieckiej filii teozo- fów, dodał do ich kosmologii własną. Istnieje nawet plotka, że miał nadzieję prze- jąć całe Towarzystwo Teozoficzne. Faktem jednak jest to, że przyjął dziwną poli- tykę, przyłączając się w roku 1906 do innego towarzystwa „The Order of the Temp- ie of Orient" (Zakon Świątyni Orientu), które znane było z praktyk magii seksual- nej. Posunął się nawet dalej, prowadząc jedną z loży, nazywaną „Mysteria Mystica Aeterna", mimo iż cały czas utrzymywał, że nigdy nie miał zamiaru działać w ramach takiego towarzystwa. Pomimo to, iż bardzo go krytykowano, udało mu się zachować dobrą reputację wśród teozofów, szczgólnie dzięki publikacji następnych książek, wydawanych kolejno: Theosophy, Knowledge of the Higher Worlds and Its Attainment i w koń- cu The Occult Science. Ta ostatnia zawiera cale jego przesianie oparte na obse- rwacjach jasnowidza. Człowiek - sądził - składa się z trzech ciał lub powłok rozwijających się od początku świata, gdyż nie jest on najmłodszym gatunkiem na ziemi, lecz najstar- szym. W ciągu swej całej ewolucji człowiek rozwijał się, przechodząc przez niezli- czone formy. Po człowieku-rybie nadszedł czas na człowieka-zwierzę kręgowe i tak dalej, aż do chwili obecnej . Jedynie skały i minerały nie zawierały w sobie żadnego aspektu ludzkiego rozwoju. W każdym rodzaju swojej egzystencji czło- wiek zwiększał świadomość, wyszedł ze świata roślin i kierował się ku temu, co duchowe. Jeżeli chodzi o niezliczone gatunki pozostałych ryb i zwierząt, żyjących obecnie w swej zwierzęcej postaci, to są to zwierzęta, którym nie udało się rozwi- nąć w ludzką postać, gdyż nie potrafiły oddzielić się od swojej rybiej czy trochę wyżej zorganizowanej, lecz też zwierzęcej natury. Ugrzęzły w tym, co rybie i zwie- rzęce (musimy wszakże przyznać, że wielu ludzi pogrąża się często w bliskim temu, wynaturzonym człowieczeństwie). Biorąc pod uwagę zagadkę człowieka, a także fakt, że potrafi on zastanawiać się nad własną świadomością - zdolność, której żadne inne stworzenie nie posiada - to musimy przyznać, że ta teoria psychologicznej ewolucji nie jest tak całkiem pozbawiona sensu. Steiner dostrzega dwie siły ustawicznie działające w nas pod- czas całej ewolucji: siłę, pochodzącą z samej Ziemi, która utrzymuje, ochrania, lecz ostatecznie niszczy, oraz siłę spoza Ziemi, wznoszącą umysł do coraz wyższej świadomości i wolności, którą odzwierciedlają aktualne procesy fizjologiczne. U- dało mu się poznać źródło tych sił dzięki jasnowidzeniu, a bardziej szczegółowe informacje można znaleźć w uprzednio wymienionych książkach. Człowiek pojawił się, a to, że jest tym, kim jest obecnie, zawdzięcza niezmiernie długiej ewolucji. Ślady tej ewolucji pozostały w nim, np. płód przechodzący kolej- ne stadia ewolucji w macicy, i umysł, który - według Steinera - zawiera w sobie pamięć innych eonów. Uważa on, że człowiek nie jest tabula rasa w dniu swoich narodzin. Reinkarnował się już uprzednio, jako jednostka duchowa, uczestnicząc we wszystkich etapach ewolucji. Śmierć nie jest ostatecznym kresem człowieka, lecz czasem odpoczynku, podobnie jak dzień, który kończy się snem. Trzy ciała lub powłoki, w które reinkarnuje się człowiek, odgrywają w teorii Steinera zasadniczą rolę. Idea ta nie jest jego oryginalnym pomysłem, lecz właś- nie on szczegółowo ją opracował i wykorzystując do tego swoją wiedzę zbadał wzajemne związki tych ciał i odgrywane przez nie role. Pierwsza powłoka to ciało fizyczne, ziemskie, o którym współczesna nauka potrafi wiele powiedzieć. Według Steinera jest materialnym nośnikiem pozosta- łych. Druga to ciało eteryczne. To właśnie tutaj, jeżeli jesteśmy uczciwi, rodzą się nasze wątpliwości, gdyż nikt, oprócz jasnowidza, nie jest w stanie zobaczyć ciała eterycznego. Czym ono jest? Steiner mówi, że jest to siła życia scalająca organizm i utrzymująca go w pozycji pionowej. Żaden z naszych narządów, żadna z naszych kończyn nie żyje odrębnym życiem. Trzymają się razem, tworząc zwarte ciało wykonujące określone czynności. Gdy siła eteryczna opuszcza ciało, następuje jego śmierć i rozpad. Słowa ciało eteryczne są może trochę niejasne, ale w pew- nym sensie można uważać je za coś półfizycznego, przypominającego gaz lub atmosferę, która otacza ciało fizyczne niczym chmura. „Badaczowi życia duchowego - mówi Steiner - ta sprawa przedstawia się następująco. Ciało eteryczne nie jest dla nas tylko produktem materii i wypadko- wą sił ciała fizycznego, lecz prawdziwie niezależną jednostką, która kreuje tę fizyczną materię i wytwarza siły do życia... Aby to ciało zobaczyć, dostrzec w innej istocie, musimy mieć wykształcone 'oko duchowe'. Bez tego będziemy przyjmować życie po prostu jako fakt, opierając się na logicznych przesłankach, a przecież posiadamy możliwość, by ogarnąć wzrokiem duchowym to, co się dzieje, i to w sposób tak naturalny, jak postrzegamy kolory".1 Często wyśmiewano się z ludzi mówiących o ciałach eterycznych, lecz najno- wsze badania naukowe zaczynają dostarczać dowodów na ich istnienie. Steiner i jego uczniowie często opisywali je jako aurę wokół ciała fizycznego, przyjmującą określone kolory w zależności od zdrowia danego człowieka. Obecnie dzięki bada- niom radzieckich uczonych odkryto, iż ciało fizyczne wysyła fale elektromagne- tyczne, które można zobaczyć gołym okiem. Wzrok wielu ludzi nie odbiera tej dłu- gości fali, ale pewien biolog z Cambridge za pomocą okularów z wklęsłymi szkła- mi, wypełnionymi specyficznym, przezroczystym barwnikiem, wysubtelnił oko do tego stopnia, że widział aurę bardzo wyraźnie. Stwierdził, iż powietrze jej nie roz- prasza, natomiast reaguje na magnes zbliżony do skóry. Aura składa się z dwóch warstw - zewnętrznej, mglistej i wewnętrznej, jaskrawej, a najdalej wystaje w okolicach nosa i przy palcach. Radziecki uczony Kirlian posunął się dalej w swoich badaniach i zbudował maszynę wytwarzającą pola elektryczne o wysokiej częstotliwości, a także optycz- ny wizjer umożliwiający widzenie jej bezpośrednio bez filmu czy barwnika. Rezul- tat, choć nadal jeszcze kontrowersyjny, pokazuje, że wszystko, co żyje w zasięgu pola elektrycznego wysokiej częstotliwości, iskrzy się , promieniując światłem i kolorem. Najważniejsze jest jednak to, że wzory i kolory (zbadane na przykładzie palca) zmieniają się wraz z nastrojem i zdrowiem badanego. Lyall Watson, rela- cjonująca całe doświadczenie w „Supernature", mówi, że „świeżo zerwany liść świeci wewnętrznym światłem, promieniami przedostającymi się przez jego pory, które stopniowo wygasają wraz ze śmiercią liścia. Liście roślin tego samego gatunku wykazują podobne wzory, lecz wystarczy, aby któraś z roślin była chora, a wzór na liściu będzie całkowicie odmienny". Możliwe jest, że gdy Steiner „widział" ciała eteryczne ludzi, mógł to czynić bez pośrednictwa przyrządów, po prostu gołym okiem, gdyż jak mówi Lyall Watson: zakres ludzkiej wrażliwości jest dość szeroki, niektórzy słyszą dźwięki, które dla innych są niesłyszalne, jeszcze inni widzą długości fal niewidzialne dla reszty. Ci, którzy twierdzą, że widzą aurę dookoła żywych istot, mogą być uwrażliwieni na podczerwień w końcówce widma. Fale tej długości istnieją poza zakresem perce- pcji stożkowo ukształtowanych komórek w naszej siatkówce, które rozróżniają widoczne kolory, ale mogą znajdować się w zasięgu pałeczkowatych komórek, które są bardziej wrażliwe na niższe natężenia światła".4 12 — Współcześni.. 177 Żadna jednak aktywność zwykłych zmysłów nie umożliwi nam dostrzeżenia trzeciego ciała czy powłoki, o których mówi Steiner. Stanowi ona ciało astralne człowieka. Każde żyjące stworzenie, łącznie z rośli- nami, posiada ciało eteryczne, gdyż inaczej uległoby dezintegracji. Ale tylko zwie- rzęta i ludzie mają ciało astralne, będące wewnętrznym życiem świadomości - mówił Steiner. Myślenie, odczuwanie i pragnienie to zakres działania ciała astral- nego i to właśnie ono jakościowo różni się od pozostałych. Ciała fizyczne i eterycz- ne zasadniczo związane są z materią. To, co eteryczne, ożywia ciało fizyczne - twierdził Steiner - gdyż wpływy duchowe działające w sferach wszechświata ciąg- ną je w górę i wypychają na zewnątrz. Jeżeli dotrzemy do astralnego planu „my- ślenia" w organizmie człowieka, to te wpływy duchowe objawiają się jako Isto- ty: „Jeżeli zaczniemy mówić o 'świecie astralnym', to posuwamy się naprzód - według percepcji Świadomości Natchnionej - od wpływów ze Świata Sferycznego do duchowych istot, które objawiają się w tych wpływach, podobnie jak zasoby Ziemi unaoczniają swoje przeznaczenie dopiero po zastosowaniu ich na powierz- chni. Mówimy o określonych duchowych istotach, działających w przestrzeni ko- smicznej, tak jak mówimy o gwiazdach i konstelacjach, gdy nocą patrzymy w niebo".5 Ponieważ wszyscy potrafimy myśleć, możemy podążać za Steinerem, kiedy świadomość i jej funkcje uznaje on za części ludzkiego organizmu. Możliwe, że pomoże nam to zrozumieć budowę naszego ciała, zwłaszcza jeśli chodzi o jego aspekt astralny, szczególnie przyciągający naszą uwagę. Jest to krok dalej w widzeniu istot, których odbiciem lub cieniem są nasze myśli, lecz nie każdy zgodzi się, że jest to krok w kierunku oświecenia. Steiner wymienia czwarty czynnik - organizatora i tego, co harmonizuje te trzy ciała - zasadnicze ,ja" lub ego. W bezpośrednim odczuciu „ja" Steiner upatruje ducha; definiując ciało astralne, nazwie je duszą, a „ja" duchem. Inni mędrcy, o których mówiłam, szczególnie Ramana Maharishi, wierzyli w to, że skierowanie uwagi na ,ja" ma duchowe znaczenie. Może steinerowską analizę wszechświata łatwiej byłoby zrozumieć, gdyby spoj- rzeć na nią inaczej. Zamiast budować wszystko od ciała mineralnego po duchowe istoty w przestrzeni kosmicznej - co czyni zawsze w swoich książkach - prościej byłoby zacząć prezentację poglądów od tych istot i schodzić w dół, gdyż w rzeczy- wistości podstawą jego koncepcji jest Całość podzielona na mnóstwo aspektów. Jeżeli będziemy pamiętali, że Steiner, opracowując swoją hierarchię, przypisuje wszystko ciałom duchowym, to będziemy rozumieć, dlaczego jego wszechświat zawiera istoty i jednostki, dusze ludu itd., a nie plany egzystencji. Nie wolno nam jednak sądzić, iż Steiner chciał być uważany za kogoś nadzwy- czajnego jedynie z tego powodu, że „widział" to, czego inni nie widzieli. Wszysto, co wiemy o jego życiu, wskazuje na to, iż był prawdziwie szczery w swoim pragnie- niu, by pomóc innym odkryć to, co sam poznał dzięki siłom okultystycznym. Ułożył całą serię ćwiczeń, by pomóc rozwinąć jasnowidzące oko i podkreślał potrzebę moralnego przygotowania przed rozpoczęciem jakiejkolwiek pracy ezoterycz- nej - trzy stopnie rozwoju moralnego miały przypadać na jeden rozwoju ducho- wego. Książka The Occult Science obfituje w ćwiczenia mające rozwinąć myśl, wolę, spokój, pewność i otwartość umysłu - większość z nich jest bardzo pożyteczna, a ich źródło znajdziemy w Ośmiostopniowej Ścieżce Buddy. Szczególnie jedno ćwi- czenie - pod koniec dnia musisz uwolnić się od swoich czynności, przyglądając się sobie, jakbyś był kimś innym - tak bardzo otwiera nam oczy, że powinno ono stać się powszechną praktyką. Podkreślał też, że nigdy nie powinniśmy oceniać rozwo- ju innych ludzi (w przeciwieństwie do Gurdżijewa, który domagał się sprawo- zdań) ani ich osądzać, lecz zawsze szukać w nich tego, co najlepsze, i zestroić się z tym jak najżyczliwiej. Bardziej ezoteryczne ćwiczenia mające na celu rozwinięcie czakr (termin hin- duski określający psychiczne ośrodki w ciele) przygotowywali nauczyciele w stei- nerowskich ośrodkach. Są również inne ćwiczenia ułożone z myślą o sprowadza- niu wspomnień z przeszłych egzystencji. To właśnie, jeśli chodzi o te sprawy, kry- tycy mogą z pewnością oskarżyć Steinera o marzycielskie fantazje. Pisał, zachę- cając do podtrzymania wiary w zagubione kontynenty Atlantydy i Lemurii, co spowodowało, że nagle wiele osób, nie wiadomo skąd, zaczęło twierdzić, iż pamięta inkarnacje z tych mitycznych miejsc. Wody okultystyczne mogą być naprawdę mętne, a to, że Steiner z hukiem w nie wpada, może wywołać nasze zniecierpliwienie, lecz musimy przyznać bez waha- nia, iż jego charakter cechowała spójność i że był niezależny. Niektórym przywód- com Towarzystwa Teozoficznego nie podobała się ta niezależność niemieckiego odszczepieńca. Z kolei Steiner, dla którego osoba Chrystusa wiązała się z głęboki- mi religijnymi przeżyciami, nie mógł mieć pochlebnej opinii o kreowaniu przez Annie Besant Krishnamurtiego na nowego Chrystusa. Pojawiły się też inne róż- nice w poglądach - jedna szczególnie ważna dotyczy sprawy związanej z Marie von Sivers, Rosjanką z terenów nadbałtyckich, z którą Steiner się ożenił i która wywarła na jego życie ogromny wpływ. Sama będąc pasjonatką, aktorką lubującą się w rolach dramatycznych, zachęcała Steinera do wyrażania swoich idei w for- mie dramatycznej, to znaczy przekładania swoich przekonań na język sztuki w różnych jej formach. Gdy więc bardziej wpływowi członkowie Towarzystwa Teozoficznego pewnego razu przyjechali do Berlina na swój coroczny kongres, byli skonsternowani, wi- dząc salę wykładową przystrojoną jaskrawymi obrazami, a potem słysząc - za- miast wykładów, co zawsze miało miejsce - rozprawę naukową wyrażoną w for- mie poezji bądź dramatu. (Marie von Sivers grała Demeter). To wywołało natych- miastowy rozłam i w 1912 roku Steiner wystąpił z Towarzystwa Teozoficznego. Teraz, już pod własną flagą antropozofii, mógł wprowadzać w życie to, w co wierzył. Rozpoczął serię wykładów, przyciągając wielu specjalistów z różnych dziedzin: medycyny, ekologii i fizyki, a także sztuki i pedagogiki. W 1920 roku zaistniała potrzeba założenia jakiegoś ośrodka dla ich pracy i w ten sposób powstało Goetheanum w Dornach w Szwajcarii, niezwykły budynek zaprojekto- wany tak, by ucieleśniał duchowe tajemnice wszechświata. Jego konstrukcję oparto o identyczne połączenia drewna jak w skrzypcach, tak, by cały pulsował sztuką. Steiner każdą dziedzinę sztuki łączył z ludzkim ciałem, przykładowo, architektura wyraża ciało fizyczne, rzeźba - ciało eteryczne, malarstwo - ciało astralne, muzyka - ego lub ducha, poezja - dalsze ciało, Ducha-Jaźń, a eurytmia (szczególny rodzaj sztuki rozwinięty przez Marie von Sivers) ciało jeszcze wyższe - Ducha Życia. Niestety, całe Goetheanum spłonęło, podpalone przez wrogów Steinera - wśród których znaleźli się teologowie i naukowcy, politycy i przedstawiciele związków zawodowych. Był to okres, w którym ludzie obawiali się ruchów „żydo-komuny", a każda grupa okultystyczna wzbudzała podejrzenia, czy aby przypadkiem nie jest schronieniem politycznych rebeliantów. Sam Steiner też budził podejrzenia, gdyż znany był ze swojej sympatii do Żydów. Oskarżono go również o to, że osłabił niemieckie szanse wygrania wojny, gdyż zahipnotyzował generała von Moltke, zajmującego wysoką pozycję, i spowodował, że z wojskowego punktu widzenia stał się on personą non grata. Steiner temu zaprzeczał, ale oskarżenie pozosta- ło. Zbudowano nowe Goetheanum, tym razem zamiast drewna użyto betonu, i jego działalność toczyła się dalej. Dwa lata później Steiner ciężko się rozchorował i wkrótce, w marcu 1925 roku zmarł. Wiele z odkryć Steinera - tak bardzo wyśmiewanych przez jego współczesnych - dzisiaj znowu staje się modnymi, korespondując z nowym typem świadomości. Zwolennicy Steinera, cierpliwie pracujący, by przekazywać jego idee, teraz widzą rezultaty swej pracy w takich dziedzinach, jak biodynamiczna uprawa ziemi, homeopatia, edukacja zarówno zwykłych ludzi, jak i umysłowo niedorozwinię- tych. Idee Steinera doczekały się chwili, w której traktuje się je z należytą powa- gą, mimo że to inni rozwinęli środki ich realizacji. Jego praca, np. w dziedzinie rolnictwa biodynamicznego, wymagała fachowej znajomości roślin i ich właściwości, i tutaj Steiner otworzył nowy obszar badań dla osób potrafiących patrzeć na rzeczy w sposób niestereotypowy, gdyż uważał, że wielkie napięcia pomiędzy Ziemią, po której chodzimy, i kosmosem znajdują- cym się nad nami i wokół nas, to czynnik leżący u podstaw całego rozwoju. Wie- dział, że siły Ziemi (grawitacja i elektryczność) wciągają ziarno do jej środka, a duchowe siły kosmosu wyciągają je na zewnątrz, ku niebu. To właśnie te wpływy, Ziemi i nieba, tworzą zmienność rytmów, proces wzrostu. Dla nas może nie być to wcale żadną nowością, ale sposób, w jaki Steiner rozpracował te zawiłe szczegóły, dotyczące związku nieba i Ziemi, jest z pewnością nowy. „Przypuśćmy, że chcemy zatrzymać roślinę, by nie wyrastała poza korzeń, żeby nie mogła rozwinąć łodygi ani liści. Nie ulega wątpliwości, że w dzisiejszej epoce nie jest to aż tak ważne, gdyż w zmieniających się warunkach udało nam się wyhodować różnorodne gatunki roślin. Dawniej, szczególnie w pradawnych cza- sach było inaczej. Wtedy można było stosunkowo łatwo przekształcić jedną roślinę w drugą; stąd tak ważna była znajomość ich tajników. Dzisiaj również jest to ważne, jeżeli chcemy wiedzieć, jakie warunki są korzystne dla tej czy innej rośli- ny. Co musimy więc wziąć pod uwagę, gdy pragniemy, by siły kosmiczne hamowały wzrost rośliny, jej kwitnienie i owocowanie, tak żeby nie mogła się rozwinąć? Przypuśćmy, że chcemy, aby roślina nie rozwinęła ani łodygi, ani liści, lecz pozo- stała samym korzeniem. Co musimy zrobić? Musimy wsadzić ją do gleby piasz- czystej, gdyż w takiej glebie siła kosmiczna jest przyhamowana; tak naprawdę, jest ona 'złapana'. Posłużmy się przykładem ziemniaka. Musimy osiągnąć ten właśnie cel w jego przypadku. Proces kwitnienia musi być przyhamowany. Dla ziemniaka rozwój łodygi i liści będzie przyhamowany w rejonie korzeni. Proces tworzenia łodygi i liści również jest wstrzymany, a wszystko z myślą o samym ziemniaku. Ziemniak to nie korzeń, lecz wstrzymany rozwój łodygi. Musimy więc hodować go w glebie piaszczystej. Inaczej nie uda nam się zatrzymać siły kosmicz- nej w bulwie ziemniaczanej. Jest to podstawa naszej oceny procesu rozwoju rośliny. Musimy zawsze umieć rozróżnić, co jest w roślinie kosmiczne, a co ziemskie. Jak możemy zaadoptować glebę na Ziemi, wykorzystując jej specyficzną konsystencję, żeby zagęścić jej kosmiczny aspekt i skierować go na rozwój korzenia i liści? Albo jak możemy go rozrzedzić tak, by roślina mogła wzrastać, wypuszczając kwiaty pełne koloru lub zawiązujące owoce, przesycając je szlachetnym i delikatnym aromatem? Jeżeli mamy morele lub śliwki o dobrym smaku, to ten smak, podobnie jak i kolor owo- ców, jest właściwością kosmiczną wyniesioną w górę, aż do owocu. W jabłku jemy Jowisza, a w śliwce Saturna".6 Steiner uważał, że Ziemia po przejściu przez kolejne fazy planetarne jest nadal w zażyłej łączności z pewnymi planetami. Szczególnie Księżyc, według niego, sil- nie wpływa na wiele procesów na Ziemi. Pewne czynności, jak np. siew, powinny odbywać się podczas pełni: „Dzięki promieniom księżycowym cały odbity kosmos schodzi na Ziemię. Wszel- kie wpływy dostające się na Księżyc są na powrót odbijane. Całe więc gwiaździste niebo - mimo iż nie możemy tego udowodnić za pomocą dzisiejszych metod nau- kowych - jest w pewnym sensie odbijane z powrotem na Ziemię przez Księżyc. Jest to w rzeczywistości potężna, zogniskowana moc kosmiczna, którą Księżyc wysyła wraz ze swoimi promieniami do rośliny tak, by poszła w nasiona, aby spo- tęgować siłę wzrostu do poziomu, w którym będzie mogła się przeksztacić w siłę rozmnażania".7 Biodynamiczna uprawa najbardziej znana jest z zastosowania próchnicy do nawożenia ziemi. Kompost przygotowuje się w specjalny sposób uwzględniający porę roku. Jest on wzbogacany pewnymi roślinami owiniętymi w zwierzęcy pę- cherz i jelita, gdyż uważa się, że podnoszą one siły uprawianych zbiorów do wyż- szej i bardziej eterycznej aktywności. Inne wzbogacenia - krowieniec i kryształy kwarcu, zapakowane i pozostawione tak, by dojrzały, mają pomóc roślinie stać się „mieszkańcem Ziemi" i po pewnym czasie znaleźć swoje prawdziwe miejsce w sferze Słońca. W medycynie, jak i w ekologii, Steiner przypisywał wszystko biegunowości Zie- mi i kosmosu, ziemskiej grawitacji i lewitującej sile duchowego kosmosu, co znaj- duje swój wyraz w wyprostowanej postawie i krążeniu krwi. Każda grupa narzą- dów - uważał - musi utrzymać równowagę między tym, co materialne, a tym, co duchowe. Na przykład, jeżeli nerki, narząd odtruwający organizm blisko związany z Ziemią, są za bardzo zdominowane przez ciało astralne, to może rozwinąć się zapalenie nerek (nieproporcjonalne ilości tego, co astralne i ego, wywołują zapa- lenie). Diagnozie medycznej musi towarzyszyć diagnoza duchowa. Jeżeli te dziedziny są powiązane, to leczenie musi to odzwierciedlać. Stosując homeopatię, należy także pomóc pacjentowi psychicznie, by pokonał brak równowagi w swoim syste- mie. Ten podwójny sposób leczenia znajduje zrozumienie w dzisiejszej medycy- nie, która zaczyna dostrzegać związki umysłu i ciała. Praca w tych dziedzinach była dość ważna, Steiner jest jednak bardziej znany z doskonałego wyczucia edukacyjnych potrzeb dzieci. Gdy po raz pierwszy, jako młody chłopak, znalazł się w Wiedniu, zarabiał na życie udzielaniem lekcji. Szcze- gólnie jeden z chłopców, których Steiner uczył - przez rodziców uważany za nie- dorozwiniętego umysłowo - otrzymał od niego tak dużą pomoc, iż mógł pójść do szkoły, a potem na uniwersytet. Lata bliskiego kontaktu z tym chłopcem oraz z innymi uczniami pomogły Steinerowi zrozumieć sposób przyswajania wiedzy przez dzieci. Jednym z jego największych zamierzeń było założenie szkół dla dzie- ci normalnych i dla umysłowo upośledzonych, by mogły się naturalnie rozwijać. Obecnie blisko czterdzieści tysięcy uczniów chodzi do szkół Waldorfa na całym świecie. Są to szkoły eksperymentalne, koedukacyjne, a metody nauczania opie- rają się na „poszukiwaniach duchowych". Steiner uważa, że każdy człowiek jest wiecznym duchem, wcielającym się od czasu do czasu w ciało, a całe dzieciństwo to budowanie tego ciała. Najpierw dziecko wrasta w funkcje trawienne i metabo- liczne, potem, po zgubieniu mlecznych zębów wrasta w rytm serca i płuc, i w końcu wrasta w nerwy i zmysły. Dzieciństwo, dla Steinera, to trzy trwające po siedem lat okresy, które bliskie są trzem funkcjom ciała astralnego - pragnieniom, uczuciom i mydleniu - i zgodnie z tą wiedzą układał program nauki. W szkołach Steinera wyczuwa się atmosferę zaufania i żarliwości. Dzieci mają przez kilka lat tego samego nauczyciela, gdyż ważny jest osobisty związek nau- czyciela z uczniem. Nauczyciele z reguły należą do idealistów i odznaczają się delikatnością, gdyż tylko w ten sposób mogą wzbudzić w dzieciach ciekawość świata i fascynację nim, wraz z ukochaniem nauki i sztuki. Dzisiaj szczególnie ludzie młodzi są przeciwko ujmowaniu życia w sztywne ramy, przeciwko dominacji maszyn oraz przeciwko dehumanizującemu wpływowi wielkich miast. Praca Rudolfa Steinera silnie przemawia do tych, którzy chcą żyć zgodnie z naturą, kierując się duchowymi przekonaniami w praktycznym życiu. * * Rozumieją go także ci, dla których ważne jest to, iż są częścią duchowego planu; którym pamięć inkarnacji umożliwia bardziej wartościowe i pełniejsze odczucie życia; dla których ogromne znaczenie mają informacje wyczuwane szóstym zmy- słem. Ortodoksyjny mistyk nie będzie chciał mieć nic wspólnego z okultystą w rodza- ju Rudolfa Steinera. Chińczycy mówią o świecie jako o „dziesięciu tysiącach spraw". Steiner dodał co najmniej następne dziesięć tysięcy, jeżeli weźmiemy pod uwagę duchy gnomów i krasnoludków pracujących w ziemi i na Ziemi, a także istoty we wszechświecie. Mistyk, w zasadzie, zajmuje się tym, co nieprzejawione, co nie ma realnego istnienia, co jest poza nazwą i formą. O tym Steiner, o dzi- wo, milczy. W każdym razie ludzcy mieszkańcy tego świata, mistycy oraz cała reszta, winni są wdzięczność człowiekowi, który zrobił wszystko, by wzmocnić do- bro ludzkości, i któremu tak bardzo zależało na duchowym rozwoju człowieka.