Samotny wyzwoliciel
Jiddu Krishnamurti nie wyznaje żadnej religii ani określonej filozofii, żywiąc
nadzieję, iż ludzie uwolnią się od wszelkich systemów, porzucą dogmaty i wyzna-
wane opinie, jak również odejdą od teologii i zinstytucjonalizowanej religii. Myśli
o człowieku zjednoczonym, którego umysł i ciało będą zintegrowane, a on sam
będzie wolny od tyranii zaborczego „ja". Jego przesłanie, pomimo że jasno sfor-
mułowane, dla wielu ludzi jest trudne do przyjęcia. Od swoich czytelników i od
ogromnej przysłuchującej mu się widowni z całego świata żąda niezwykłych wy-
siłków.
Mówi o wspólnych dla wszystkich ludzi problemach - o cierpieniu, gwałcie, stra-
chu, miłości i przemijaniu. Widzi ludzi uwikłanych w miazmaty fałszywych war-
tości, i żąda, by porzucili jakiekolwiek wyobrażenia o sobie, pojęcia wynikające z
wcześniejszych uwarunkowań. Ludzie nie nauczą się niczego, jeżeli nie przesta-
ną porównywać teraźniejszości z przyszłością, ponieważ teraźniejszość jest
zawsze nowa i należy jej doświadczać umysłem wolnym od wszelkich myśli
i idei.
Poczucie „ja" jest według Krishnamurtiego oparte na fałszywych przesłankach.
Gdy zostanie ono odrzucone, świadomość tego co jest „tu i teraz" staje się całko-
wita, nie podlegając podziałom i zmianom wynikającym z wyborów podejmowa-
nych przez „ja-ego". Np. zdanie: .Jestem świadomy" jest niepotrzebnym podziałem
na doznający podmiot i samo doświadczenie. Umysł wierzący w „ja" jest uwarun-
kowany - mówi Krishnamurti - lecz gdy potrafi odrzucić swoje uwarunkowania
(sposób, w jaki został nauczony myśleć), to poczucie „ja" zmienia się i stapia w
jedno z egzystencją, przestaje być od niej oddzielone. Wielu ludzi nie rozumie
w pełni tej argumentacji i Krishnamurti zachęca swoich słuchaczy, by zdali
sobie sprawę z tego, że w życiu nie ma wyboru i aby uświadomili sobie to już
teraz.
Klucz do zrozumienia „ja" w ujęciu Krishnamurtiego można odnaleźć w jego
wierze, że odczucie „ja" jest niepotrzebne i fałszywe, i że prowadzi ono do po-
działu i cierpienia. Krishnamurti zamiast słowa „ja" używa czasami terminu
„ego".
4 — Współcześni...
KRISHNAMURTI 1895 - 1986
„Długo buntowałem się przeciwko wszystkiemu, przeciwko autorytetowi in- nych, przeciwko kierowaniu innymi, przeciwko wiedzy innych. Nie przyjmowałem niczego jako Prawdy, aż sam Prawdy nie znalazłem. Nigdy nie przeciwstawiałem się poglądom innych ludzi, lecz nie przyjmowałem ich autorytetu, ich teorii życia. Dopóki nie zbuntowałem się, dopóki nie byłem ze wszystkiego niezadowolony, z każdego wyznania, z każdego dogmatu i wiary - nie potrafiłem znaleźć Praw- dy..." Rene Fouere' Podobnie jak ten, kto wypowiedział te słowa, Jiddu Krishnamurti miał przeciw- ko czemu się buntować. Dzieje jego życia to jedna z najbardziej osobliwych bio- grafii XX wieku. Urodził się w Indiach jako ósme dziecko zubożałego bramina Jiddu Naraniaha, którego podrzędne stanowisko w brytyjskiej administracji było już tylko wspomnieniem. Matka Krishnamurtiego zmarła, gdy był jeszcze mały. Ojciec wraz z rodziną przeniósł się do Adyar, niedaleko Madrasu, aby być blisko siedziby Towarzystwa Teozoficznego, którego był członkiem. Według jednego z poglądów Towarzystwa, czasami wielka Istota przejawia się w historii, przybiera- jąc ludzką formę - ciało szczególnie przygotowane i jej oczekujące - a potem zakłada nową religię, która ma wyjawić jakiś wyjątkowy aspekt Prawdy potrzeb- nej w danym okresie. Jezus był ostatnią uznaną inkarnacją (teozofowie nie biorą pod uwagę Mahometa). W 1909 roku teozofowie zadecydowali, że nadszedł czas następnej inkarnacji i byli przekonani, iż w niedługim czasie to nastąpi. Młody Krishnamurti i jego młodszy brat Nityananda, po przeprowadzce do Adyar często wyłęsali się po plażach, tam, gdzie rzeka Adyar łączy się z Zatoką Bengalską i właśnie tutaj spotkał ich bibliotekarz Towarzystwa Teozoficznego, jasnowidz C.W. Leadbeater, znany z różnych skandali o podłożu homoseksualnym. Zauważył, że mają niezwykłą aurę i zwrócił się do ich ojca o umożliwienie synom pobytu i nauki w Towarzystwie Teozoficznym, na co otrzymał przyzwolenie. Wspomina to Lady Emily Lutyens, później bardzo oddana Krishnamurtiemu: „Krishna był bardzo nerwowym, nieśmiałym chłopcem i dopiero po długim czasie mógł poczuć się swobodnie w towarzystwie Europejczyków. Jego częsta nieobec- ność w szkole (chorował na malarię) spowodowała opóźnienie w nauce.W tym okresie stał się ulubieńcem matki, on sam również ją uwielbiał. Posiadał naturę marzyciela - był wrażliwy i duchowo rozwinięty, podobnie jak inni chłopcy indyjs- cy, lecz bez niezdrowej egzaltacji czy dewocji. Jego młodszy braj Nitya (tak go nazywano, by skrócić długie Nityananda) uczył się bez żadnych trudności. Miał błyskotliwy umysł i w odróżnieniu od brata był spokojny i zrównoważony. Pomi- mo zasadniczych różnic temperamentów i charakterów między nimi, braci łączyła wyjątkowa serdeczność i miłość".2 Zaczęły się więc poszukiwania mające na celu znalezienie ich poprzednich inkarnacji, a rezultaty opublikowano w „The Theosophist". Pojawiła się nadzieja, że Krishnamurti zostanie nowym Mesjaszem. W 1909 roku dr Annie Besant, prze- wodnicząca Towarzystwa Teozoficznego, założyła Zakon Gwiazdy na Wschodzie (The Order of the Star in the East), któremu miał przewodniczyć Krishnamurti. 50 Annie Besant zaadoptowała chłopców, jednak ojciec zażądał, aby wrócili do domu, podejrzewając Leadbeatera o demoralizujący wpływ; ponadto wychowywanie ich było niezgodne z zasadami jego kasty. Pani Besant zabrała chłopców do Anglii; po wygraniu sprawy sądowej o adopcję mogła nadal ich utrzymywać, lecz musieli przez jakiś czas ukrywać się w Teormina, na wypadek, gdyby ojciec usiłował ich porwać. Od tej chwili wszystko zostało ustalone, aby przygotować Krishnamurtiego do roli Nauczyciela Świata. Pani Besant i Leadbeater otrzymali telepatyczne in- strukcje od swoich mistrzów - domniemanych przedstawicieli Hierarchii Okulty- stycznej rządzącej światem - odnośnie tego, co należy robić z chłopcami; dotyczyło to nawet najdrobniejszych szczegółów związanych z dietą. Może mistrzowie (dwaj z nich mieli mieszkać po przeciwnych stronach wąwozu w Tybecie) nie posiadali dostatecznej wiedzy o tym, jakie jedzenie będzie najlepsze dla młodych Hindusów z Madrasu, gdyż Lady Emily pisze, że „Krishna bardzo cierpiał w owym czasie z powodu niestrawności. Ostre bóle żołądka nie pozwalały mu przez pół nocy spać. C.W. Leadbeater ułożył dietę przypuszczalnie według bezpośrednich wskazówek mistrza K.H. (Koot Hoomi), trudną do zniesienia dla każdego, kto cierpiał na nie- strawność. Musiał wypijać nadmierną ilość mleka w ciągu dnia, a na śniadanie jeść płatki owsiane i jajka. Jeszcze teraz widzę jak Krishna po nieprzespanej, pełnej bólu nocy, czyni wysiłki, aby zjeść zalecone mu śniadanie pod surowym wzrokiem pani Besant. Jakże pragnęłam wyrwać mu talerz i dać odpocząć żołąd- kowi".3 Jednak jedzenie nie było jedynym kłopotem Krishnamurtiego. Pozostawał jesz- cze klimat: Pamiętam z przyjęcia w ogrodzie dwóch trzęsących się z zimna hinduskich chłopców, usiłujących rozgrzać się w majowym słońcu w chłodnej Anglii. Wyglądali na opuszczonych, zziębniętych, tak, że miałam ochotę objąć ich i przytulić".4 Zdecydowanie gorzej niż kłopoty ze zdrowiem wpływała na niego atmosfera powagi i uwielbienia, która musiała nienormalnie obciążać jego osobowość. Mu- siał więc być typem nadwrażliwca. Wierzono, że Krishnamurti wędruje w nocy po świecie astralnym, potrafi dobroczynnie magnetyzować przedmioty i że ma już za sobą wielkie okultystyczne wtajemniczenia. Lady Emily opowiada: pogodził się z tą sytuacją, choć nie sprawiała mu żadnej radości. Nigdy niczego dla siebie nie chciał - pieniędzy, władzy czy stanowiska. George (Arundale) zawsze przynaglał go, aby starał się zapamiętać to, co się działo w innych wymiarach. 'Proszę, przy- nieś stamtąd informacje', mawiał, lecz Krishna był niewzruszony i 'przynosił stamtąd' tylko tyle, ile naprawdę zapamiętał. Sądzę, że był z tego powodu nieszczę- śliwy. Nie znosił rozgłosu, pragnął normalnego życia rodzinnego. Często powtarzał mi: 'Dlaczego uwzięli się właśnie na mnie?'"5 Przytłaczająca go rola Mesjasza mogła uczynić z niego cynika lub człowieka naiwnego. A ogrom samotności mógłby zburzyć równowagę psychiczną Krishna- murtiego, gdyby nie oparcie, jakie miał w ukochanym bracie. Rzadko zdarza się w historii świata, by nabożne życzenia tak wielu ludzi koncentrowały się na jednym nieśmiałym, niewykształconym chłopcu. Osobowość Krishnamurtiego pozostała 53 nietknięta, lecz koniecznym dla niego stało się odrzucenie tych, którzy go popie- rali. Ponaglany oczekiwaniami swoich zwolenników, Krishnamurti przez jakiś czas akceptował swoją sytuację, a nawet przemawiał w pierwszej osobie jako mistrz Maitreja (głowa Hierarchii Okultystycznej). Potem jednak zaczęły wzrastać w nim sceptycyzm i zwątpienie - zwiastuny prawdziwego Krishnamurtiego. Ogłosił, że ma wątpliwości co do mediumistycznych wiadomości przyniesionych od mi- strzów przez niektórych czołowych teozofów. Jeden z nich, Wedgewood, natych- miast odpłacił Krishnamurtiemu stwierdzając, że jest on wykorzystywany przez potężnego czarnego maga, którego Wedgewood osobiście widział jak stał przy Krishnamurtim. Ludzie podzielili się na dwa obozy i rozpętała się burza potwier- dzająca wątpliwości Krishnamurtiego. Wszystko runęło w 1929 roku, gdy Krishnamurti ostatecznie rozwiązał Zakon Gwiazdy, którego przeznaczeniem było wykreowanie nowego Mesjasza. Celowo odrzucił dobra i majątki, które próbowali mu ofiarować jego oddani zwolennicy, odżegnał się od pociągów z wagonami wypełnionymi jaśminem i różami, uwolnił od obozów, gdzie tysiące ludzi słuchało z zapartym tchem jego słów. Wybrał pro- stotę, trudną i samotną ścieżkę, która przekreśliła - jak zaznaczył - przygotowaną dla niego rolę pseudomesjasza: „Uważam, że prawda to dziewicza ziemia, do której nie prowadzi żadna droga - ani droga religii, ani ścieżka sekty. Taki jest mój punkt widzenia i obstaję przy nim bez jakichkolwiek zastrzeżeń. Jeżeli prawda jest nieograniczona, nieuwarun- kowana, nie do zdobycia żadnym sposobem, to jest nieprawdopodobne, by można ją było zinstytucjonalizować. Nie chcę żadnych uczniów. Wierzcie mi... Jeżeli jest tylko pięciu ludzi, którzy słuchają, którzy żyją, którzy zwracają twarze ku wieczności, to wystarczy. Cóż za pożytek z tysięcy ludzi niczego nie rozumiejących, pełnych uprzedzeń i awersji do tego, co nowe, którzy mogą zaakceptować to nowe tylko pod warunkiem, że będzie pasowało do ich własnych utartych schematów? Jestem wolną, nieuwarunkowaną, całkowitą, a nie częściową Prawdą, która jest wieczna, a nie względna i dlatego pragnę, aby ci, którzy chcą mnie zrozumieć, byli wolni, nie naśladowali mnie, abym nie był dla nich powodem do budowania nowe- go więzienia, które może stać się religią lub sektą. Powinni raczej uwolnić się od wszelkich obaw - od strachu przed religią, strachu przed zbawieniem, strachu przed rozwojem duchowym, strachu przed miłością, przed samym ży- ciem".6 Powiedział im, że przez osiemnaście lat czynili przygotowania do pojawienia się Nauczyciela Świata, który przemieni ich życie i pojmowanie go; lecz to wszystko sprowadzało się do zastąpienia starego boga i starej religii - nową. Szukali opar- cia w zewnętrznych formach religii, które tylko zwiększały podziały i ogranicze- nia. Ich stan psychiczny wcale się nie zmieniał, a rozwój duchowy zależał od kogoś innego. Gdy prosiłem - mówi Krishnamurti - by zrezygnowali ze wszystkich prak- tyk religijnych i w sobie szukali oświecenia, chwały, czystości i uczciwości - nie chcieli. 54 Wtedy oficjalnie rozwiązał Zakon Gwiazdy, mówiąc teozofom, by poszli i szukali innego Mesjasza i aby założyli następną organizację. „To - powiedział - mnie nie interesuje, nie interesuje mnie budowanie nowych klatek, czy nowych dekoracji do tych klatek. Interesuje mnie jedynie to, aby ludzie byli wolni".7 Od tej chwili Jiddu Krishnamurti stał na własnych nogach i miał wszelkie szan- se ku temu, by pójść w zapomnienie. Fakt, że do tego nie doszło i to, że został poważanym i ukochanym nauczycielem szerszej publiczności niż zapewniało To- warzystwo Teozoficzne, sugeruje, iż pani Besant i Leadbeater nie mylili się widząc w Krishnamurtim potencjalną wielkość. Dzisiaj znany jest na całym świecie - autor wielu książek, samotny nauczyciel, który nadal nie zgadza się na budowanie żadnych organizacji, mogących mieć jakikolwiek związek z jego osobą; podróżuje z kraju do kraju, wyjaśniając naturę tożsamości człowieka. Co stanowi istotę jego nauki? Większa jej część dotyczy świadomości - świado- mości nie dokonującej wyboru - to znaczy zdolności bycia świadomym chwili obecnej, takiej jaka jest, bez próby wybierania tego, co chcielibyśmy z danej chwi- li sobie uświadomić. Gdy odrzucimy odczucie „jestem świadomy tego lub tamtego" po to, by zapewnić miejsce świadomości, która nie dokonuje wyboru, wtedy umysł jest czysty i spokojny, a powszednia natura oddzielonego „ja" wyczerpuje się. Takie „ja" lub ego zazwyczaj pogrążone jest w codzienności, manipulując przy tym wszystkimi okolicznościami na swoją korzyść, co oznacza, że zamiast być, cały czas zajmuje się analizowaniem i ocenianiem każdego zjawiska w taki spo- sób, by mogło dalej istnieć. Co jest podstwą ego? Dlaczego działa tak, a nie inaczej? Tym, co głównie przy- czynia się do trwania ego jest pamięć - uważa Krishnamurti. Pamięć - mówi - jest magazynem przeszłości, i my, zamiast żyć w teraźniejszości, żyjemy czerpiąc z tego magazynu. Pamięć cały czas reaguje w formie upodobań i niechęci dyktowa- nych przez ten magazyn, który jest indywidualnym uwarunkowaniem każdego człowieka, sposobem, w jaki kształtowała nas od dziecka nasza kultura, religia i wykształcenie. W każdym momencie dnia pamięć czerpie ze starych, ustalonych wzorów myśli, których większości nie jesteśmy świadomi - wzorów rozwijających poczucie „ja"; one to właśnie tworzą pozornie trwałą i spójną naturę ego. To „ja" wydaje się używać słów i myśli - mówi Krishnamurti - lecz tak naprawdę, to sło- wa i myśli wyodrębniły odczuwanie „ja". Krishnamurti wniósł - tak jak Alan Watts - wiele cennych spostrzeżeń dotyczą- cych struktury ego, poczucia własnego oddzielenia prowadzącego nie do pokory, lecz do władzy, nie do miłości, lecz do nienawiści i zniszczenia. Człowiek z daw- niejszych cywilizacji oraz z istniejących współcześnie kultur prymitywnych spra- wia wrażenie, że ma mniejszą niż my świadomość oddzielenia i mniej wyraziste odczucie ego. Poczucie oddzielenia wydaje się być mocno powiązane z większymi zdolnościami do myślenia abstrakcyjnego i z wyraźną tendencją do zastępowania życia mówieniem o życiu. Człowiek bardziej ufa słowu niż rzeczywistemu do- świadczeniu, a to zagraża jego wrodzonemu człowieczeństwu, które staje się coraz bardziej abstrakcyjne niż rzeczywiste. Kiedy człowiek nie jest prawdziwy, rzeczy- 55 wisty dla samego siebie, zaczyna czuć się odizolowany i obcy sobie. Ego nie czer- pie już swojej siły z chwili obecnej, lecz ze starego magazynu wspomnień, które nagina i przystraja w symbole pasujące do nowej sytuacji. Czy można uspokoić uwarunkowany umysł - pyta Krishnamurti - tak, aby magazyn dostarczał tylko tego, co niezbędne do rozeznania obecnej sytuacji, nie pochłaniając całej osoby i nie determinując jej reakcji? Medytacja - mówi - ma odkryć, czy umysł jest w stanie całkowicie się uspokoić. Nie może to być uspoko- jenie wymuszone, gdyż pochodziłoby ono z „ja", które pragnie jedynie przyjem- nych doświadczeń i nadal myśli w kategoriach „ja i moje uspokojenie", jakby każde z nich było oddzielnym doświadczeniem. Nie, umysłu nie wolno zmuszać do bezruchu, lecz trzeba wsłuchiwać się w niego i obserwować. Sposób tworzenia się myśli, pojawianie się uwarunkowanych wspomnień na powierzchni umysłu, siłę rodzącego się strachu lub pragnień - wszystko to można obserwować i im wyraź- niej widzimy każdą chwilę, tym spokojniejszy staje się umysł. Nie jest to cisza snu, lecz raczej cicha praca prądnicy, którą słyszymy tylko wtedy, gdy powstaje tarcie. Tylko wówczas, kiedy umysł jest cichy, a zarazem czujny - mówi Krishnamurti - może on w pełni obserwować. Czasami doświadczamy tego bez żadnego wysiłku, gdy spotykamy się z czymś wielkim lub budzącym grozę, jak ze wzburzonym morzem, wspaniałym zachodem Słońca czy piękną architekturą. Wtedy umysł jest całkowicie spokojny, nawet jeżeli trwa to tylko ułamek sekundy. Krishnamurti wskazuje na dziecko, które dostało nową zabawkę i jest nią całkowicie pochłonię- te. Tak samo bezmiar morza lub piękno zachodu Słońca może pochłonąć ciągle niespokojny umysł i całkowicie go uspokoić. Uspokajanie go za pomocą przedmiotu lub sytuacji wskazuje na uzależnienie umysłu od czegoś na zewnątrz niego i pozostającego poza jego kontrolą. Czy „u- trata siebie" jest tym samym co „znalezienie siebie"? Czy umysł można uspokoić bez pomocy z zewnątrz? Tak - mówi Krishnamurti. W zasadzie umysł uspokajany tylko z zewnątrz jest w stanie permanentnego ogłupienia, drążony niepokojem, nieustającym nawet podczas snu, co uniemożliwia mu jakikolwiek odpoczynek. Tę ogromną aktywność umysłu można wyciszyć od środka bez tłumienia lub też większego wysiłku: „Tak jak mówiliśmy, w ciągu dnia umysł jest nieskończenie aktywny. Budzisz się, wyglądasz przez okno i mówisz do siebie: 'Och, okropny deszcz', lub 'Dzień jest cudowny, lecz za gorący' - już zacząłeś! W chwili, gdy wyglądasz przez okno, nie mów nic; żadnych ograniczających słów, lecz po prostu zdaj sobie sprawę, że gdy mówisz: 'Jaki piękny ranek' lub 'Jaki okropny dzień', umysł zaczyna działać. Jeżeli jednak będziesz obserwować to wyglądanie przez okno i powstrzymywanie się od wewnętrznego komentarza - co nie oznacza, że będziesz tłumił myśli - to w samej obserwacji, bez udziału narzucającego się umysłu, znajdziesz klucz, odkryjesz roz- wiązanie. Gdy przestają działać nawyki umysłu, pojawia się miejsce na to, co nowe. Możesz obserwować góry, rzekę, doliny, piękne drzewa i wspaniałe chmury pełne świateł, unoszące się nad górami. Możesz patrzeć bez słowa, bez porów- nań. 56 Staje się to jednak trudniejsze, gdy patrzysz na inną osobę, gdyż stajesz przed murem utrwalonych wyobrażeń. Tylko patrz! Przekonasz się, gdy będziesz obser- wował i gdy będziesz jasno widział, że ta czynność nabiera więcej życia, sta- je się działaniem nie szukającym wsparcia w mającej nastąpić chwili"." Zasadniczym krokiem na drodze do całkowitej samorealizacji jest zdolność do porzucenia myśli, która się zupełnie wyczerpała i niepodtrzymywanie łańcucha skojarzeń. Możemy uwolnić się od tej nieprawdopodobnej gmatwaniny proble- mów przenikających całą egzystencję, które pochłaniają wszelką energię psy- chiczną i przez to stają się nieludzkie, jeżeli umieścimy dany problem na właści- wym miejscu i nie pozwolimy mu wpływać na inne aspekty życia. W przeciwnym wypadku, umysł jest ograniczony i wyjałowiony i nie może wyplątać się z choro- bliwych przyzwyczajeń do ustawicznego niepokoju, tak jak język, który musi ciąg- le dotykać psującego się zęba. Jeżeli jednak człowiek potrafi zobaczyć chwilę obecną jako całkowicie różną od poprzedniej, jeżeli potrafi otworzyć umysł na wszystko to, co nie stanowi problemu, wówczas ciężar użalania się nad sobą i egotyzmu odpada; człowiek zamiast zamętu odczuwa jasność, zamiast rozbicia - jedność. W trakcie obserwacji ruchu umysłu - mówi Krishnamurti - widzimy istniejącą szczelinę pomiędzy przedstawieniem sytuacji - gdy ktoś np. wszczyna z nami kłótnię - a reakcją na nią. W tej istniejącej przez chwilę szczelinie człowiek może wytropić utarte nawyki myśli, co pozwoli mu reagować spontanicznie, bez uprze- dzeń. Jeżeli człowiek będzie nadal obserwował umysł, to dostrzeże, że tym, co go wspiera są problemy oraz to, że istotą tych powikłań jest niedoskonałość umysłu i jego potrzeba ekspansji. Kiedy umysł stanie się spokojny i pozwolimy problemom samym się rozwiązywać, zostawiając je w spokoju, wówczas nastąpi odcięcie umy- słu od „źródła zasilania". To pozwoli mu odrodzić się i stać nieskazitelnie czystym. Właściwe, spontaniczne działanie wyrasta z ciszy umysłu, który potrafi dostrzec to, co jest prawdziwe, i bez obaw, zgodnie z tym, działać: „Niewinny umysł to całość, w której znajduje się ciało, serce, mózg i umysł. Niewinny umysł, nigdy nie skażony myślą, potrafi zobaczyć czym jest prawda, czym jest rzeczywistość, potrafi zobaczyć czy istnieje coś poza nią. To jest medy- tacja. Musisz zbudować fundamenty, aby dojść do tego nadzwyczajnego piękna prawdy w ekstazie. A fundament to zrozumienie myśli, która rodzi strach i pod- trzymuje przyjemność oraz zrozumienie ładu, a więc cnoty. W ten sposób stajemy się wolni od konfliktu, agresji, brutalności i gwałtu. Gdy człowiek raz ustali pod- waliny wolności, dotrze do wrażliwości będącej najwyższą inteligencją, jego życie ulegnie metamorfozie".9 W naukach Krishnamurtiego przewija się temat o umyśle wolnym od myśli. Jak przekonamy się później, Ramana Maharishi stale nawoływał tych, którzy do nie- go przychodzili, aby spojrzeli do wewnątrz siebie i zobaczyli: „Kim jestem?", po to, by odkryć czyste „ja", różne od „jestem tym" czy „jestem tamtym". Tak samo Krishnamurti mówi uczniom, aby uświadomili sobie swoje uwarunkowania, swoje przyzwyczajenia wyrastające z pamięci ograniczającej umysł, swoje przywiąza- nia do ciała, dające poczucie trwałego istnienia. 57 Metoda zen, dotycząca umysłu, zawarta jest w przesłaniu by „widzieć, lecz nie myśleć!" Krishnamurti uważa, że uwarunkowana pamięć dzieciństwa jest szcze-. golnie odpowiedzialna za dość rozległą dziedzinę naszego myślenia oraz za wiele naszych lęków. Jeżeli np. lęk przed dzikim zwierzęciem wynika z pamięci tego, co przeczytaliśmy lub usłyszeliśmy, a nie z bezpośredniego kontaktu - to przy praw- dziwym spotkaniu z nim wyzwolimy tę właśnie utrwaloną w naszej pamięci reak- cję lęku. Ten rodzaj lęku, nie wynikający z osobistych przeżyć (dzikie zwierzę w rzeczywistości może nie być nastawione agresywnie) ma paraliżujący i niszczący wpływ, który zwierzę wkrótce wyczuje, a to uwarunkuje jego reakcję. Działanie umysłu, które jedynie wyzwala świadomość lęku, gdy umysł nie utożsamia się z nią, jest działaniem całkowitym i doprowadza do właściwej reakcji. Jeżeli więc człowiek spotka na drodze tygrysa, nie powinien odczuwać przed nim lęku, gdyż jest to lęk uwarunkowany, powinien zacząć się bać tylko wtedy, jeżeli dostrzeże oznaki agresji; dopiero wówczas reakcja lękowa będzie uzasadniona. Kiedy naprawdę uświadomimy sobie nasze lęki, to okaże się, że wiele z nich to stereotypowe reakcje, które zazwyczaj projektujemy na teraźniejszość. Tylko zde- cydowana i trzeźwa ich obserwacja usunie przeszkody w umyśle, a wtedy poczu- jemy jak przepływa przez nas działanie, którego nie da się podzielić na poszcze- gólne części. Wiele osób na Zachodzie, których nawyki myślowe wyrastają z przymusu i stra- chu, żywo reaguje na poglądy Krishnamurtiego. Niektórzy uważają, że Krishna- murti nie proponuje żadnych realnych metod, poza rozwijaniem świadomości mającej dopomóc umysłowi w uspokojeniu się i osiągnięciu pełnej przytomności. Twierdzą oni, że wszystko to, co mówi Krishnamurti, jest prawdziwe, ale teore- tyczne i nie zawiera żadnych praktycznych wskazówek, w jaki sposób można by to osiągnąć. Być może jego uwarunkowania z czasów młodości zniechęciły go do wszelkich metod. Jest zdecydowanym przeciwnikiem jakiejkolwiek sformalizowanej religii i wypróbowanych metod, takich jak powtarzanie mantr. Równie dobrze - mówi Krishnamurti - można powtarzać „coca-cola, coca-cola". Aby być w zgodzie z własnymi zasadami, Krishnamurti zaaprobował jedynie niezbędne działania organizacyjne, niektóre tylko firmując własnym nazwiskiem. Założył swoją szkołę w Anglii, lecz spędza tam niewiele czasu, dzieląc czas w ciągu roku na pobyt w Ameryce, Szwajcarii i Indiach. I choć nie wierzy w moc słowa, to pojawiło się co najmniej dwadzieścia książek jego autorstwa i nadal wychodzą nowe. Jego sposób zwracania się do ludzi nie zmienia się od lat. Odrzuca wszelką for- mę ceremonii, nie zgadza się na funkcję przewodniczącego, która pomagałaby mu radzić sobie z nieustannie napływającymi pytaniami od słuchających go tłumów. Sam wchodzi na scenę; drobny, niewielki człowiek, surowe piękno określa rysy jego twarzy; i siada na zwykłym drewnianym krześle. Mówi bez wstępu i bez notatek. Gdy odpowiada pytającym, często w jego głosie pojawia się nuta znie- cierpliwienia, a czasami zdecydowanie przerywa, co może się wydawać nazbyt surowe. 58 Zawsze wraca do tego samego tematu, że musimy umrzeć dla tego, co nas warunkuje, dla naszej przeszłości, abyśmy w pełni mogli być świadomi teraźniej- szości, która jest czymś nieznanym. Jest to umieranie, które może odbywać się chwila po chwili. Z pewnością nie chce przez to powiedzieć, że musimy jakoś wymazać pamięć - bo jeśliby to było możliwe, to najprawdopodobniej doprowa- dziłoby do zaniku ludzkiej rasy. W samej pamięci nie ma nic niewłaściwego - mówi - lecz musimy położyć kres naszym reakcjom opartym tylko na uwarunko- wanej pamięci (to, co Gurdżijew nazwał reakcją maszyny). Pamięć dostarcza fak- tów, lecz nasz umysł musi być wolny od ciężaru tych faktów i nie obarczony ich emocjami, które naturalnie nam towarzyszą. Fakty mogą być właściwie wykorzy- stane tylko wtedy, gdy umysł ich nie pragnie ani nie odrzuca wyzwalając emocje dla samych emocji. Im większe targają nami emocje, tym bardziej jesteśmy skłonni uważać je za samo życie, więc gdy „nie zaangażujemy się" lub nie odczujemy jakiejś szczegól- nej emocji, mamy wątpliwości, czy żyjemy naprawdę. Potrafimy uczepić się cier- pienia, licząc na pewnego rodzaju dowartościowanie, być może dlatego, że boimy się kontemplować Pustkę, którą możemy zobaczyć jedynie wtedy, gdy przesta- niemy utożsamiać się z emocjami. Tak naprawdę lgniemy do tego, co znane, co nazywamy życiem i boimy się tego, co nieznane. ,Ą więc główny problem - mówi Krishnamurti - to uwolnić umysł od znanego, od wszystkich nagromadzonych spraw, od tego co nabyte, doświadczone, tak aby stał się niewinny i zrozumiał to, co jest śmiercią, nieznanym".10 Lecz kim jest ten, który uwalnia umysł? Kto jest obserwatorem tego całego procesu? Wielu słuchaczy Krishnamurtiego uważa, że jest to moment najtrudniej- szy do uchwycenia. „Czy istnieje człowiek myślący, obserwator oddzielony od myśli, oddzielony od myślenia, oddzielony od doświadczenia? Czy istnieje ten, który myśli bez myśle- nia? Jeżeli usuniesz myśl, to czy istnieje podmiot? Jeżeli nie ma w tobie żadnej myśli, żadnej walki, żadnej potrzeby zdobywania, żadnego wysiłku, by stać się czymś, to czy wobec tego istnieje podmiot? Czy podmiot stworzony przez myśl, którego nic nie chroni, niestały, jest czymś przemijającym? Jak widzicie... wymaga to głębokiego wejrzenia, medytacji i poszukiwań, gdyż większość z nas przyjmuje, że istnieje ktoś myślący i oddzielone od niego myśle- nie. Jeżeli przyjrzymy się temu uważniej, to zobaczymy, że to myśl stworzyła myślącego. Myślącego, który zarządza, jest podmiotem, sędzią, wynikiem naszych myśli. Tę prawdę można dostrzec, gdy wniknie się w to zjawisko dostatecznie głęboko. Uwarunkowanie większości ludzi prowadzi do przesądu, że myślący od- dzielony jest od myśli i nadaje myślącemu cechę wieczności; lecz to, co jest poza czasem zaczyna istnieć tylko wtedy, gdy zrozumiemy cały proces myślenia. A więc, czy umysł może być świadomy siebie podczas działania, ruchu bez jakie- gokolwiek centrum? Sądzę, że tak. Jest to możliwe, gdy istnieje tylko świadomość myślenia, a nie myślący, który tylko myśli. Zdać sobie sprawę z tego, że istnieje tylko myślenie, to wielkie odkrycie. Trudno tego doświadczyć, gdyż myślący jest tam z przyzwyczajenia, oceniając, sądząc, potępiając, porównując, utożsamiając. 59 Gdy przestanie utożsamiać, oceniać, sądzić, to wtedy istnieje tylko myślenie bez myślącego".11 Inni mędrcy, o których mowa w tej książce, szczególnie Ramana Maharishi i Alan Watts dokonali odkrycia, że myśl nie potrzebuje myślącego i jeżeli myślący, obserwator, znika, to pozostaje cudowne uczucie ulgi i radości. Widzimy wtedy, jak znikają podziały między przedmiotem i zaczyna istnieć świat, taki jaki jest na- prawdę w swojej pierwotnej całości. „Nie utożsamiaj odczucia swego 'ja' z tym, co się dzieje" - poucza zen. Lecz czy jest to recepta na życie codzienne? ,A czy człowieka stać na to, by tak nie żyć?" - odpowie zen. Krishnamurti uważa, że jest to możliwe, lecz tylko wtedy, gdy nasza przytomność jest maksymalna - „przytomność, w której brak motywacji i wyboru, a pozostaje jedynie obserwacja".12 „Życie bez motywacji" - brzmi to nieprzekonywająco dla zachodniego słucha- cza. Czy to oznacza życie przepojone szczęśliwością, bez trosk o dzień jutrzejszy? A może oznacza to niechęć do podejmowania praktycznych wysiłków, by angażo- wać się w rozwiązywanie problemów tego świata? W ujęciu Krishnamurtiego motywacja to przywiązanie do rezultatów. Jeżeli w każdej pojawiającej się sytuacji uczynimy wszystko, co w naszej mocy, i nie będziemy na nią wpoływać lub wiązać z jej rezultatami, to będziemy wolni od motywacji w tym sensie, że będzie ona bezinteresowna. Może brzmi to nazbyt surowo - jesteśmy tak bardzo przyzwyczajeni do łączenia szczęścia z gromadze- niem doświadczeń dla „ja", że tylko czasami wychodzimy z tego zaklętego koła. Służenie sytuacji dla niej samej daje dziwne zadowolenie. Jeżeli potrafimy trak- tować zdarzenia tylko jako zdarzenia, bez przywiązania, to znaczy, że im nie prze- szkadzamy, umożliwiamy im własne istnienie, czyste i nieskazitelne, nie pocho- dzące z obumarłego rejonu projekcji naszych myśli i uczuć: „Być przytomnym nie oznacza uczenia się i pobierania lekcji od życia, wprost przeciwnie, być przytomnym to nie posiadać śladów zebranego doświadczenia, bo kiedy umysł gromadzi doświadczenia wedle własnych chęci, to pozostaje bardzo pytki, powierzchowny... Przytomność zaczyna pojawiać się naturalnie, bez trud- ności, spontanicznie, gdy zrozumiemy, że podmiot nieustannie goni za wrażenia- mi. Umysł poszukujący wrażeń, chcący wszystkiego doświadczyć staje się nie- wrażliwy, niezdolny do szybkiego ruchu i dlatego nigdy nie jest wolny. Umysł, który rozwikłał tajemnicę własnego funkcjonowania dochodzi do stanu przytom- ności. Taki umysł zdolny jest do całkowitej ciszy, bezruchu... Umysł może poznać mechanizmy swego działania tylko wtedy, gdy jest całko- wicie spokojny - a wówczas jego dynamika jest ogromna, nie dająca się zmierzyć. Wtedy można odczuć coś, co znajduje się poza czasem... Twórczy spokój nie jest końcowym rezultatem określonych kalkulacji, dyscypli- ny, czy też posiadania dużego zasobu informacji w umyśle. Może zaistnieć tylko wtedy, gdy zrozumiemy dwuznaczność nie mającego końca procesu poszukiwania wrażeń poprzez doświadczenia. Bez wewnętrznego spokoju wszystkie nasze spe- kulacje na temat rzeczywistości, wszystkie filozofie, systemy etyczne, religie mają niewielkie znaczenie. Tylko spokojny umysł może poznać nieskończoność".13 60