A A A

RAMANA MAHARISHI 1879 - 1950

W odludnej, skalistej i spalonej słońcem tamilskiej krainie Południowych Indii znajduje się wzgórze o dwóch szczytach, Arunaczala - Wzgórze Światła. Od wielu wieków jest świętym miejscem Hindusów. Wierzą oni, że nasz świat doświadczył już trzech pełnych eonów zwanych juga, a teraz żyjemy w czwartym. Wzgórze, pozostając w tym samym miejscu, z upływem czasu zmieniało jednak swoją natu- rę. W pierwszej juga, najczystszej, nazywanej Wiekiem Prawdy - wzgórze było filarem światła. Ze stopniowym upadkiem wszechświat wszedł w Wiek Trójcy, który charakteryzowało tworzenie, dezintegracja i odnowa. Wzgórze stało się sto- sem rubinów. W Wieku Dualizmu, gdy zaistniało dobro i zło - było stosem złota, a teraz w Kali-Juga, obecnym Wieku Ciemności, jest górą z kamieni. Wzgórze przez cały czas uważane było za siedzibę Siwy, boga snu i śmierci, który uosabia ciem- ność ustępującą światłu i koniec poprzedzający nowy początek. Opowiadania o tym dziwnym, świętym wzgórzu pobudziły umysł siedemnasto- letniego bramińskiego ucznia Venkataramana, którego potem nazywano Ramaną Maharishim (Maharishi znaczy Wielki Mędrzec). Dopiero jednak po niezwykłym przeżyciu stanu śmierci zdecydował się porzucić naukę zaplanowaną przez rodzi- ców i ruszyć w podróż jako sadhu-asceta do Wzgórza Arunaczala. Przeżycie śmier- ci, będące dla niego punktem zwrotnym, wydarzyło się, gdy siedział pewnego dnia w domu swojego wuja. Rzadko chorował i tego dnia nic mu nie dolegało. Nagle poczuł instynktowny strach przed śmiercią. Te silne emocje nie miały wyraźnej motywacji, nie próbował ich sobie wyjaśnić. Nie ulegając panice, zaczął się zasta- nawiać, co powinien zrobić. Odrzucił myśl, że mógłby z kimś o tym porozmawiać; czuł, iż jest to jego problem i powiedział sobie: „Teraz nadchodzi śmierć. Co to znaczy? Czym jest to, co umiera? To umiera ciało." Następnie położył się, rozprostował kończyny i usztywnił je tak, jakby rozpoczę- ło się rigor mortis. Wstrzymał oddech, a usta zacisnął tak mocno, że przypominał trupa. Myślał o tym, co się teraz stanie? „Tak, to ciało jest teraz martwe. Zostanie zaniesione do miejsca kremacji i tam spalone, zredukowane do popiołu. Lecz czy wraz ze śmiercią ciała i ja staję się martwy? Czy to ciało to ja? To ciało jest ciche i nieruchome. Czuję jednak siłę mojej osobowości, a nawet głos 'ja' we mnie. Jestem więc Duchem przekraczają- cym ciało. Ciało umiera, ale śmierć nie może dotknąć Ducha, który je przerasta. Znaczy to, że jestem nieśmiertelnym Duchem".1 Gdy później Ramana Maharishi zrelacjonował to doświadczenie, by przybliżyć je sympatykom, zabrzmiało ono tak, jakby było wykalkulowane. Zależało mu jed- nak na tym, aby wyjaśnić, że tak nie było. Uświadomienie tego dylematu przyszło jak olśnienie. Postrzegł prawdę wprost. „Ja" było czymś rzeczywistym, jedyną rze- czywistą rzeczą. Strach przed śmiercią zniknął raz na zawsze. Odtąd „ja" trwało jak podstawowa nuta śruti, która stanowi podłoże i miesza się ze wszystkimi inny- mi nutami. Od tamtej chwili trwało zaabsorbowanie świadomością „ja". Doświadczenie Ramany, które on uznał za śmierć, może wielu ludziom wyda- wać się mało znaczące. Co możemy wiedzieć o śmierci i cóż on o tym wie? Zamknąć oczy i wstrzymać oddech, a potem odkryć, że poczucie ,ja" trwa - nie jest żadnym dowodem, że nadal będzie trwać, gdy ktoś nie będzie mógł już zamknąć oczu czy wstrzymać oddechu. W tym punkcie, jako takie, doświadczenie to nie jest na tyle głębokie, by spo- wodować życie pełne mądrości i głębokiego zrozumienia, nie bardziej niż dość częste psychiczne doświadczenie wyjścia z ciała (zazwyczaj będące wyniesieniem punktu widzenia powyżej ciała), mające prowadzić do jakiejś wielkiej duchowej głębi. Ramana Maharishi przyznaje jednak temu doświadczeniu wysoką rangę i moż- liwe, że podziałało na niego, wyzwalając oświecone wejrzenie w „ja", osobę we- wnętrzną, którą tak chętnie utożsamiamy z ciałem. Myśl hinduska zawsze uważała, że u podstawy niewiedzy leży fałszywe rozpo- znanie, że niewłaściwie rozumiemy naszą prawdziwą naturę, gdy utożsamiamy ją z uczuciami i doznaniami ciała i nazywamy „moim" każde cielesne doznanie. Jeże- li uda nam się wyjść poza takie myślenie i wyjść poza uczucie: „Ja jestem tym ciałem, które tak i tak się nazywa", naszemu zrozumieniu towarzyszyć będą ozna- ki szczęścia i wyzwolenia. Początkowy akt niewiedzy dotyczący naszej natury ,ja" prowadzi do niewiedzy we wszystkim. Gdy myślimy o ciele jako o „ja", sądzimy, iż świat składa się z mnóstwa innych ciał zawierających oddzielne „ja". Przywiązujemy się do wyglądu zewnętrznego i to wprowadza nas w błąd. Nasze myślenie zdominowane jest wszechświatem kształtów i nazw. Hinduizm uczy, iż twórcza siła podtrzymująca świat nie jest ani nazwą, ani kształtem, lecz samą świadomością. By doświadczyć tej świadomości, nie można utożsamiać się z żadnym ze stanów świadomości, ze światem odniesionym do naszego ciała. Ćwiczenia jogi mają doprowadzić do porzucenia poczucia „ja jestem moim cia- łem". Może Ramana Maharishi osiągnął swoje zrozumienie w chwili głębokiego wglądu, poprzez intensywność odczucia, iż jego ciało umarło i nie było już „nim". Odkrył, że świadomość trwała i wyrażała się w odczuciu „ja jestem". Od tej chwili zajął się sprawą badania siebie. Kim jestem? - stało się pracą jego życia, a odkry- cia i nauki związane z tym pytaniem doprowadziły go do sławy jako guru. Po doświadczeniu „śmierci" Ramana opuścił dom i pojechał do Tiruvannamalai, miasta leżącego u stóp Arunaczali - wzgórza, które tak często zaprzątało jego myśli i którego nigdy nie opuścił. Początkowo nie uważano go za nauczyciela. Sie- dział samotnie zatopiony w świadomości Bycia, obojętny na to, czy jego ciało żyje, czy zmarło. Hindusi znają ten stan i takich ludzi obdarzają szacunkiem, gdyż zazwyczaj czczą i troszczą się o swoich świętych; przynosili mu więc codziennie miskę jedzenia. Stopniowo opuszczał stan niewysłowionego szczęścia i coraz częś- ciej wracał do codzienności tych, którzy go otaczali. Jego zrozumienie - mimo młodego wieku - było tak czyste i głębokie, iż wkrótce uznano go za nauczyciela, a uczniowie utworzyli wokół niego aśramę. Przez następnych pięćdziesiąt lat wyjaśniał swoje zasadnicze posłanie - Kim jestem? - językiem prostym i bezpośrednim. Poczucie „ja" jest naturalne dla każdej istoty - mówił myśląc tak samo jak Alan Watts, który orzekł, iż życie cały czas odradza się w każdym „ja". Nasze uczucia - powiedział Ramana Maharishi - ciągle odwołują się do słowa „ja": „ja poszedłem", „ja jestem", „ja robię". Zazwyczaj te odczucia związane są z ciałem i jego czynnoś- ciami - „ja pracowałem w ogrodzie", „ja czytam książkę" - i stąd dochodzimy do wniosku, że samo ciało to „ja". Utożsamiamy się ze wszystkimi jego funkcjami i czynnościami i nazywamy je „moim". Jednak poczucie „ja" jest szersze, głębsze od ciała nosiciela, w którym wzrasta. Samo ciało jest tylko zbiorem kości i tkanek, żywych przez pewien okres, a potem martwych. Gdyby ciało tworzyło świadomość „ja", bylibyśmy zmuszeni odczuwać tę świadomość nieustannie, lecz kiedy pogrą- żymy się w sen, nie istnieje poczucie „ja". Poczucie „ja" wzrasta wraz z ciałem, lecz nie jest przezeń spowodowane. To jest sedno nauki Maharishiego. Ponieważ sobie tego nie uświadamiamy - mówił - i utożsamiamy świadomość z ciałem, to przyjmuje ona cechy cielesności i staje się tym, co uważamy za naszą osobowość lub ego. Wszystkie uczucia odnoszą się do ciała i nieuchronnie powodują wrzawę słów w umyśle, które nazywamy myślami. Gdy utożsamienie się z ciałem jest całkowite, powstające myśli służą przede wszystkim przetrwaniu ciała. Są to myśli o jedze- niu, domu i pieniądzach. Ignorujemy w ten sposób prawdziwą naturę „ja". Wraz z pojawiającym się zrozumieniem (które zgodnie z hinduizmem może nie wystąpić w tym życiu) poczucie „ja" zostaje oczyszczone i przestaje być tak silnie utożsa- miane z ciałem. Pojawiają się wtedy mniej egoistyczne i bardziej abstrakcyjne myśli. Poczucie „ja" jest nie tyle osłabione, ile przesunięte w czystą świado- mość. To nie samo poczucie „ja" jest przyczyną cierpienia. Mistrz zen Bankei zapytał kiedyś swoich uczniów, dlaczego „sprzedali" cudowne i nieśmiertelne poczucie ,ja" za godną pożałowania metamorfozę, chciwy lub egoistyczny umysł. Zamiast mieszkać w całości i z niej działać, zaangażowaliśmy się w jej fragmenty, które więżą nas swoimi ograniczeniami. Czymże więc jest „ja" i co sprawia, że je czujemy? To pytanie - mówił Ramana Maharishi - jest podstawą wszystkich świętych tekstów. Jakże więc możemy zig- norować takie pytanie? Jak człowiek może przejść przez życie nie zadając sobie trudu dociekania, co jest naturą „ja"? „Ja" - ciągnął dalej - świeci w sercu, a poczucie „ja" jest permanentną, niewypowiedzianą i spontaniczną świadomością, będącą podłożem wszelkiej ruchliwości myśli. Gdy jednak odkryjemy i będziemy się tego trzymać, to zniknie niewiedza myląca „ja" z jego cechami cielesnymi. To jest wyzwolenie. Nawet całkowita niewiedza nie może tego do końca ukryć - twierdzi Ramana Maharishi. Najbardziej nieoświeceni mówią o „ja". Niewiedza ukrywa tylko rze- czywistość czystej świadomości i łączy poczucie „ja" z ciałem. Nauki o naturze „ja" przyciągnęły do Tiruvannamalai wielu poszukujących. Sam Maharishi, często nazywany Bhagavan (co znaczy obdarzony wzniosłymi cechami), pisał niewiele, lecz nieżyjący już Arthur Osborne oraz inni pisarze indyjscy notowali jego odpowiedzi na pytania i z tych notatek powstało kilka książek. Maharishi przyjmował codziennie gości i udzielał darśanę, czyli audien- cji, wielu Hindusom, a także ludziom różnych narodowości, przybywającym też z Zachodu. Był delikatny i świętobliwy, wzbudzając przy tym duże uznanie wśród swoich sympatyków. Mnich buddyjski, Sangharakszita, który przyjechał odwie- dzić aśramę, tak opisuje codzienną darśanę: „Przed naszym przybyciem Maharishi zazwyczaj już zdążył usadowić się na swoim stałym miejscu, na kanapie w odległym krańcu sali, gdzie spoczywał opie- rając się o poduszkę albo, rzadziej jednak, siedział ze skrzyżowanymi nogami. Czasami przychodziliśmy wcześniej, by usłyszeć śpiewanie Wed przez grupę ta- milskich braminów, którzy rozpoczynali poranną darśanę... Gdy bramini opu- szczali salę, nie działo się wiele. Maharishi siedział na kanapie. Od czasu do czasu ktoś podchodził z jakąś prośbą lub pytaniem i otrzymywał krótką odpowiedź, cza- sami nie więcej niż spojrzenie czy gest, po czym wracał na miejsce. To wszystko. Przez resztę czasu sześdziesiąt czy siedemdziesiąt osób siedziało w sali wpatrując się w Maharishiego, co jest dosłownym znaczeniem słowa darśana, albo medytu- jąc z zamkniętymi oczami. Rozmowy nie były oczywiście zabronione i czasami nowo przybyli wymieniali pozdrowienia z przyjaciółmi, lecz przez większą część spotkania zgromadzeni zachowywali się cicho, trwali w bezruchu i wielka cisza panowała w sali. Człowiek mógł tam przebywać godzinami, nie zdając sobie spra- wy, że ta cisza to nie tyle brak dźwięku, ile znamienny wpływ duchowy, bardzo mocny i zdecydowany. Tak jakby lekki wietrzyk wiał przez salę lub jakby płynął przez nią strumień czystości; ten wietrzyk i ten strumień emanowały z cichej, przytakującej postaci na sofie, która nie robiła nic szczególnego: czytała przynie- sione jej listy albo od czasu do czasu obdarzała kogoś z zebranych przenikliwym, lecz życzliwym spojrzeniem. Siedząc tam w sali... poczułem płynący przeze mnie strumień, poczułem jego przepływ przez ciało i umysł, przez myśli i emocje, aż ciało, umysł, myśli i emocje zostały wymyte i nie pozostało nic tylko olbrzymi i pełen jasności spokój".2 Jedno z najczęściej zadawanych Maharishiemu pytań brzmiało: „Kim jestem? Jak mogę to odkryć?" Kiedyś odpowiedział ostro: „Jeżeli nie wiesz, kim jesteś, któż inny może ci to powiedzieć?" Czuł, iż ludzi gubi skłonność do teoretyzowania; gdy- by starali się o większą prostotę, poznaliby prawdę w jednej chwili. Zazwyczaj jednak odpowiadał na to pytanie długo i cierpliwie. Opisywał dwie drogi prowa- dzące do uświadomienia sobie jaźni (hinduski termin jaźń oznacza Jedyną Rze- czywistość, Jedność, w której żyje i porusza się świat i która jest także niezróżni- cowanym Podłożem indywidualnego człowieka. Świadomość tego Podłoża daje poczucie właściwej tożsamości, dociera w końcu do prawdziwej jaźni. Stąd często mówi się o tym Podłożu jako o Jaźni - wiedzy o własnej istocie). Drogi, o których nauczał Maharishi, to: 1) Zbadanie, kto jest tym, który podlega przeznaczeniu i żyje tym życiem oraz późniejsze odkrycie, że tylko ego podlega przeznaczeniu i że nie istnieje ono w taki sposób, w jaki sobie wyobrażamy. 2) poddanie ego Bogu poprzez uświadomienie sobie własnej bezradności i ograni- czeń oraz zastąpienie własnej woli wolą Boga. Zaakceptowanie wszystkiego, co się wydarza, bez żądania, aby jakieś działanie było nasze własne, a więc wyzbycie się poczucia „mnie" i „moje". (Maharishi często używła wyrazu Bóg zamiast Jaźń). Większość guru hinduskich skłania się z natury ku jednej lub drugiej z wymie- nionych ścieżek. Ramana Maharishi szczególnie wyraźnie dostrzegał obydwie, lecz koncentrował się przede wszystkim na pierwszej - dociekaniu jaźni. Stanow- czo uważał, że samo rozróżnienie umysłowe to jedna część drogi, natomiast druga - rozwijanie serca - jest drogą zasadniczą. Mówiąc o drodze rozróżniania umysłowego, na pytanie: „Jak mam odkryć, kim jestem?" - odpowiedział: „Ciało i jego funkcje nie są 'ja'. Przy bardziej wnikliwej analizie umysł i jego funkcje nie są 'ja'".3 Jest to zaskakujące, a nawet szokujące twierdzenie dla osoby, która zawsze utożsamiała się z umysłem i ciałem, szczególnie z umysłem. Jeżeli umysł nie jest „ja", to czym jest „ja"? - to jest właściwe pytanie - mówi Ramana Maharishi. Wyraźna obserwacja pokaże, iż myśli i uczucia rodzą się niezależnie od woli, raczej w ten sam sposób, w jaki działa nasz układ nerwowy. Jedzenie trawimy bez żadnego zaangażowania „ja". Krew krąży bez udziału siły woli. Tak samo umysł i pamięć mają autonomię, która ma niewiele lub nic wspólnego z poczuciem „ja". Dwieście lat temu na drugiej półkuli filozof Hume odkrył to samo i powie- dział: „Jeżeli chodzi o mnie, to gdy najbardziej wnikam w to, co nazywam 'sobą', zawsze potykam się o jakąś szczególną percepcję ciepła lub zimna, światła lub cienia, miłości lub nienawiści, bólu lub przyjemności. Nigdy nie mogę przyłapać 'siebie' bez percepcji i nigdy nie mogę zaobserwować nic oprócz percepcji. Jeste- śmy tylko wiązką lub zbiorem różnych percepcji, które następują po sobie z nie- pojętą szybkością i są w stałym przepływie i ruchu".4 Dalej na wschód buddyzm zen uczy swoich zwolenników, by nie projektowali poczucia „ja" na myśli, uczucia czy świat zewnętrzny. Kiedy myśli zaczynają być wyraźnie postrzegane jako powstające i umierające w ten sam sposób, jak rodzi się i umiera ciało, wówczas doznanie „ja" staje się głębsze i mniej osobiste. Dozna- nie to nie może być już nazywane myślą czy uczuciem - jest to świadomość nie- zmiennego stanu bycia, co do którego nie ma żadnych wątpliwości. Nie stwarza pozorów bycia, lecz jest. Żadne słowa nie są w stanie uchwycić niezmiernego cudu tej pewności. Ścieżką rozróżniającą, która do tego prowadzi, jest stopniowe uświadamianie sobie przejściowej natury wszystkich stworzonych rzeczy tak, że w końcu widzi się je jako pozbawione wszelkich atrybutów „ja" i podtrzymywane tylko przez Boga lub Jaźń - To, co jest poza wszelkim ludzkim zrozumieniem. Czasami ten przebłysk świadomości pojawia się nagle i spontanicznie, bez jakichkolwiek ćwiczeń przygotowawczych. To właśnie przydarzyło się Ramanie Maharishiemu, gdy zobaczył, że śmierć własnego ciała jest nieuchronna, lecz To, co je stwarzało i podtrzymywało, nie umiera. Wtedy zrozumiał sens hin- duskiego powiedzenia: „Ty jesteś Tym" i uświadomił sobie, że jego poczucie „ja" w swojej najczystszej formie było Tym, było czystym Bytem pozbawionym właś- ciwości. Tych, którzy go pytali, uczył obserwować to odczucie, cofając się przez wszyst- kie otoczki intelektu i osobowości, spowite pojawiającymi się trzema stanami świadomości: snu, marzenia sennego i jawy - widzieć je jako podłoże, zwarty i niewzruszony fundament wszystkich jego manifestacji zawierających także sam umysł. „Istotą umysłu - mówił - jest tylko świadomość. Gdy jednak przyćmi ją ego, funkcjonuje ona jako rozumowanie, myślenie lub postrzeganie. Umysł uniwersal- ny, bez ograniczeń ego nie ma nic na zewnątrz siebie i dlatego jest tylko świado- my. To jest to, co Biblia ma na myśli, mówiąc: 'Jam jest, który jest'".5 Pytający mówili, że nie mogą znaleźć „ja", że nie potrafili zobaczyć „ja" wgląda- jąc w siebie. Ramana Maharishi odpowiadał im, iż dzieje się tak jedynie z powodu ich nawykowego fałszywego utożsamienia, że człowiek zdeterminowany świado- mością przyzwyczaił się patrzeć na zewnątrz i oczekiwać, że dostrzeże coś różnią- cego się od siebie i nie jest w stanie pojąć, że ten, który widzi, postrzegane przed- mioty oraz akt patrzenia są tym samym przejawieniem się jedrrej Świadomoś- ci. „Jak się teraz rozpoznajesz? - mógłby zapytać Ramana Maharishi - Czy musisz trzymać przed sobą lustro, by się poznać? Sama świadomość jest 'ja'. Uświadom to sobie i to jest prawda".6 Nauczał, że nawet postrzeganie „ja" u korzeni myśli jest nadal wiązane z kształ- tami, nawet z ciałem fizycznym i nie jest czystą świadomością Jaźni, z którą nie można wiązać żadnej rzeczy. „Jaźń jest czystą Rzeczywistością, w świetle której ciało, ego i wszystko inne jedynie połyskuje. Gdy uciszone są wszystkie myśli, pozostaje czysta Świadomość".7 Dla niektórych jego uczniów ścieżka poszukiwania Jaźni jest zbyt uciążliwa, wtedy Ramana Maharishi doradza im drogę poddania się Bogu. Poddanie, według Maharishiego, angażuje nie tyle intelekt, co wolę, gdyż jest to stałe odrzucanie tożsamości, tęsknota, by działa się raczej wola Boga, a nie jego własna, całkowite pozbycie się uczucia siebie jako „sprawcy" własnego działania. „Egoizm w formie: 'Ja jestem sprawcą' przypomina wielkiego czarnego i jado- witego węża. Odtrutką na jego truciznę jest przyznanie, że 'Ja nie jestem sprawcą. Ta wiedza prowadzi do szczęścia" - mówi Astavakragita.8 Doznanie, iż nie istnieje żadne „ja", które tworzyłoby nasze działanie, jest cudo- wnym uwolnieniem, poczuciem, że zrzuciło się ciężki i niepotrzebny bagaż - morze wznosi się i opada, a wiatr wieje, lecz nie z mojego powodu, nogi same stawiają kroki, jedzenie jest jedzone, książka jest czytana, a „ja" nie jest w to włączone: „Rzeczywistość jest tylko jedna i jest nią Jaźń - mówi Ramana Maharishi - Cała reszta to zjawiska zachodzące w niej, będące nią i z niej wynikające. Patrzą- cy, przedmioty i wzrok są tylko Jaźnią. Czy ktokolwiek widzi lub słyszy pozosta- wiając Jaźń na boku?... Jeżeli się poddasz... wszystko w porządku... Tylko wtedy, gdy uważasz, że jesteś wykonawcą, musisz zbierać owoce swojego działania. Prze- ciwnie, jeżeli poddasz się i uznasz swoje indywidualne 'ja' tylko za narzędzie Wyż- szej Mocy, Mocy, która przejmie twoje sprawy razem z owocami działania, nie mają już one wpływu na ciebie i praca posuwa się naprzód swobodnie. Czy uznasz tę Moc, czy nie, porządek rzeczy nie ulega zmianie. Istnieje tylko zmiana punktu widzenia. Dlaczego masz mieć bagaż na głowie, gdy podróżujesz pociągiem? Po- ciąg wiezie ciebie i twój bagaż, niezależnie, czy jest on na twojej głowie czy na podłodze pociągu. Trzymając bagaż na głowie, nie ujmujesz ciężaru pociągowi, lecz tylko niepotrzebnie się wysilasz. Podobnie czynią ludzie, którzy uważają się za sprawców działania w świecie".9 „Żyć z prawdziwą świadomością skupioną w Innym oznacza utracić własną, ważną dla mnie powagę i żyć życiem będącym 'grą' w jedności z Kosmicznym Graczem" - mówi Thomas Merton. „Tylko Jego samego człowiek traktuje serio. Traktować Go poważnie to odnaleźć radość i spontaniczność? gdyż wszystko jest darem i łaską. Innymi słowy: żyć egoistycznie to nieść życie jak nieznośny ciężar. Żyć bez myśli o sobie to żyć w radości, ucząc się poprzez doświadczenie, że samo życie to miłość i radość. Być kochającym i dawcą to być łącznikiem, dzięki które- mu Najwyższy Dawca przejawia Swoją miłość w świecie".10 „Poddaj Mu się i przestrzegaj Jego woli, niezależnie od tego, czy On pojawia się, czy znika; wyczekuj radości" - powiedział Ramana Maharishi do niecierpliwie pytającego, który uważał, iż poddanie nie przynosi mu ulgi, jakiej się spodziewał. Maharishi wyjaśnił mu, iż pragnienie czegokolwiek, n-..wet duchowej pewności, nie jest prawdziwym oddaniem się. „Jeżeli prosisz Go, by robił tak, jak ty chcesz, to nie jest poddanie, lecz rozkazywanie Mu".11 Być może istota arogancji i zadufania leży w myśleniu, że sami wiemy, co jest dla nas najlepsze. Wtedy nie ufamy już niczemu, a swoją energię kierujemy na zdobycie za wszelką cenę możliwie najlepszych dla siebie warunków. Dokładnie przeciwstawna temu jest bezgraniczna ufność w życie jako dobre w swej istocie i doskonałe, a to, co teraz ktoś otrzymał, jest odpowiednie i najlepsze w danym momencie. Każda próba, by manipulować tym dla własnej korzyści, jest narzuca- niem paraliżującej i ograniczonej wizji na żyjącą rzeczywistość. „Być świadomym rzeczywistości, żyjącej teraźniejszości, to odkrywać, że w każ- dej chwili doświadczenie jest wszystkim" - mówi Alan Watts. „Sztuka życia... pole- ga na pełnej wrażliwości wobec każdej chwili, tak, iż uważa się ją za absolutnie nową i niepowtarzalną, oraz na tym, że umysł jest otwarty i przyjmuje wszyst- ko".12 Całkowita akceptacja chwili nie oznacza jednak, że człowiek nigdy nic nie robił. Prawdziwe poddanie oznacza poddanie się temu, co musi być zrobione. Kiedyś było to podstawą życia chrześcijanina i do dzisiaj pozostaje ideałem w umysłach wielu hindusów, którzy nie zawsze jednak wiedzą, że poddanie się obecnej sytua- cji wymaga sporego wysiłku aktywnej świadomości, by jednocześnie być i dzia- łać. Tak naprawdę hindusi są obojętni wobec wartości samego życia, natomiast co bardziej energiczni ludzie Zachodu, zaszokowani widokiem beznadziejnej wege- tacji tchnących śmiercią ulic Kalkuty i Bombaju, doszli do wniosku, że winny jest temu schemat boskiej afirmacji życia i jest to może częściowo słuszne. W filozofii hinduskiej występuje jednak jeszcze inny czynnik, który może całkowicie podwa- żyć zachodnie myślenie. Jest to maja-ułuda, świat realny jako iluzja, coś, co naprawdę nie istnieje. Hindusi, podobnie jak wyznawcy innych religii, odchodzą od właściwej interpre- tacji swoich świętych ksiąg. W przypadku maj i, to, co było kiedyś cennym ducho- wym zrozumieniem, z reguły zamienia się w naiwną wiarę, że i tak wszystko jest tworem umysłu i dlatego nie warto się o nic martwić. Ramana Maharishi wyjaśnił swoim zwolennikom, że świat fizyczny jest abso- lutnie rzeczywisty, gdyż Jaźń przejawia się w każdej istocie, a brak wiary w real- ność świata zaprzecza przejawionej Jaźni. Fałszywa koncepcja przypisuje każde- mu elementowi doświadczanej rzeczywistości autonomiczne życie, co jest oczywi- stym błędem, który popełniamy utożsamiając się z ciałem, uważając siebie za śmiertelnych, myśląc o innych w kategoriach przyjaciół lub wrogów z przekona- niem, że nad naszym życiem ciąży jakieś fatum. Tworzymy w ten sposób urojony świat, świat fantazji, zastępujący rzeczywistość. Ramana Maharishi porównał ten proces do filmu, w którym widzimy postacie i wydarzenia nie będące same w sobie realnymi, lecz funkcjonujące w wyobraźni jak w teatrze cieni. Przykładowo, gdy nie ma taśmy filmowej, widzimy światło lampy projektora - w taki sposób świeci Jaźń, gdy znikają iluzje umysłu. Podobnie dzieje się, gdy śnimy - mówił. Nasz umysł tworzy obrazy ludzi z mate- rii sennej, lecz nic nie tracimy przez ich projekcję, ani też nie zyskujemy przez ich wchłanianie - tak samo Jaźń przejawia się w każdym stworzeniu, choć jej wieczna istota nie przestaje być Sobą, jak i nie ulega zmianie. Niektórzy uczniowie Maharishiego odbierali to jako chłodną wizję nie będą- cą niczym więcej niż mocą energii stwarzającej swoje przejawy, lecz nie zawie- rającą się w nich. Ramana nauczał, że jeżeli człowiek potrafi odkryć zawsze istniejącą Jaźń jako prawdziwą naturę i podłoże własnej istoty, to znajdzie życie wieczne. „Jaźń jest Sercem. Serce jest samoświecące. Światło wyrasta z Serca i dosięga mózgu, który jest siedzibą umysłu. Świat oglądamy poprzez umysł, to znaczy przez odbite światło Jaźni. Postrzegamy go przy pomocy umysłu. Oświecony umysł ma świadomość rzeczywistości. Jeżeli zaś nie jest oświecony, brak mu tej świadomości. Gdy umysł zwrócony jest w kierunku światła, wiedza obiektywna znika i sama Jaźń świeci jak Serce".13 1 i l Mówił: „Teraz uważasz, że stanowisz indywidualność, na zewnątrz której znaj- duje się wszechświat, a poza wszechświatem jest Bóg. Istnieje więc w tym pojęcie podziału, które musi zniknąć. Ponieważ Bóg nie jest oddzielony ani od ciebie, ani od kosmosu".14 Być może Maharishi był jednym z największych przedstawicieli tego wieku, hinduskiej doktryny Jedności lub advaita. Jego nauka o naturze umysłu jest jasna i wyraźna, bardzo przypomina doktrynę Martina Bubera „Ja i Ty". Ramana Maha- rishi mówi: „Najpierw powstaje myśl 'ja', a potem wszystkie inne myśli. Razem składają się one na umysł. Dopiero gdy powstanie myśl 'ja', mogą wejść do umysłu myśli 'ty' i 'on' i 'ono', i nie mogą istnieć bez pierwotnej myśli 'ja'. Wobec tego myśl 'ja' nie jest jedną z nich, lecz ich przyczyną. Istnieje jako podmiot, a one są przedmiotami. Umysł jest tylko zbiorem takich myśli i dlatego może uciszyć się, gdy będziemy szukać odpowiedzi na pytanie: 'Kim jestem?'".15 Metoda poszukiwania Jaźni, której nauczał Maharishi, polega na dostrzeganiu każdej pojawiającej się myśli. Uważał, że nie istnieje umysł bez myśli, a w chwili jej powstawania człowiek nie powinien zajmować się jej treścią; nie trzeba tego przerywać, lecz badać: „Komu pojawiła się ta myśl?" Odpowiedź zabrzmi: „Mnie", a wtedy pojawi się pytanie: „Kim jestem?" i umysł zwraca się do wewnątrz, prze- staje zajmować się myślą, która znika. Systematyczne ćwiczenie tej techniki umacnia Prawdę, a nie poczucie „ja". Powstające myśli nie wypaczają jej i może ona „trwać w swoim Źródle". Maharishi mówił swoim uczniom, że ich oderwanie się od ego wymaga radykal- nej postawy, tak jak człowiek tonący pragnie powietrza. Jest to rzeczywiście trud- ne. Być może system mantry Maharishiego Mahesh Yogi przypomina w pewnym stopniu metodę Ramany Maharishiego. W tym systemie mantra zastępuje inne myśli i doprowadza ćwiczącego do pustki umysłu. Jest to łatwiejsza droga dla większości ludzi Zachodu, ale jednocześnie jest mniej dynamiczna, nie tak dale- kosiężna i głęboka, jak metoda Ramany Maharishiego. Nieuleczalny rak spowodował śmierć Maharishiego, zmarł w 1950 roku po dłu- gich cierpieniach. Własna filozofia podtrzymywała go do końca, a wielu osobom wryły się w pamięć słowa, które wypowiedział w godzinie śmierci: „Oni mówią, że umieram, lecz ja nie odchodzę. Gdzież mógłbym pójść? Jestem tutaj".16 Pisał bardzo niewiele, jednak poeta Muruganar nakłonił go, by zawarł istotę swojej nauki w czterdziestu sentencjach. Z tych czterdziestu przedstawione są tutaj trzy, które może najpełniej przekazują intencję Maharishiego: „Mimo iż świat i jego świadomość wschodzi i zachodzi jako jedno, to właśnie poprzez świadomość świat świeci. Całość - z niej powstaje i w niej znika świat i jego świadomość, lecz świeci ona bez wschodzenia i zachodzenia - tylko ona sama jest rzeczywista".17 „Dualizm podmiotu i przedmiotu oraz trójca: widzący, wzrok i to, co widziane - mogą istnieć tylko wtedy, gdy wspierają się na Jednym. Jeżeli człowiek zwraca się do wewnątrz w poszukiwaniu tej Jedynej Rzeczywistości, to one odpadają. Ci, którzy to widzą, widzą Mądrość. Nigdy nie wątpią".18 „Niezależnie, pod jaką nazwą czy w jakiej formie czcimy wszechobecną i bez- kształtną rzeczywistość, są to tylko drzwi do samorealizacji. Zrozumienie włas- nej prawdy w odniesieniu do Jedynej Rzeczywistości i bycie z nią Jednym, by- cie w niej rozpuszczonym, to prawdziwe widzenie. I tak będziesz to pojmo- wał".19